Szukają ofiar UB
Czwartek, 11 października 2012 (06:07)Ruszyły badania georadarem posesji Domu Turka w Augustowie. To była siedziba NKWD i UB, w której po bestialskich przesłuchaniach mordowano żołnierzy podziemia niepodległościowego.
Posesja otoczona jest wysokim murem i odgrodzona żelazną bramą. - Nie widzę potrzeby, aby badaniom musieli przyglądać się dziennikarze - powiedział Włodzimierz Kudraszew, właściciel obiektu. Dopytywany, czy zgodzi się sprzedać lub zamienić Dom Turka na inną nieruchomość, o co od kilku lat zabiegają władze Augustowa, powiedział, że nie ma takiego zamiaru.
Badania z powodu kłopotów z dojazdem specjalistów z geofizyki rozpoczęły się dwie godziny później, niż planowano. Kilkugodzinne badania prowadziła firma z Wrocławia. Uczestniczyli w nich prokuratorzy z IPN, m.in. szef pionu śledczego IPN Białystok Zbigniew Kulikowski oraz prowadzący śledztwo w sprawie morderstw na terenie Domu Turka prokurator Wojciech Kapliński.
O potrzebie przeprowadzenia badań mówili przedstawiciele augustowskich organizacji patriotycznych po raz pierwszy już rok temu, podczas spotkania z Dariuszem Gabrelem, szefem pionu śledczego IPN. Ustalono wówczas, że takie badania zostaną przeprowadzone. Kombatanci wnosili o badania odkrywkowe, które wymagałyby kosztownej operacji zdjęcia masywnych betonowych płyt, jakimi przykryta jest większa część posesji.
Oprócz betonowych płyt ułożonych za czasów PRL są inne przeszkody fizyczne uniemożliwiające dokładne zbadanie tego obszaru. - Po wojnie na posesji Domu Turka wybudowano garaże, które przykrywają sporą część terenu. Tam również mogli być chowani zamordowani podczas przesłuchań - tłumaczy Danuta Kaszlej. W 2002 r., w trakcie wykopów pod fundamenty, robotnicy odnaleźli ludzkie kości. - Sprawa została przekazana policji, która powiadomiła o tym IPN. Wiem, że te kości nakazano pochować tam, gdzie były znalezione. To miejsce trzeba by zbadać w pierwszym rzędzie - mówi.
Wczoraj przed Dom Turka przyszło kilkadziesiąt osób. Wśród nich członkowie Klubu im. Armii Krajowej w Augustowie, na wniosek których IPN podjął te badania. Ich również właściciel Domu Turka nie wpuścił na posesję. - Przyszliśmy tu, aby przynajmniej duchem uczestniczyć w tych badaniach, o rozpoczęcie których tak długo zabiegaliśmy. Jest dla nas bardzo ważne, aby ci Polacy, którzy tu zostali zamordowani i najpewniej w haniebny sposób pogrzebani, doczekali się godnego pochówku - tłumaczy Danuta Kaszlej, historyk, prezes Klubu im. Armii Krajowej w Augustowie. - Zginęło tu wielu akowców, których Sowietom nie udało się ująć w obławie augustowskiej, a po niej złapali ich ubecy i mordowali w Domu Turka - dodaje.
Pod Domem Turka był też wczoraj Józef Janewicz, sybirak, którego ojciec, brat i wielu kolegów było żołnierzami Armii Krajowej. - Możliwe, że w Domu Turka przetrzymywano wielu moich kolegów. Może pan nie uwierzy, ale niedawno przyśnił mi się jeden z nich - Eugeniusz Haraburda, którego aresztowano i zabito podczas obławy. Stał w bramie Domu Turka i powiedział do mnie, wskazując ręką w głąb posesji: "Józef, ja tu leżę" - opowiada Janewicz. Wspominał również koleżankę ze szkoły, Scholastykę Timczenko, która w wojennych i powojennych latach mieszkała w kamienicy naprzeciwko tego domu. - Schola opowiadała mi, że nie mogła spać nocami, bo dobiegały stamtąd przeraźliwe krzyki maltretowanych żołnierzy - mówi mężczyzna.
- My, mieszkańcy Augustowa, pamiętamy, co się w tym Domu Turka mieściło, ilu tu Polaków zamordowano. Nie pozwolimy, aby pamięć o tym przepadła - kwituje Anna Wasilewska, odpowiadając na pytanie, dlaczego przyszła pod Dom Turka.
Adam Białous, Augustów