• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Polacy nie zasługują na nieudolne rządy Ewy Kopacz

Czwartek, 1 stycznia 2015 (15:17)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mija sto dni od zaprzysiężenia rządu Ewy Kopacz. Jak Pan ocenia te rządy?

– To, co dzieje się obecnie w służbie zdrowia, zagrożenie zamknięciem 13 tysięcy gabinetów lekarskich, gdzie Polakom, zresztą kolejny już raz, funduje się koszmar i niepewność związaną z dostępem do świadczeń leczniczych, najlepiej oddaje kompetencje premier Kopacz i gabinetu, który w ogromnej większości odziedziczyła po Donaldzie Tusku. Polacy nie zasługują na takie nieudolne rządy. Ta indolencja nie dotyczy zresztą tylko ochrony zdrowia, bo w każdym innym obszarze jest podobnie źle. Weźmy chociażby pakiet klimatyczny, ustępstwa i związaną z tym porażkę Ewy Kopacz, które usiłowano zresztą w charakterystyczny dla tej ekipy sposób PR-owsko przekuć w sukces, to kolejny przykład niekompetencji obecnej premier. Zamiast konkretów mamy arogancję Ewy Kopacz i litanię niespełnionych obietnic. To nieudolny rząd z nieudolnym premierem na czele.

Ale w mediach Ewa Kopacz wypada nieźle…?

– Jeśli sesja zdjęciowa Ewy Kopacz w „Vivie” ma być wyznacznikiem czy też miarą sukcesu obecnej premier, to jest to dość ubogi dorobek. Tym bardziej, gdy zdjęcia są retuszowane, co sprawia, że komuś, kto na co dzień ogląda panią premier, trudno rozpoznać czy to Ewa Kopacz, czy może ktoś zupełnie inny. Jeżeli dodamy do tego promocję, czy jak się to określa przy reklamach – lokowanie produktu – kiecek, garsonek czy okularów za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych, to trudno, aby w tak dobranym otoczeniu wyjść źle na zdjęciach. Taki czy inny obraz kształtowany przez speców od wizerunku nie cieszy Polaków, którym ten rząd, zresztą podobnie jak poprzedni, co rusz serwuje nowe niespodzianki. Mamy np. aferę podsłuchową, która została zamieciona pod dywan. Pani premier nie zrobiła nic, żeby wyjaśnić knowania przeciwko państwu. Nikt z „bohaterów” nagrań u „Sowy”, które słyszeli Polacy nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Zamiast osiągnięć, mamy chwyty marketingowe, które też nie spełniają założeń. Nieudolny premier, nieudolny rząd, słowem czas na zmiany.  

Wspomniał Pan o niepokojącej sytuacji w ochronie zdrowia. Czy nie dziwne jest to, że premier – w końcu lekarz – nie zabiera w tej sprawie głosu…?

– Odpowiedź jest prosta: Ewa Kopacz nie zabiera głosu, bo nie musi. Ma Bartosza Arłukowicza, który powinien załatwić wszystko, a nie załatwił niczego, mało tego, usiłuje skłócić ze sobą środowisko medyczne i napuścić pacjentów na lekarzy. Jeżeli zaś chodzi o „bohaterkę” pana pytania, to Ewa Kopacz milczy, bo po prostu się na tym nie zna. Gdyby było inaczej, to przynajmniej podstawowe problemy w ochronie zdrowia załatwiłaby, będąc jeszcze szefową tego resortu, tymczasem uniknęła kompromitacji, bo została niejako wybawiona przez Donalda Tuska awansem na stanowisko marszałka Sejmu. Obecne milczenie Ewy Kopacz to postawa strusia, a więc chowanie głowy w piasek, gra na zwłokę, próba przeczekania i liczenie na to, że czas rozwiąże problem, a ludzie zapomną. To błędne rozumowanie, bo czas już nie rozwiązuje mocno spiętrzonych problemów premier Kopacz i całej Platformy Obywatelskiej z wtórującym jej Polskim Stronnictwem Ludowym.        

O czym świadczy wprowadzenie kobiet –  specjalnych pełnomocników w trzech resortach?

– „Psiapsiółki”, jak sprytnie i trafnie określiły media posłanki Urszulę Augustyn, Krystynę Skowrońską i Beatę Małecką-Liberę, które mają pełnić rolę pełnomocniczek pani premier, de facto będą miały za zadanie patrzeć na ręce obecnym szefom resortów, inaczej mówiąc – donosić. To również próba ocieplenia wizerunku tego rządu, co mają uczynić kobiety: obok premier Kopacz jej „psiapsiółki”. Prawda jest jednak miażdżąca, bo z obietnic Ewy Kopacz, jakie padły z mównicy sejmowej sto dni temu, nic nie zostało. Z drugiej strony to jakieś nieporozumienie, bo skoro minister konstytucyjny nie nadaje się na dane stanowisko, to należy go wyrzucić. Natomiast pełnomocniczki są po to, aby donosić, co dzieje się w poszczególnych resortach.

Czyżby Ewa Kopacz nie ufała ministrom własnego gabinetu?

– Wszystko na to wskazuje. Ewa Kopacz to typ człowieka, który nie ufa nikomu, nie ufała też swojemu poprzednikowi. To osoba, która chce wiedzieć jak najwięcej, natomiast nie jest to wiedza, która mogłaby pomóc w lepszym zarządzaniu poszczególnymi resortami, ale być może chodzi o szukanie haków, które pomogą jej w odstrzeleniu np. ministra Arłukowicza, któremu pamięta, że wywodzi się z obozu lewicy i jako poseł SLD mocno atakował Ewę Kopacz – ówczesną minister zdrowia. Ona mu tego nie wybaczy i nie daruje. Czeka zatem na dogodny moment i wtedy ta słodka zemsta nastąpi.

Jak ocenia Pan poczynania premier Kopacz na arenie międzynarodowej, może poza „występem” na czerwonym dywanie w Berlinie?

– Łącząc w jedno „awans” Donalda Tuska, który bardziej należałoby określić mianem ucieczki do Brukseli przed rozliczeniem ze strony Polaków niż sukcesem i to, co robi jego następczyni to kompromitacja. Tak naprawdę poza tym słynnym „marszem flagowym” w Berlinie, zresztą dyskretnie hamowanym przez kanclerz Angelę Merkel, trudno wymienić jakieś międzynarodowe akcenty z udziałem Ewy Kopacz zasługujące na uwagę. Jej udział w szczycie klimatycznym ze szkodą dla Polski czy chociażby wypowiedzi w sprawie konfliktu na Ukrainie bynajmniej nie stawiają Ewy Kopacz w gronie polityków, którzy zasługują na uznanie, ale są totalną kompromitacją i wyrazem braku orientacji o sprawach międzynarodowych.

A jak premier oceniana jest w Brukseli?    

– Różnice w ocenie Ewy Kopacz przez europarlamentarzystów z Polski przebiegają po linii podziałów politycznych. Natomiast gdyby zapytać np. europarlamentarzystów słowackich czy niemieckich, to w odpowiedzi można usłyszeć pytanie: a kto to jest Kopacz…?

Myśląc o przyszłości, premier nie pamięta o swojej przeszłości. Dziwnym trafem z przekąsem sięga do życiorysów swoich przeciwników politycznych, tymczasem zapomniała, że w czasach PRL należała do ZSL. Amnezja?

– Pani premier Kopacz ma bardzo krótką i wybiórczą pamięć i stara się nie pamiętać tego, co nie przysparza jej ani zaszczytu, ani honoru. Żeby awansować na szefową przychodni lekarskiej w Szydłowcu, zapisała się do ZSL, a potem już było z górki. I tak pięła się po politycznych drabinkach aż do funkcji ministra zdrowia, marszałka Sejmu, a w końcu premiera polskiego rządu.  

Podsumowując, nowe stanowisko przerosło pewną siebie Kopacz?

– Z całym szacunkiem, ale ta kobieta po prostu się nie nadaje na to stanowisko. Mając na względzie to, że nie posiada dostatecznej wiedzy, kompetencji ani umiejętności, w trosce o dobro Polski i szacunek dla Polaków nie powinna przyjmować takiego stanowiska. Jeżeli kompromitowałaby tylko siebie czy tzw. Platformę Obywatelską, to jeszcze pół biedy, ale najgorsze jest to, że jest szkodnikiem dla Polski i kompromituje nas na arenie międzynarodowej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki