Remis? Może być!
Czwartek, 11 października 2012 (06:06)Rozmowa z Markiem Koźmińskim, byłym wielokrotnym reprezentantem Polski w piłce nożnej
Jest Pan dobrej myśli przed meczem z Anglią czy też raczej pełen obaw?
- Patrząc przez pryzmat kontuzji, jakie nas gnębią, raczej pełen obaw. Nie mamy zbyt wielu klasowych zawodników, a tu kilku z nich wypadło i we wtorek nie wyjdzie na boisko. Mecz z Wyspiarzami być może nie będzie najważniejszy w eliminacjach, ale z pewnością będzie jednym z kluczowych. Przede wszystkim nie można go przegrać. Dziś, pamiętając o problemach dotykających drużynę, wziąłbym w ciemno wynik remisowy.
Mówiąc o osłabieniach, myślimy przede wszystkim o Jakubie Błaszczykowskim. Można w jakiś sposób go zastąpić?
- Nie mamy drugiego piłkarza prezentującego podobny poziom, który mógłby od razu wskoczyć do składu i zastąpić Kubę. To kapitan, serce zespołu, jego motor napędowy. Za kilka lat do Kuby ma szansę zbliżyć się jego imiennik, Kosecki, aczkolwiek przed nim daleka droga i bardzo, ale to bardzo dużo pracy. Jest jednak podobnym typem zawodnika.
Jak musimy zagrać, by wtorkowe spotkanie zakończyć ze zdobyczą punktową?
- Przede wszystkim bardzo uważnie z tyłu, najlepiej na zero. Nie możemy pozwolić Anglikom strzelić bramki, szczególnie na 1:0, bo wówczas musielibyśmy się odkryć, co byłoby wodą na młyn dla rywali. Anglicy mają kilku wyśmienitych, szybkich, błyskotliwych graczy w ofensywie, świetnie czujących się w grze z kontry. Nie znaczy to oczywiście, że mamy się bronić i wyjść na boisko z myślą, byle tylko zremisować. Taka taktyka byłaby bowiem zgubna. Musimy być szalenie skoncentrowani w defensywie, ale też jak najczęściej szukać swych szans w szybkich kontratakach. Pamiętam mecze z przeszłości, w których bardzo fajnie walczyliśmy z przeciwnikami dużo wyżej notowanymi. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie.
Jak mecz może wyglądać?
- Wydaje mi się, że obie drużyny wyjdą na boisko z respektem dla siebie, nikt, przynajmniej na początku, nie zdecyduje się na frontalny atak. Z upływem czasu Anglicy będą jednak dążyć do zwycięstwa, bo trzeba zdać sobie sprawę z tego, że przyjadą do nas po komplet punktów.
Oni też mają jednak problemy. Nie zagra lider, Frank Lampard, karierę reprezentacyjną w kontrowersyjnych okolicznościach skończył John Terry, Ashley Cole obraził działaczy federacji...
- Prawda, tyle że Anglicy mają nieporównywalnie większe pole manewru. Gdy jeden zawodnik wypada, nawet wybitny, bez większego problemu na jego miejsce wynajdywany jest zastępca. Roy Hodgson buduje kadrę z grona kilkudziesięciu znakomitych piłkarzy, światowej klasy. A gdy u nas nie może zagrać dwóch, trzech graczy, od razu bijemy na alarm. Nie chciałbym być dziś na miejscu Waldemara Fornalika.
Przemysław Tytoń czy Tomasz Kuszczak - to kolejny dylemat, przed którym stoi nasz selekcjoner.
- Przyznam szczerze, że w ogóle nie rozumiem dyskusji na temat obsady bramki. Ile razy grał Tytoń w kadrze, tylekroć nie zawodził i go chwaliliśmy. Zdał egzamin na Euro. Kontuzję leczy Wojciech Szczęsny, dlatego uważam, że Fornalik nie powinien mieć żadnego dylematu, a może w ogóle go nie ma i to tylko medialny temat. Kuszczak nigdy nie był bramkarzem numer jeden w narodowej drużynie. Owszem, zawsze się dobijał, walczył o swoje, miał udane dwa, trzy spotkania, ale nic ponadto. Jeśli powątpiewamy w umiejętności Tytonia, to coś jest nie tak.
Podoba się Panu sposób prowadzenia reprezentacji przez Fornalika?
- Przede wszystkim selekcjoner ma nieduży wachlarz decyzyjności, jeśli chodzi o osoby, które może powoływać. Posiadamy niewielu piłkarzy na odpowiednim poziomie. Fornalik zrobił jedną rzecz, która mnie osobiście bardzo się spodobała. Nie wywrócił do góry nogami zastanej przez siebie sytuacji, tak jak postępowali jego następcy. Wcześniej, gdy tylko jakiś trener obejmował narodowy zespół, to dokonywał rewolucji, przekazując między wierszami niebudzące wątpliwości przesłanie o treści: "Ja tu będę rządził". Tymczasem Fornalik powkładał swoje pomysły w istniejący już szkielet. Można wręcz rzec, że to jest jego reprezentacja, tylko oparta na kręgosłupie Franciszka Smudy.
Teraz, na mecze z RPA i Anglią, selekcjoner powołał spore grono młodych zawodników. Trochę z konieczności i przymusu, ale obok obecności debiutantów nie sposób przejść obojętnie. Rośnie nam nowe, zdolne pokolenie?
- Tak, ostatnimi czasy pojawiło się kilku fajnych chłopaków, którzy posiadają "papiery" na granie. Nie róbmy jednak wokół nich za dużego szumu, nie róbmy niczego na siłę, bo możemy tylko im zaszkodzić. Milik, Wszołek czy Kosecki są młodzi, perspektywiczni, pokazali, że warto się nad nimi pochylić i dać im szansę. Z drugiej jednak strony muszą cały czas udowadniać, że na tę szansę zasłużyli, i w każdym meczu to potwierdzać. Nie spodziewam się, by któryś z nich wyszedł na boisko w najbliższych meczach w podstawowym składzie, ale już w końcówce, na kilkanaście minut, kto wie. Młodość bywa szalona, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bywa nieobliczalna. Cieszmy się zatem, że talenty są. Nie zapominajmy przy tym, że w przeszłości też bywały i się marnowały. Moglibyśmy teraz powymieniać nazwiska wielu chłopaków, którzy pojawiali się jak meteoryty, pokazywali przez chwilę i błyskawicznie znikali. I to wcale nie ze względu na brak umiejętności, tylko wodę sodową, która natychmiast uderzała im do głowy. Moi młodsi koledzy, którzy otrzymali teraz powołania, stoją przed wielką szansą, a decydujące dla ich karier mogą być powroty do klubów i dalsza gra w lidze. Wrócą bowiem do nich jako reprezentanci, z drugiej strony dopiero początkujący, stawiający pierwsze kroki. Skromność, pokora i pracowitość to cechy, jakich od nich oczekuję, cechy, które mogą doprowadzić ich bardzo daleko. Wierzę, że kolejnych talentów nie zmarnujemy albo raczej - że one same się nie zmarnują.
Któryś z tych młodych chłopaków ma szanse, by zagrać z Anglią, choćby przez kilkanaście minut?
- Jeśli któryś ma szanse, to nie ze względu na formę czy umiejętności, tylko ubytki. Nie czarujmy się, otrzymali powołania przede wszystkim przez kłopoty kadrowe. Tyle że w ten sposób kariery, nawet wspaniałe, rozpoczynało wielu znakomitych piłkarzy. To zatem żadna nowość, żadna ujma, tylko naturalna kolej rzeczy. A kto może ewentualnie wystąpić? Kosecki. Gra na tej samej pozycji co Błaszczykowski, jest najbardziej z grona młodych obyty z dużą piłką, ma doświadczenie pucharowe, spróbował już liznąć duży futbol na arenie międzynarodowej.
Co takiego ma Anglia, że zawsze szło nam z nią jak po grudzie?
- To, co mają Niemcy, Hiszpania, Włochy czy Francja. Po prostu jest od nas lepsza, dysproporcja siły na jej korzyść jest widoczna gołym okiem. Kiedyś różnice były zdecydowanie mniejsze, a i tak nie potrafiliśmy na nią znaleźć sposobu. Nie ma co się tego wstydzić, czemu zaprzeczać, takie są fakty. Jestem jednak przekonany, że w jednym spotkaniu jesteśmy w stanie Anglii się przeciwstawić, stanąć do skutecznej walki. Zagramy u siebie, na pięknym stadionie, napędzani przez wspaniałych kibiców. A nuż się uda!