• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Oczarowania i rozczarowania, czyli sportowy rok 2014

Środa, 31 grudnia 2014 (19:59)

Cztery złote medale olimpijskie, mistrzowski tytuł siatkarzy, mnóstwo innych sukcesów; tak, kończący się powoli rok dostarczył nam wielu chwil radości, choć nie brakowało i takich, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Na szczęście tych drugich było zdecydowanie mniej.

Oczarowania

Kto nas zachwycił? Kamil Stoch! To dla wielu zdecydowany sportowiec 2014 roku. Nie może być inaczej, dwa złote medale olimpijskie i Kryształowa Kula za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata uczyniły z niego jednego z najbardziej utytułowanych zawodników nie tylko u nas, ale i poza granicami kraju. Odniósł fantastyczne sukcesy, ale ważne było coś jeszcze. Sposób bycia, to, co mówił i jak mówił. Skoczek narciarski z Zębu nie miał oporów przed dzieleniem się swoją wiarą. O Panu Bogu opowiadał dużo, dziękował Mu za wszystko, co go spotykało. Na piękny i symboliczny gest zdecydował się w Soczi, przyozdabiając swój kask biało-czerwoną szachownicą, symbolem polskiego lotnictwa. A sam fruwał tak, jakby ktoś doczepił mu skrzydła.

W ogóle Soczi pozostało w nas piękne wspomnienia. Rozegrane tam zimowe igrzyska były bowiem najlepszymi w dziejach polskiego sportu. Wcześniej na tej imprezie Biało-Czerwoni zdobyli dwa złote medale, w lutym aż cztery! A jakby tego było mało, każdy z tych krążków miał swoją historię. Przed Stochem na jednych igrzyskach dwa zwycięstwa odniosły tylko największe nazwiska skoków: Fin Matti Nykaenen oraz Szwajcar Simon Ammann. Justyna Kowalczyk pobiegła po drugie w karierze olimpijskie złoto, choć musiała radzić sobie nie tylko z rywalkami i trasą, ale i bólem złamanej stopy. A łyżwiarz szybki Zbigniew Bródka dokonał niemożliwego, pokonując Holendrów. Na tych zawodach udało się to tylko jemu. Koen Verweij, drugi na mecie, nie mógł w to uwierzyć i na strażaka z Domaniewic się... obraził. Poza tym medale zdobyły obie nasze drużyny łyżwiarzy, srebrny pań i brązowy panów.

Oczarowali siatkarze. Przed mistrzostwami świata dużo narzekano, a to, że prowadzi ich trener bez doświadczenia, a to, że podejmuje niezrozumiałe decyzje, jak choćby rezygnując z Bartosza Kurka. Stephane Antiga wiedział jednak, co robi. Podziękował kapryśnemu zawodnikowi, choć być może był najlepszym z jego podopiecznych, bo wiedział, że atmosfera jest dobrem bezcennym. Przygotował zespół optymalnie, a siatkarze, krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa (z jednym małym potknięciem), mistrzostwa wygrali. W wielkim finale pokonali Brazylię, najbardziej utytułowaną drużynę świata XXI wieku. Mariusz Wlazły został MVP turnieju, a Biało-Czerwoni zawładnęli kibicowskimi sercami na zawsze.

Aż nie chce się w to wierzyć, ale w kończącym się roku oczarowali piłkarze nożni. Tak, tak, od lat wyszydzani i krytykowani, ponoszący porażkę za porażką, tym razem stali się synonimem tego, co dobre i to pod wodzą krajowego trenera. W czterech meczach eliminacji Euro 2016 odnieśli trzy zwycięstwa i raz zremisowali. Pokonali 2:0 Niemców, co nie udało się wcześniej nikomu, nawet najlepszej w historii drużynie legendarnego Kazimierza Górskiego. Nasi piłkarze wreszcie prezentowali się jako zespół z krwi i kości, wiedzący, czego chce i jak chce grać. Robert Lewandowski został królem strzelców Bundesligi. Ma w niej status gwiazdy, trafił do Bayernu Monachium, gdzie jest jednym z kluczowych ogniw w taktyce Josepa Guardioli. Grzegorz Krychowiak po transferze do Sevilli stał się jednym z najbardziej pożądanych graczy Primera Division, a Arkadiusz Milik błysnął w Ajaksie Amsterdam.

Oczarowali polscy kolarze. Przez długie lata pozostawali w cieniu, a gdy z niego wyszli, to w fantastycznym stylu. Michał Kwiatkowski został mistrzem świata w wyścigu elity, odnosząc jeden z największych sukcesów w historii tej dyscypliny w naszym kraju. Rafał Majka wygrał dwa etapy na Tour de France, a potem klasyfikację górską. Przemysław Niemiec zwyciężył na etapie Vuelta a Espana. Kolejny raz na podium wielkiej imprezy wspięła się niezawodna „góralka” Maja Włoszczowska.

Oczarowali lekkoatleci. Zaczęła Kamila Lićwinko, która jako pierwsza Polka pokonała w skoku wzwyż poprzeczkę zawieszoną na wysokości dwóch metrów, a potem została halową mistrzynią świata. W sierpniu na mistrzostwach Europy Polacy wywalczyli aż dwanaście medali. Lepsze, w całej historii, były tylko dwie imprezy tej rangi. Na najwyższym stopniu podium stanęli Anita Włodarczyk w rzucie młotem i Adam Kszczot w biegu na 800 m. Włodarczyk niedługo po zmaganiach w Zurychu pobiła rekord świata.

Medali wielkich imprez było w 2014 roku więcej. Na podium mistrzostw świata stanęły zapaśniczka Iwona Matkowska i judoczka Katarzyna Kłys. Po złote medale mistrzostw Europy i mistrzostw świata na krótkim basenie sięgnął pływak Radosław Kawęcki. Łukasz Kubot w parze z Robertem Lindstedtem triumfował w rywalizacji debla na wielkoszlemowym Australian Open. Krzysztof Kasprzak został żużlowym wicemistrzem świata. Medale mistrzowskich imprez zdobywali żeglarze w klasie RS:X, kajakarze, wioślarze.

Rozczarowania

Na szczęście było ich mniej, a największe były związane z siatkówką. Pod koniec roku nie można było wymieniać pełnego nazwiska prezesa PZPS, bo trafił za kratki. Powód? Mirosław P, podobnie jak jego zastępca Artur P., zdaniem prokuratury przyjęli łapówki na sumę (łącznie) prawie miliona złotych od szefa jednej z firm ochroniarskich, w zamian za co została ona wybrana do zabezpieczania mistrzostw świata. Dowody musiały być mocne, bo Mirosław P. został zatrzymany w dość spektakularny sposób, a potem osadzony na trzy miesiące w tymczasowym areszcie. Wiele na to wskazuje, że spędzi w nim, podobnie jak Artur P., ładnych parę lat. Mimo to nie uznał, że trzeba zrezygnować z funkcji szefa polskiej siatkówki.

Drugie wielkie rozczarowanie związane było z zakodowaniem transmisji z wrześniowych mistrzostw świata. Polsat przeliczył się z inwestycją, przepłacił za prawa telewizyjne, a potem nie znalazł oczekiwanej liczby reklamodawców i postanowił kibiców pod ścianą: będziecie chcieli obejrzeć turniej, to za niego zapłacicie z własnych kieszeni. W ten sposób prysł czar wielkiego święta, a fantastyczny turniej Biało-Czerwonych przeszedł trochę niezauważenie.

Rozczarowała też Agnieszka Radwańska. Chodzi przede wszystkim o jej wyniki w turniejach Wielkiego Szlema, gdzie przegrywała z rywalkami dużo niżej notowanymi i chyba nie za wiele sobie z tego robiła. W ogóle 2014 był kiepski, poza sukcesem Kubota w Melbourne, dla naszych reprezentantów. Jerzy Janowicz zupełnie nie przypominał faceta, przed którym drżeli niemal wszyscy. Wyglądał raczej jak chłopaczek, który obrażał się o byle co i widział wrogów w każdym. A jego wybuch po przegranym meczu z Chorwacją w Pucharze Davisa, gdy zaatakował dziennikarzy za to, że śmieli mieć wobec niego jakieś oczekiwania, był już karygodny i żenujący.

W 2014 roku nie zabrakło niestety dopingowych wpadek naszych reprezentantów. Bobsleista Daniel Zalewski został przyłapany na stosowaniu niedozwolonych substancji na igrzyskach w Soczi. Doping pojawił się w piłkarskiej ekstraklasie, bo zakazane specyfiki znalazły się w organizmie Dawida Nowaka, zawodnika Cracovii. Atmosfera niedomówień rzuciła się cieniem na środowisko ciężarowców. Wśród złapanych na faszerowaniu się dopingiem znalazł się m.in. Marcin Dołęga, były mistrz świata i jeden z najbardziej znanych i lubianych polskich sportowców.

Rozczarowało też zamieszanie wokół kandydatury Krakowa do roli gospodarza zimowych igrzysk w 2022 roku. Miasto najpierw złożyło w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim wniosek aplikacyjny o organizację tej imprezy, wydało ładnych parę milionów złotych, po czym zorientowało się, że warto zapytać o zgodę mieszkańców, kompletnie nieinformowanych o szczegółach tego pomysłu, kosztach i ryzyku. Efekt był taki, że w majowym referendum mieszkańcy stolicy Małopolski powiedzieli zdecydowane „nie” i prezydent Jacek Majchrowski musiał zatem zakończyć starania o igrzyska. Było trochę wstydu, dużo niepotrzebnie wydanych pieniędzy, a Kraków zyskał opinię niesolidnego i niepoważnego partnera.

To był rok!

Bądźmy jednak szczerzy: rozczarowań było mniej, sukcesy je przyćmiły. 2014 był kapitalnym rokiem dla polskiego sportu. Nasi reprezentanci błyszczeli na wielu polach, odnosili piękne zwycięstwa, zapisywali się na kartach historii, zaskakiwali. Tego jednego, najlepszego, ciężko wskazać, ale chyba po równi można ocenić Stocha i siatkarzy. Dwa złote medale olimpijskie były czymś niesamowitym, podobnie jak złoto mistrzostw świata, podzielone na czternastu wspaniałych reprezentantów. Ale też czy można niżej ocenić Kowalczyk, która wygrała marzenia ze złamaną stopą? Albo Bródkę, który łączy wielkie sukcesy na łyżwiarskim torze z przepiękną służbą w straży pożarnej? Albo Kwiatkowskiego, który na mistrzostwach świata utarł nosa wszystkim faworytom, bijąc ich genialną akcję na ostatnich kilometrach? Albo Włodarczyk, która odebrała rekord świata Niemce Betty Heidler w Berlinie, mieście jej urodzenia? Piękny to był rok i oby kolejny okazał się równie udany. A potem 2016, z igrzyskami w Rio i piłkarskimi mistrzostwami Europy.

Piotr Skrobisz