Pogodowy paraliż
Wtorek, 30 grudnia 2014 (19:31)Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Premier Ewa Kopacz, która na początku grudnia obiecywała, że Polacy z Donbasu trafią do kraju jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, tym samym próbując z tak ważnej sprawy zrobić sukces propagandowy, nie dotrzymała danego słowa. Polski rząd zawiódł...?
– Premier Kopacz znów rzuciła słowa na wiatr. Wypowiedziała pobożne życzenia Polaków z Donbasu, ale bez konsultacji z kimkolwiek, bez przygotowania ewakuacji, bez wiedzy, ilu Polaków z terenów zagrożonych wojną chce wrócić do Polski. To świadczy o zupełnym braku profesjonalizmu i odpowiedzialności za słowa. Okazało się również, że urzędnicy MSZ i MSW są zupełnie nieprzygotowani do tej operacji. Dopiero niedawno Ewa Kopacz powołała zespół złożony z przedstawicieli resortów spraw wewnętrznych i zagranicznych, który zajmie się opracowaniem koncepcji sprowadzenia Polaków przebywających na wschodzie Ukrainy. Premier mówiła początkowo o ewakuacji 100 Polaków, ale okazało się, że na powrót do Polski czeka ich znacznie więcej i dopiero teraz przygotowywana jest lista. Zresztą szef MSZ Grzegorz Schetyna, wbrew stanowisku premier Kopacz, zapowiedział, że zostaną sprowadzeni wszyscy, którzy taką wolę wyrażą, a posiadają Kartę Polaka lub potwierdzone inaczej polskie pochodzenie.
Ponad 200 Polaków nie ma środków do życia, część z nich wyprzedała swoje mienie, zrezygnowała z pracy. Tymczasem rząd udaje, że wszystko ma pod kontrolą i kolejny raz przesuwa termin ewakuacji, która – jak podał dziś minister Grzegorz Schetyna – ma odbyć się pod koniec stycznia.
– Terminy ewakuacji są przesuwane, bo jest to poważna operacja logistyczna, bardzo często związana z przewiezieniem majątku tych osób. To jednak nie wszystko, bo później trzeba będzie tym ludziom dać nie tylko mieszkania, ale także pracę i zasiłki, w tym na naukę języka polskiego. Okazało się także, że większość Polaków, którzy czekają na ewakuację, to ludzie starsi. Młodsi, nie licząc na realną pomoc polskiego rządu, już wcześniej albo przenieśli się na bezpieczniejsze tereny Ukrainy, albo nawet do rodzin z Polski. Podobno bardzo sceptycznie do ewakuacji Polaków z Donbasu podchodzi minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska, która choć dzisiaj temu zaprzecza, wcześniej miała argumentować, że jeśli rząd ewakuuje choćby tylko 100 osób, to za chwilę będzie musiał przyjąć kilka tysięcy polskich obywateli z całej Ukrainy i z innych krajów, gdzie toczą się wojny. Jej zdaniem, polski rząd może tego nie udźwignąć. To podobno właśnie szefowa MSW namówiła premier Kopacz, by opóźnić ewakuację Polaków z Ukrainy.
MSZ i MSW zapewniają, że są w pełnej gotowości ewakuować Polaków z Donbasu, tymczasem misja ściągnięcia naszych rodaków wciąż nie została zrealizowana. Posłowie opozycji zwracali się do rządu w tej sprawie. Z jakim efektem?
– Jesteśmy zaniepokojeni, że rząd traktuje repatriantów z Ukrainy jako element rozgrywki medialnej, a nie rozpoczyna rzeczywistych działań, żeby im pomóc. Tym ludziom zrobiono nadzieję i wciąż się ją robi, ale ewakuacji jak nie było, tak nie ma. Przedstawiciel rządu powiedział oficjalnie, że jednym z powodów opóźnienia jest zła pogoda. To bardzo dziwne, czyżby rząd nie wiedział, że planuje ewakuację w okresie zimowym, najpierw w grudniu, a teraz w styczniu. I czy to znaczy, że zła pogoda paraliżuje polską administrację, która nie jest w stanie wykonywać swoich zadań? Będziemy domagali się w Sejmie wyjaśnienia tego zaniechania i powodów opóźnień w ewakuacji Polaków z Donbasu. Nie ufamy temu rządowi i jego zapewnieniom, bo do tej pory był przeciwko repatriacji i skutecznie ją blokował, tłumacząc to chociażby kryzysem finansów publicznych. Nie wiemy też, jak duże pieniądze zostały zabezpieczone na tę operację i czy faktycznie wystarczy to na sprowadzenie do kraju wszystkich Polaków, którzy taką wolę wyrażą. Dotąd będziemy monitorować i naciskać ten rząd, aż spełni przynajmniej tę jedną obietnicę. Polacy z Donbasu są naszymi rodakami i państwo polskie ma obowiązek o nich zadbać.
Jak powinien w tej sytuacji zareagować prezydent Bronisław Komorowski?
– Obecnie prezydent może jedynie nakłaniać rząd, by zrealizował swoją obietnicę. Nie ma narzędzi do bezpośredniego działania, ale ma wpływ polityczny w tym gabinecie. Jako prezydent „wszystkich Polaków” tym bardziej powinien się włączyć w pomoc naszym rodakom na wschodzie Ukrainy. Bronisław Komorowski doskonale wie, że jeżeli rząd w sprawie ewakuacji Polaków z Donbasu skompromituje się, to rykoszetem uderzy to także w niego, natomiast jeśli rząd odniesie sukces, to również on na tym zyska. Tak czy inaczej prezydent w tym temacie jest mało wiarygodny. Dotychczas nie wychodził z projektami ustaw dotyczącymi repatriacji, nie popierał też projektu obywatelskiego, mało tego, nawet się na ten temat nie wypowiadał.
Minister Schetyna i minister Piotrowska tłumaczyli, że powrót Polaków do kraju to duże przedsięwzięcie logistyczne, związane m.in. z zapewnieniem im odpowiednich warunków. Kwestia ta przerasta możliwości państwa polskiego?
– To wszystko zależy od tego, jaka będzie skala operacji, ile osób ostatecznie się zgłosi, czy będą przyjmowane do ewakuacji po formalnym zamknięciu listy i z jak dużym majątkiem będą chcieli przyjechać do Polski. Od tego z kolei zależy, czy trzeba będzie uruchamiać pociągi, czy organizować – jak to zrobili Niemcy, sprawnie ewakuując swoich rodaków z Rosji – most powietrzny. Skoro już mowa o naszych zachodnich sąsiadach, to Niemcy przygotowali na przyjęcie kilkudziesięciu tysięcy rodaków całe miasteczka, a my mamy tylko obozy dla imigrantów, które zostaną zamienione na obozy dla repatriantów z Ukrainy. Ci ludzie może i zostaną sprowadzeni do Polski, ale jeśli na tym fakcie skończy się rzeczywista dla nich pomoc, jeśli zostaną zostawieni sami sobie, to wielu z nich może poczuć się zawiedzionych i oszukanych przez państwo polskie. Warto pamiętać, że tych ludzi nie interesują barwy partyjne, dla nich rząd polski jest autorytetem, który i tak już został podważony.
Może zatem należało poczekać z medialnym nagłośnieniem tej sprawy do momentu realizacji zadania…?
– Może i tak, ale pani premier chciała szybkiego efektu medialnego. Potrzebowała sukcesu rozłożonego w czasie, aby odwrócić uwagę społeczeństwa od bardzo trudnego budżetu, który pod koniec roku został przyjęty w Sejmie. Dla Ewy Kopacz bezpieczniejsze są pytania o Polaków w Donbasie niż o deficyt budżetowy. Jedno jest w tej chwili pewne – nawet jeśli ci ludzie zostaną sprowadzeni do Polski, to już nie będzie to sukces, jak planowano, a co najwyżej uniknięcie kompromitacji. Będziemy śledzić dalszy los tych Polaków, w jakich żyją warunkach, co im zapewniono, jakie im stworzono perspektywy, aby nie byli Polakami drugiej kategorii, tylko w pełni zintegrowali się z naszym społeczeństwem.
Wojna na wschodzie Ukrainy to także poważne zagrożenie dla naszych rodaków. W tej sytuacji nie należało zadbać o ich powrót już znacznie wcześniej?
– Oczywiście, że tak. Polacy z Donbasu już rok temu wysyłali dramatyczne sygnały do Polski o pomoc i ratunek. Tylko nikt ich wówczas nie słuchał, a teraz uznano, że to może być sukces rządu. Ponadto premier Kopacz działa od pomysłu do pomysłu. Ktoś jej coś podpowie, a ona to ogłasza, nie zastanawiając się nad konsekwencjami i kosztami, a także realnymi możliwościami administracji zepsutej w ostatnich latach rządami Donalda Tuska. Jeżeli słyszeliśmy, że państwo istnieje tylko teoretycznie, to oznacza m.in., że polska administracja działa tylko teoretycznie. W ciągu ostatnich lat przetrącono kręgosłup państwa, i ten faktyczny, i ten moralny, dlatego nie dziwmy się, że polski rząd nie jest w stanie sprawnie i na czas sprowadzić z Ukrainy do Polski choćby tylko 100 osób, że w tej sprawie zachowuje się skandalicznie. To świadczy o słabości tej ekipy, rządu słów, a nie czynów, obietnic bez pokrycia, kłamstw i manipulacji, rządu, który chce być silny w mediach, ale w rzeczywistości jest słaby politycznie, bez wizji, bez koncepcji i bez planów na przyszłość. To rząd trwania i dbania o własne interesy poszczególnych ministrów, a nie o dobro Polaków mieszkających na Ukrainie – w kraju objętym wojną.