Nie presja czasu, ale presja dobra pacjentów
Wtorek, 30 grudnia 2014 (13:33)Z Tomaszem Latosem, lekarzem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Marta Milczarska
Dotychczasowe rozmowy resortu zdrowia z przedstawicielami Porozumienia Zielonogórskiego w sprawie funkcjonowania podstawowej opieki zdrowotnej w 2015 r. zakończyły się fiaskiem. Oznacza to, że od 2 stycznia zamkniętych może być ok. 40 proc. gabinetów POZ w całej Polsce. Czego zabrakło, aby osiągnąć kompromis dla dobra pacjentów?
– Niestety, przede wszystkim zabrakło myślenia o pacjentach, którzy w zaistniałej sytuacji będą albo pozbawieni podstawowej opieki zdrowotnej, albo będzie znacznie ograniczony dostęp do niej. Co więcej, największym zaniechaniem jest tu pozostawienie tych negocjacji, rozmów i konsultacji z lekarzami na ostatnią chwilę. Takie działania powinny zostać podjęte już w trakcie prac nad ustawą o pakiecie onkologicznym i kolejkowym, a więc przynajmniej w lipcu tego roku. Jeśli natomiast takie konsultacje są podejmowane na przełomie listopada i grudnia, to przecież nie świadczy o poważnym traktowaniu zwykłych obywateli. Nie może być tak, że rozmowy, od których zależy bezpieczeństwo zdrowotne Polaków, prowadzone są pod presją czasu. Dodatkowym problemem jest to, że zarówno pakiet onkologiczny, jak i kolejkowy jest źle przygotowany, niedoprecyzowany i już wcześniej zwracali na to uwagę eksperci oraz środowisko lekarskie. Skoro były głosy, że te ministerialne rozwiązania są niedopracowane, to jasne było, że będzie tu dochodziło do konfliktów.
Niestety, niewypracowanie kompromisu będzie miało największe konsekwencje dla pacjentów...
– Podczas posiedzeń sejmowej Komisji Zdrowia minister Arłukowicz wielokrotnie zapewniał, że wszystko jest przygotowane i wszystko jest pod kontrolą. Jak jednak widzimy, nic nie było przygotowane, nic nie jest pod kontrolą, a na tym chaosie najbardziej ucierpią – jak zwykle – pacjenci. Niestety, jest to efekt nie tylko nieprzygotowanych ustaw, ale także wieloletnich zaniechań systemowych.
Lekarze podczas wczorajszych negocjacji domagali się zwiększenia finansowania podstawowej opieki zdrowotnej. Takie żądania Bartosz Arłukowicz określił jako „próba szantażu”. Czy rzeczywiście postulaty lekarzy są nieuzasadnione?
- Z jednej strony minister zdrowia mówi o kolejnych żądaniach lekarzy, z drugiej strony przedstawiciele Porozumienia Zielonogórskiego mówią o „konstruktywnych propozycjach” i nie wiemy, jak było naprawdę. Ważne jest także to, że zmarnowana została szansa wypracowania kompromisu dla dobra pacjentów i rozmowy o przyszłości podstawowej opieki zdrowotnej. Jeśli zaś chodzi o poziom finansowania podstawowej opieki zdrowotnej, to w tym momencie jest on dramatycznie niski, czyli dwa razy niższy niż w innych krajach Unii Europejskiej. Niestety, nie da się tego zmienić na poziomie ustaleń między ministerstwem a Porozumieniem, ale wymaga to szerszych zmian, które zostałyby przygotowane w sposób systemowy, nie w ostatniej chwili, tak jak odbywa się to w tym momencie. Prawda jest taka, że poprawienie poziomu bezpieczeństwa pacjentów wymaga zwiększenia nakładów na opiekę zdrowotną.
Tymczasem na pacjentów w przychodniach czekają ogromne kolejki do lekarzy specjalistów, a także są odsyłani z kwitkiem z powodu barku limitów na świadczenia medyczne...
– Niestety, jest to efekt nie tylko chaosu w ministerstwie, braków środków finansowych, ale przede wszystkim tego, że opieka zdrowotna od lat nie jest priorytetem tej koalicji rządzącej. Nie jest tu także bez winy środowisko lekarskie, którego oczekiwania są niekiedy bardzo radykalne. Tak czy inaczej, jeżeli chcemy poprawienia opieki zdrowotnej w Polsce, trzeba poważnych i racjonalnych rozmów między przedstawicielami służby zdrowia a ministerstwem.