• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Jęki z więzień, obozów koncentracyjnych i łagrów usłysz, o Panie

Wtorek, 30 grudnia 2014 (02:00)

Od czasów betlejemskich niewiniątek po dzień dzisiejszy herodowie wszelkich narodowości i języków w imię przeróżnych ideologii (których wspólnym mianownikiem jest władza nad bliźnimi) przelewają krew w poszukiwaniu tego jedynego, który mógłby im zaszkodzić. Raz jest nim nowy król, ukryty w malutkich ciałkach tysięcy innych dzieci, kiedy indziej to nieprawomyślny obywatel, jeszcze w innym czasie i miejscu to ktoś wrogiej rasy czy członek narodu przeznaczonego do eksterminacji w imię wybudowania raju na ziemi – nazistowskiego czy komunistycznego. Dziś co prawda morduje się w rękawiczkach, gabinetach ginekologicznych czy przy udziale seryjnego samobójcy, ale mechanizm nienawiści rodzącej się jako narzędzie zdobywania i umacniania władzy pozostaje podobny, jeśli nie identyczny.

Krzywda bitych, torturowanych, katowanych, pozbawianych wolności, dręczonych, odseparowanych od rodzin, mordowanych strzałem w tył głowy, oskarżanych w pokazowych procesach, zabijanych w sądowych mordach, umierających z wycieńczenia czy wskutek eksperymentów medycznych, wywożonych z ziemi ojczystej, dobijanych fenolem i zagazowanych domaga się sprawiedliwości. To wielkie wołanie, ten ból olbrzymi sięgający nieba najgłośniej rozległ się po II wojnie światowej. Dziś, gdy poznaliśmy (pewnie jeszcze nie całą) prawdę o zbrodniach ideologii komunistycznej i jej funkcjonariuszy, krzyk cierpienia winien być jeszcze głośniejszy. Niestety nie jest. Niestety obecnie zapomina się nawet o sprawiedliwości wobec wyznawców niemieckiej odmiany faszyzmu, a ofiary myli z oprawcami. Niestety, dwie trzecie cywilizowanej oraz kochającej wolność i tolerancję Europy zostało ukąszone przedziwną dialektyką oraz socjalistycznym myśleniem, które nie zna pojęcia „prawda”, w towarzyszu Stalinie każe widzieć skutecznego przywódcę (w zasadzie) zrealizowanej rewolucji, a faszystów rozpoznawać w wiernych Kościoła lub w pojęciu patriotyzmu.

Krzywda nie doczekała się tak naprawdę sprawiedliwości. Jęk wciąż brzmi w uszach.

Próbował odpowiedzieć na to wielkie wołanie św. Jan Paweł II, świadom ogromu przelanej krwi niewinnej. Tak mówił w 1997 r., komentując jedno z błogosławieństw, to o prześladowanych dla sprawiedliwości: „W ciągu dwudziestu lat mego pontyfikatu wyniosłem do chwały ołtarzy wielkie grupy męczenników: japońskich, francuskich, wietnamskich, hiszpańskich, meksykańskich. A iluż ich było w okresie drugiej wojny światowej i w czasie panowania totalitarnego systemu komunistycznego! Cierpieli i oddawali życie w hitlerowskich czy też sowieckich obozach zagłady. Za kilka dni w Warszawie dokonam beatyfikacji 108 męczenników, którzy oddali życie za wiarę w obozach koncentracyjnych. Przyszedł teraz czas przypomnienia tych wszystkich ofiar i oddania im czci należnej. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby „nieznani żołnierze wielkiej sprawy Bożej”.

Usłysz, o Panie, jęk, który był. I usłysz jęk, który trwa.

ks. Łukasz Kadziński