• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Grupy bez funduszy

Środa, 10 października 2012 (22:49)

Sejm niewielką większością głosów przyjął przepisy, które drastycznie zmniejszają dotacje dla nowo powstających grup producentów owoców i warzyw. Rząd tłumaczy, że zmiany są wymuszone przez Komisję Europejską.

 

 

Za nowelizacją ustawy o organizacji rynków owoców i warzyw, rynku chmielu,  suszu paszowego oraz rynków lnu i konopi uprawianych na włókno głosowało 228 posłów, 204 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu.

 

Mniej pieniędzy

Według dotychczas obowiązujących przepisów, grupy producenckie mogły liczyć na bardzo wysokie dofinansowanie prowadzonych inwestycji, czyli np. na budowę magazynów, chłodni, innych obiektów gospodarczych, czy zakup maszyn i urządzeń – rolnicy z własnej kieszeni wykładali 25 proc. funduszy, drugie tyle refundował im Skarb Państwa, a 50 proc. zwracała Unia Europejska. Takie warunki zachęcały rolników do zrzeszania się, czego efektem jest to, że mamy w kraju 231 wstępnie uznanych grup i 76 uznanych grup producentów rolnych.

W zdecydowanej większości są to producenci owoców i warzyw. Zrzeszają one jednak tylko kilkanaście procent rolników (nie licząc hodowców bydła mlecznego, bo od lat większość z nich należy do spółdzielni mleczarskich).

Tymczasem w krajach zachodnich do spółdzielni, zrzeszeń, związków producentów należą prawie wszyscy rolnicy. Dzięki temu jako grupy mają lepszą pozycję w negocjacjach z handlowcami i firmami przetwórczymi. I w Polsce podobny proces zaczął już przynosić efekty, ale teraz zapewne tworzenie nowych grup zostanie wstrzymane, bo znikoma część rolników ma tyle własnych funduszy lub zdolność kredytową, żeby sfinansować potrzebne inwestycje.

Pomoc dla grup była rzeczywiście spora. Z funduszy unijnych w 2007 r. rolnicy otrzymali równowartość 5 mln euro, rok później ta kwota wzrosła do 13 mln euro, w 2009 r. sięgnęła 50 mln euro, by w 2010 wzrosnąć do 113 mln euro, a przed rokiem do 185 mln euro. Gdyby Komisja Europejska nie przeforsowała zmiany przepisów, w tym roku dotacje przekroczyłyby 330 mln euro. Tymczasem w kwietniu Bruksela zdecydowała, że na pomoc dla wszystkich nowych krajów UE przeznaczy 10 mln euro (starzy członkowie z tej pomocy nie korzystają), z czego Polsce przypadnie 7,5 mln euro.

Marną pociechą jest to, że ograniczenie dofinansowania nie obejmie tych grup, które mają już zawarte umowy i biznesplan zatwierdzony przed wejściem w życie unijnego rozporządzenia. Wszak zależało nam na tym, aby w kolejnych latach powstawało w naszym kraju jak najwięcej grup, co przy braku zachęt finansowych stanie się nierealne.

 

Przegłosowali nas

Były minister rolnictwa Marek Sawicki (PSL), za którego urzędowania Komisja Europejska wprowadziła nowe przepisy, zapewniał posłów, że robił wszystko, żeby zablokować te zmiany, ale KE nie zastosowała normalnego trybu negocjacji. Jednak nie udało się zgromadzić wystarczającego poparcia innych państw, żeby rozporządzenie Komisji nie weszło w życie. Bo większość członków UE uznała, że należy obciąć wydatki na rolnictwo w unijnym budżecie.

– Większość państw unijnych niestety uznała to rozporządzenie, które ma wybitnie charakter oszczędnościowy i jednocześnie jest sprzeczne z wcześniejszymi zobowiązaniami wobec polskich rolników, wobec rolników państw - nowych członków Wspólnoty Europejskiej, i zostało ono wprowadzone – mówił Marek Sawicki.

- Chcę powiedzieć, że pozycja ministra rolnictwa, z całym szacunkiem dla pana ministra Sawickiego, każdego ministra rolnictwa jest niewystarczająca, aby w tego typu sytuacjach walczyć o polskie interesy – ripostował poseł Jan K. Ardanowski (PiS). - Gdzie był pan premier, kiedy trzeba było o to występować – pytał Ardanowski, ale nie dostał odpowiedzi.

- Gdzie w tym czasie byli nasi pracownicy w Komisji Europejskiej? Podobno mamy tam ich całą armię. Gdzie był komisarz do spraw budżetu pochodzący z Polski? Gdzie byli ci, którzy mają wpływ na podejmowane tam decyzje – dopytywał poseł Jacek Bogucki (SP), ale też bez rezultatu.

Dla posła Krzysztofa Jurgiela (PiS), byłego ministra rolnictwa, decyzja KE jest jak najbardziej zrozumiała. Według niego, stare państwa unijne dostrzegły zagrożenie ze strony naszych grup, że coraz bardziej konkurencyjni są dla nich zwłaszcza producenci owoców i warzyw, i dlatego „postanowiono ograniczyć w Polsce rozwój tych grup”.

Przypomniał też słowa unijnego komisarza rolnictwa Daciana Ciolosa, który stwierdził, że w Polsce nie należy już rozwijać grup producenckich, ale że rolnicy powinni zapisywać się do tych, które już działają. Efektem tego jest to, jak mówił Jurgiel, że w 2012 r. planowane było dla polskich grup 333 mln euro dotacji, a będziemy mieli tylko 7,5 mln, w 2013 r. – 8 mln, a w 2014 r. – 5,6 mln i dopiero w 2017 r. dotacje wzrosną do 40 mln euro.

- W kolejnym obszarze Polska uzyskuje gorsze warunki konkurencji – podsumował poseł Jurgiel, tłumacząc negatywne stanowisko swojego klubu wobec ustawy. Z podobnych przesłanek przeciwko ustawie byli posłowie SLD, co zapowiadał podczas prac nad projektem Cezary Olejniczak. Ale opozycja miała za mało głosów, żeby zablokować nowelizację. Koalicja podzieliła stanowisko ministerstwa rolnictwa i ustawa została przyjęta. - Jeżeli nie przyjmiemy implementacji tegoż rozporządzenia, to po prostu pozbawimy się nawet reszty tych środków, które dzisiaj mamy przekazane zgodnie ze współczynnikiem w wysokości około 7,5 mln euro na wsparcie rynku owoców i warzyw – ostrzegał wiceminister rolnictwa Tadeusz Nalewajk.

Krzysztof Losz