• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Farsa w Oberstdorfie

Niedziela, 28 grudnia 2014 (21:19)

Konkurs w Oberstdorfie, inaugurujący Turniej Czterech Skoczni, został odwołany z powodu fatalnych warunków pogodowych. Nim jury podjęło taką decyzję, zafundowało zawodnikom i kibicom kilkugodzinny kabaret, w którym próbowano na siłę przeprowadzić zawody, co ostatecznie się nie udało.

Na dzisiejszy konkurs czekaliśmy z ogromnymi nadziejami, bo miał być pierwszym w sezonie, w którym wystartuje Kamil Stoch. Polak wcześniej nie rywalizował z powodu kontuzji i operacji, którą przeszedł na początku grudnia. Początkowe prognozy zapowiadały, że wróci na skocznię w połowie stycznia na zmagania w Wiśle i Zakopanem, rehabilitacja przebiegła jednak szybciej i zdążył na Turniej Czterech Skoczni. W Oberstdorfie wziął udział w jednej serii treningowej i kwalifikacjach. Spisał się w nich więcej niż przyzwoicie, co pozwalało z wiarą oczekiwać niedzielnego konkursu.

Dziś szybko okazało się jednak, że ze skakaniem mogą być problemy. Wpierw zaplanowaną na 15.00 sesję treningową przesunięto o pół godziny, a potem odwołano. Konkurs miał się rozpocząć o 16.30, lecz tak się nie stało. Jury przesunęło termin na 17, potem 18.

Kibice zgromadzeni wokół skoczni marzli, denerwowali się zawodnicy, a niemal wszyscy czuli, że zawodów rozegrać się nie da. Wiało bowiem mocno, podmuchy nie słabły, a sędziowie w myśl zasady „show must go on” nie chcieli chyba przyjąć tego do wiadomości i wszystko niemiłosiernie przedłużali. W końcu na belce pojawił się Japończyk Junshiro Kobayashi. Uzyskał 127,5 m i... przez pół godziny czekał, jak odpowie jego rywal, Robert Kranjec.

Po długim oczekiwaniu niesiony wiatrem Słoweniec pofrunął aż 138 m i oczywiście rywalizację w tej parze wygrał. Potem jeszcze udało się skoczyć kilku zawodnikom, w tym Dawidowi Kubackiemu. Polak walczył z doświadczonym Andreasem Koflerem. Austriak lądował na 133 m, a dwukrotnie ściągany z belki nasz reprezentant ledwie przekroczył 100 m.

Zawody przypominały kabaret, ale bawili się chyba tylko panowie z jury. Zawodnicy już zdecydowanie mniej. Ale nie, sędziowie zarządzili kolejną przerwę, do 19, po której rywalizacja miała zostać wznowiona. I tak się stało, jednak po kilku minutach i kilku nieudanych próbach wypuszczenia kolejnych skoczków ktoś mądry wreszcie uznał, że nie ma sensu się męczyć i ryzykować zdrowiem zawodników.

Piotr Skrobisz