Wołanie krzywdzonego roboczego ludu usłysz, o Panie
Niedziela, 28 grudnia 2014 (08:24)To prawda, że nie żyjemy w czasach rewolucji przemysłowej i rodzącego się kapitalizmu. Prawda też, że jesteśmy bogatsi o doświadczenie skompromitowanych ideologii, które odwołując się do robotniczego cierpienia, chciały zbudować królestwo niebieskie na ziemi. Jednak krzywda, jaką zadaje jeden człowiek drugiemu, bogaty – biednemu, syty – głodnemu, trwa. Hale fabryczne zmieniły się w „open space”, a robotników w drelichach zastąpili eleganccy mężczyźni i kobiety, zachowujący służbowy „dress code”. Dzisiejsza Ziemia Obiecana to kraina szklanych domów, chromu i aluminium, w której wszystko jest wymierzone i wyliczone (często łącznie z czasem wyjścia do toalety). Osiedla robotnicze wypiękniały, każde mieszkanie w nich musi zwać się apartamentem, a jasne wnętrza, kępki zieleni i strzeżone bramy wjazdowe tworzą iluzję otwartej przestrzeni, wolności i bezpieczeństwa. Mieszkańcy tych osiedli – „korporacyjne trybiki” w wielkiej maszynie do zarabiania pieniędzy, nie widzą już swej niewoli. Ostatnim jej aktem był kredyt w banku, dzięki któremu mówią, że „mają mieszkanie”. Trzeba im się teraz modlić, aby szczęśliwie przeżyli najbliższe trzydzieści lat, bo inaczej spłata kredytu będzie największym „spadkiem”, jaki zostawią swym dzieciom, niewidywanym zbyt często za dnia wypełnionego mrówczą pracą.
Czy ta praca jest warta wynagrodzenia? Czy jest warta tego, co się straci – godzin spędzonych z rodziną, czasu na spotkanie z Bogiem, chwil lektury, dzieł, które można podejmować dla innych?
Są jeszcze inni, krzywdzeni i wyzyskiwani, ubożsi od tych ze szklanego pseudoraju. Gorzej wykształceni, mniej przebojowi, niepotrafiący po trupach wspiąć się o szczebelek wyżej w pracowniczej hierarchii. Pracują często na krótkotrwałe umowy, bo pracodawcy nie chcą za nich płacić świadczeń. Nie mają takiej opieki medycznej i socjalnej jak ich koledzy z „korpo”, ale są traktowani podobnie, niczym mięso armatnie rzucane na front walki o zysk. Nie istnieje dla nich niedziela jako Dzień Pański, często nie istnieją też święta i urlopy. W pogoni za tym, aby przeżyć za marne pieniądze, tracą rodziny, miłość, wiarę. Nadzieję na inne życie zagubili jako pierwszą.
„Praca nie może być traktowana – nigdy i nigdzie – jako towar, bo człowiek nie może dla człowieka być towarem, ale musi być podmiotem” – tak mówił w 1987 r. Jan Paweł II podczas Mszy św. na gdańskiej Zaspie. Wyrażał prawdę tysięcy serc, które nie mogły wypowiedzieć się we własnym imieniu. Dzisiejsi „robotnicy o zamkniętych ustach” również nie mogą się wypowiedzieć, wielu z nich zostało przekonanych o tym, że sensem życia jest klatka – szklana, chromowana czy taka z podłogą z paneli i z nowoczesną kuchnią. Dla niej i wakacyjnego grilla są gotowi zrobić wszystko. Niech więc wypowie się za nich sam Pan, który przyszedł w ucisku i w ucisku skonał. Niech ich nauczy, czym jest wolność. Niech wejrzy na niewypowiedziane i nienazwane cierpienie wyzyskanych serc.
ks. Łukasz Kadziński