EWANGELIA
Niedziela, 28 grudnia 2014 (06:41)Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu.
A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
Łk 2, 22. 39-40
Na ratunek
W pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu wspominamy Świętą Rodzinę. Przedmiotem refleksji staje się jej rola w historii zbawienia, także misja naszych rodzin, znaczenie miłości małżeńskiej we współczesnym świecie. Aby to dobrze rozumieć, warto wrócić do podstaw antropologii chrześcijańskiej, jaką można odnaleźć na kartach Księgi Rodzaju. Po stworzeniu Ewy Bóg wypowiada znamienne słowa: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24). Jedność tę potwierdza Jezus w Kazaniu na Górze. Stanowi ono podstawę katolickiej nauki o nierozerwalności ważnie zawartego małżeństwa. Prawdziwa miłość zawsze będzie boleć. Ta małżeńska, rodzinna – przede wszystkim.
Z różnych powodów: nasza ludzka kondycja zakłada niedoskonałość, współistnienie różnych odcieni egoizmu, skłonność do grzechu. Miłość to bardziej zadanie niż premia za życiowy wybór. W sposób niezwykle syntetyczny pisze o tym św. Paweł w Hymnie o miłości (1 Kor 13,1-13). Wspomina też o niej mędrzec Syrach w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Konkretyzuje ją Apostoł Narodów, wskazując, iż rodzina jest pierwszym i najważniejszym „sanktuarium miłosierdzia”, szkołą cierpliwości, pokory i wzajemnego szacunku, trwaniem ze sobą „w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli”, póki śmierć nie rozłączy. Po ludzku to zadanie nierealne do spełnienia.
Dlatego miłości małżonków, rodzinie musi towarzyszyć Chrystus „z całym swym bogactwem”. Nie ma innego sposobu – każda próba zazwyczaj kończy się niepowodzeniem. On tę miłość może uświęcić i umocnić, nadać jej sens – nawet wtedy (a może przede wszystkim wówczas), gdy jest zraniona.
ks. Paweł Siedlanowski