• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Bumar-Łabędy miał swoją szansę

Piątek, 26 grudnia 2014 (10:12)

Z Henrykiem Szostakiem, przewodniczącym Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” w Hucie Stalowa Wola, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Związki zawodowe z Huty Stalowa Wola bronią decyzji o zakupie w Korei Południowej podwozi do armatohaubic Krab. Dlaczego?

– Działania naszych kolegów z Bumaru-Łąbędy, którzy protestują w związku z wyborem producenta podwozi do armatohaubicy Krab za granicą, są nieuzasadnione i mogą utrudnić Hucie Stalowa Wola realizację wartego wiele milionów złotych kontraktu na dostawę sprzętu wojskowego dla polskiej armii. HSW robiła wszystko do tej pory, aby to Bumar-Łabędy był wykonawcą podwozi, ale zakład w Gliwicach nie zdążył na czas. Mało tego, mamy opinie fachowców, którzy twierdzą, że nie zrobi tego nawet w dalszej perspektywie. Tymczasem HSW, która jest odpowiedzialna za ten projekt, ma dwa lata opóźnień i już dziś ponosi konsekwencje – nawet finansowe z tytułu niewykonania zadania. 

Czy były próby rozwiązania tego problemu polubownie?

– HSW i Bumar-Łabędy próbowały rozwiązać ten problem dużo wcześniej. W tym roku kilka razy spotykaliśmy się z kolegami związkowcami z Gliwic w sprawie niewykonania zadania w związku z ośmioma krabami, które jak pamiętamy, były wadliwe. Poruszaliśmy m.in. kwestie ewentualnego poprawienia usterek, dając niejako szanse Łabędom. Niestety nasi partnerzy tego nie wykorzystali, natomiast teraz, kiedy zapadła już decyzja o tym, że podwozia będą sprowadzane z zagranicy, chcą protestować.

Czemu ma służyć apel skierowany do najwyższych organów w państwie?  

– NSZZ „Solidarność” w HSW i Związek Branżowy, zwracając się do premier Ewy Kopacz, ministra gospodarki, MON, Sejmu i Senatu oraz do Zarządu HSW oraz szefów sekcji zbrojeniowych jednego i drugiego związku, chcą, aby nie odstępować od zamówienia podwozi do kraba za granicą, bo uderza to w stalowowolskiego producenta. Jednocześnie chcemy pokazać, że tło całej tej sprawy jest nieco inne, niż próbują to przedstawiać koledzy z Bumaru. Nie jest też tak, że nikogo z nas nie interesuje los polskiego przemysłu, w tym przypadku Bumaru i nie patrząc na problemy tej firmy, wysyła się zamówienia, dając pracę zagranicznym firmom. Prawda jest taka, że to Łabędy nie wykonały zadania i w tej chwili nie ma innego wyjścia, dlatego chcąc nie chcąc, trzeba to zrobić za granicą. Natomiast później, kiedy wojsko otrzyma już zamówione produkty, w wersji spolonizowanej należy wrócić do kooperacji z Bumarem-Łabędy. Chcę raz jeszcze podkreślić, że działania Bumaru mają drugie dno, o czym druga strona, grożąc protestem, niestety nie mówi.

Nie obawia się Pan konfliktu między jednym a drugim zakładem?  

– Raz jeszcze powtórzę, że o zagrożeniach dotyczących realizacji kontraktu na armatohaubicę Krab mówiliśmy już rok temu, widząc, że podwozia wykonane przez Łabędy są, nie wchodząc w szczegóły, złe. Kierownictwo HSW, chcąc wykonać zadanie na czas, nie miało wyjścia i musiało szukać alternatywnego wyjścia za granicą. Widząc to, jako związki zawodowe zwróciliśmy się do Zarządu HSW, że nie wolno podejmować takich działań, że trzeba dać szanse Bumarowi, aby naprawił usterki. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że taka decyzja może wywołać ataki na HSW, że zleca wykonanie zadania nie polskiej firmie, ale zagranicznej. Dlatego niejako wymogliśmy, aby Zarząd HSW dogadał się z naszym gliwickim partnerem, żebyśmy wspólnie, nawet pod dużym reżimem, nawet narażając się na kolejne opóźnienia, wykonywali te podwozia w Polsce. Zarząd przyjął tę naszą argumentację. Jednak czas płynie, a podwozia wciąż są niewykonane, a kiedy próbuje się ratować kontrakt, to z drugiej strony pojawiają się ataki i zarzuty, że polski podatnik poniesie koszty. Tak, to prawda, że polski podatnik zapłaci, ale dlatego, że ktoś nie wykonał swojego zadania i na pewno nie jest to HSW. Wiemy też, że Łabędy mają propozycje pracy, propozycje wykonania wielu innych zamówień, co pozwoliłoby im na rozwój i uniknięcie zwolnień. Byłem osobiście na spotkaniu w Warszawie, gdzie Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, powiedział wyraźnie, że nie ma zagrożenia, żeby Bumar-Łąbędy upadł lub był zagrożony zwolnieniami. Inną sprawą jest aktywność na rynku, a nie czekanie z założonymi rękami, aż kontrakty same przyjdą, tu trzeba nieco wysiłku i inicjatywy.

Jakie działania zostaną jeszcze podjęte, żeby rozwiązać i nie zaogniać i tak napiętej atmosfery?

– Chcemy tę sprawę jeszcze poruszyć na forum związku. Dlatego chcemy zorganizować spotkanie NSZZ „S” Ziemia Sandomierska oraz Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „S”, w obecności przewodniczącego KK NSZZ „S” Piotra Dudy poświęcone przyszłości branży zbrojeniowej, w tym Bumaru-Łabędy. Naszym zdaniem, trzeba znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli gliwickiej firmie na rozwój i zagwarantuje spokojne patrzenie w przyszłość i bezpieczeństwo pracy. Z drugiej strony nie możemy poprzez zaniechania i czekanie nie bardzo wiadomo na co czy oglądanie się na innych uderzać w HSW, która po wielu latach wyrzeczeń ze strony załogi osiągnęła pewien określony poziom.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki