• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Święta to nie tylko choinka i prezenty

Środa, 24 grudnia 2014 (13:05)

Pachnące jodełką i piernikami markety, choinki, stwory mikołajopodobne szwendające się po galeriach handlowych, muzyka tworząca klimat świąteczny, do tego tłok… W takiej oto atmosferze upływają ostatnie dni i godziny przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia.

Pośpiech w ogóle nie jest dobrym doradcą, a już na pewno nie przy robieniu zakupów. Tymczasem marketingowcy robią wszystko, aby stworzyć aurę, w której często to nie rozum decyduje o zakupach, lecz nasze emocje, na które skierowane są zabiegi ludzi od marketingu. Do tego w mediach, zanim jeszcze Polacy rozpoczęli przedświąteczne zakupy, już pojawiły się informacje, ile w tym roku na święta i prezenty wyda przeciętny obywatel naszego kraju. To też ma swój cel, bo uderza w ambicje i charakter nas, Polaków, bo jeżeli wydamy mniej niż wykreowany przez media tzw. przeciętny obywatel, to znaczy, że znajdujemy się pod progiem i jesteśmy gorsi. Taki bodziec wyzwala w nas niejako z automatu reakcję i działanie odwetowe: co, mnie nie stać…?! Dlatego, choć nie mamy na tyle „grosza” czy nawet wręcz nie potrzebujemy, aby wydawać ponad stan, to i tak udajemy się do banku, a często te same wychodzą nam naprzeciw, oferując tani – a jakże – kredyt, byle tylko zaspokoić swoje ego, a bank wypełni plan. Kiedy już portfel pozwala na co nieco więcej, udajemy się do sklepu na łowy. Tam okazja goni okazję, promocja promocję, tylko brać, kupować, nie żałować… W emocjach nie zdajemy sobie nawet sprawy, że uczestniczymy w jednym szaleńczym, przedświątecznym rozgardiaszu i grze, która ma na celu wyciągnąć z naszej kieszeni jak najwięcej gotówki. Wtedy nie ma znaczenia, czy osoba przez nas obdarowana będzie z prezentu zadowolona, ale ważne jest to, że stać nas na gest. I tak w koszyku jako prezent dla babci znajdzie się (oczywiście zakupiony po promocyjnej cenie) portfel, którego i tak nie będzie używać, bo jak to z emerytami w Polsce bywa – z gotówką krucho. Żona otrzyma krem przeciwzmarszczkowy, by w odczuciu rozrzutnego męża wygładzić cerę jak u dwudziestoletnich modelek czy przybladłych gwiazd kina, których zdjęcia podstępnie obrobione w photoshopie mają jedynie wyłuskać z kieszeni „pana domu” nieco kasy. Syn otrzyma kolejnego smartfona, córka smartwatcha i to nic, że podobne już się znudziły, ale ważne jest to, że tatę stać! Z pełnymi reklamówkami tryumfalnie biegniemy do domu, bo pierwsza gwiazdka tuż-tuż i wtedy okazuje się, że nie załatwiliśmy dużo ważniejszych spraw, jak przygotowanie duchowe, które gdzieś znów nam umknęło. Wigilia, opłatek, życzenia i znów nietrafione prezenty. Święta, święta i po świętach. Choinka jakby nieco przybladła, dźwięk „Merry Christmas” w głośnikach hipermarketów też ucichł, za to do głosu coraz bardziej dochodzą sprawy bieżące. Do spłacenia pozostaje zaciągnięty właśnie kredyt i zaległe rachunki, których szalejąc z zakupami, znów nie zapłaciliśmy. I tak zamiast satysfakcji pozostaje nam kac moralny i dług. Inaczej jest z handlowcami, którzy w przeciwieństwie do nas są zadowoleni – a jakże – ze swoich dokonań, bo mogą powiedzieć: kolejny raz przekroczyliśmy normy sprzedaży o 20 czy więcej procent niż przed rokiem. A więc premia niewykluczona.

Żeby nie zatrzymać się jedynie na poziomie żłóbka, ale pustego, bez Chrystusa, i aby uniknąć rozczarowań w tym świątecznym pędzie, zatrzymajmy się na chwilę, spokojnie pomyślmy i pamiętajmy o tym, co jest istotą świąt: radość z Bożego Narodzenia, bliskości rodziny i ciepła domowego ogniska, i że oto znów możemy spotkać się przy wigilijnym stole. Warto ten czas wykorzystać na rozmowy z najbliższymi i refleksję nad własną przemianą.

Mariusz Kamieniecki