Płacz wdów i sierot usłysz, o Panie
Środa, 24 grudnia 2014 (02:00)Ożywa na naszych oczach ewangeliczna scena pogrzebowego orszaku jedynego syna wdowy z Nain. Dzisiaj, pomiędzy nami, wynosi się umarłych – całe młode pokolenie pozbawione jest często życia, bezwolne i bezwładne. Obok podobnie bezwładne matki zanoszące się szlochem, pełne bólu. Gdzie są ojcowie? Nie ma. Jak niegdyś ich przodków mordowano i wywożono, tak teraz oni sami zaszyli się w swojej słabości. Oddali władzę nad swym domem urzędom i specjalistom, zrzucili odpowiedzialność na matki i żony, a sami uciekli – jedni zamykając się w swoim słusznym zdaniu na każdy temat, inni oddychając strachem przed każdym, kto zamachnie się na ich wolności.
Wielki tłum otacza lężące na marach bez oznak życia ciało. To też tak jak dzisiaj – wielki tłum różnej maści fachowców otacza młodych. Nie było chyba stulecia, które tak wielką wagę przyłożyłoby do wychowania dzieci i młodzieży: istnieje pedagogika, pojęcie praw dziecka i specjalny rzecznik, są ustawy chroniące dziecko i przepisy mające wykryć przemoc w rodzinie. Nigdy w historii świata tak wiele osób nie było zaangażowanych w wychowanie jednostki. A jednocześnie potężna armia fachowców pracuje nad wytworzeniem w młodym człowieku postaw prowadzących do śmierci wewnętrznej – do śmierci wyobraźni, śmierci więzów i relacji, a wreszcie śmierci duszy. Szkoły współczesne pełne są takich „żywych trupów” z wypalonym sercem, a często i mózgiem. Co się stanie, gdy inżynierowie dusz wirtualnego świata dostaną władzę nad rzeszami realnych wychowawców dzieci i młodzieży?
Jednak przy obumierającym młodym pokoleniu jest matka, przyobleczona wdowimi szatami, pełna boleści, z krwawiącym sercem. Są w niej obecne odczucia wszystkich matek świata płaczących nad swoimi na wpółżywymi dziećmi, ale nade wszystko jest nią Bolesna Królowa. Zalana łzami powtarza to, co powiedziała w 1975 r. przy źródle w Fontanelle: Ludzkość pędzi na własną zgubę. Wiele dusz ginie.
Jezus użalił się nad płaczącą matką i w tym jest nasza nadzieja, że użali się nad łzami naszej Królowej i nad płaczem tylu matek na ziemi, które szczerze będą miały odwagę przejąć się losem własnych synów i córek. Oby tylko nie czekały na jakieś widoczne symptomy nieszczęścia ich dzieci.
Aby jednak szczerze przejąć się dzieckiem, nie w sposób nadopiekuńczy, trzeba nauczyć się widzieć jego życie w prawdzie. Trzeba mieć odwagę nazwania własnych błędów. Trzeba mieć pokorę, aby umieć „płakać” przed Panem. Trzeba mieć zaufanie do Kościoła.
Ewangeliczna scena kończy się opisem „wielkiego strachu”, jaki padł na wszystkich oglądających cud wskrzeszenia zmarłego młodzieńca. Może trzeba, aby nas ogarnął wielki strach? Może trzeba, byśmy się przestraszyli, że to, co budujemy wielkim wysiłkiem, zarywając noce i narażając się na brak kontaktów rodzinnych, runie w jednej minucie? Bo przecież „bojaźń Boża początkiem mądrości”.
ks. Łukasz Kadziński