Neokolonializm trwa
Wtorek, 23 grudnia 2014 (19:47)W listopadzie zanotowaliśmy wzrost bezrobocia. Co prawda wzrost jest minimalny, bo wyniósł zaledwie 0,1 proc., ale ogólny poziom bezrobocia – 11,4 proc. nie wygląda już optymistycznie. Na koniec listopada w urzędach pracy zarejestrowanych było 1 mln 799,5 tys. osób. W statystyki te nie są wliczone osoby niezarejestrowane w urzędach pracy, a także ci, którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu pracy.
Tymczasem prezydent Bronisław Komorowski, jak i niektóre osoby ze środowisk dawnej „Solidarności” wyszły z inicjatywą zachowania martwej już Stoczni Gdańskiej jako zabytku. W żaden sposób nie mogę się podpisać pod tą propozycją. Dopuściliśmy do zniwelowania etosu „Solidarności”. Odtąd z dawnych budynków Stoczni próbuje się budować skansen. Dzisiaj głowa państwa i inne osoby „Solidarności” nie próbują walczyć, chociażby ze śmieciówkami.
Polsce zamiast skansenów na „trupach” byłych zakładów pracy potrzebne są tętniące życiem zakłady produkcyjne.
Obecnie robi się wszystko, aby Polska i Polacy byli tylko zasobem siły roboczej. Podniesienie wieku emerytalnego jest wyrokiem bezrobocia albo emigracji dla kilku kolejnych roczników młodzieży.
Niestety jesteśmy źródłem zasilania Europy, tanią siłę roboczą. Na terenie Polski pogłębia się zapaść gospodarcza. Obserwujemy zanik produkcji, a tym samym zanik miejsc pracy. Są województwa w których poziom bezrobocia jest tragiczny. W warmińsko-mazurskim wynosi prawie 20 proc., kujawsko-pomorskim -15,4 proc., zachodniopomorskim 15,2 proc., a w podkarpackim – 14,4 proc.
Emigracja zarobkowa nie może więc dziwić. Osoby starsze mające praę pozostają dłużej na swoich stanowiskach, tym samym jest to wyrok na kilka roczników absolwentów szkół. To jest oczywiste. Jeżeli nie przybędzie w Polsce z jakiś nadzwyczajnych przyczyn dziesiątek, setek i tysięcy miejsc pracy, to nie spodziewajmy się cudu, że młodzi zechcą zostawać w kraju. Udawanie, że coś się robi, głoszenie górnolotnych hasełek świadczą o tym, że mamy pozorowaną prezydenturę.
Bez radykalnej zmiany polityki rządu nie spodziewajmy się poprawy sytuacji w jakiejkolwiek dziedzinie życia politycznego czy społecznego. Owszem, mamy dobre stosunki z Niemcami, ale one wynikają z tego, że jesteśmy niesłychanie ulegli. Berlin jak oka w głowie pilnuje każdego miejsca pracy, zakładów produkcyjnych i dzięki temu nasi zachodni sąsiedzi są potęgą gospodarczą w Europie. A my dajemy się sprowadzać do roli państwa wasalnego i neokolonialnego.
Janusz Śniadek