Siłą obrońców życia jest Prawda i ludzie
Poniedziałek, 22 grudnia 2014 (21:05)Z Jackiem Kotulą, obrońcą życia z Rzeszowa, szefem Fundacji PRO – Prawo do Życia na Podkarpaciu, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan ostatnie wydarzenia z Radomia, gdzie jedna z gazet codziennych ustami rzecznika Straży Miejskiej zaatakowałą pikietę organizowaną przez Fundację PRO – Prawo do Życia?
W Radomiu powstała niedawno nowa komórka Fundacji PRO – Prawo do Życia i od razu działa tam ok. 40 osób, głównie młodzież. Pikieta antyaborcyjna w Radomiu była więc pewnego rodzaju novum i odbiła się dużym echem, tym bardziej że odbyła się w trzech różnych miejscach tego miasta. Pokłosiem medialnym tej pikiety było łącznie 10 różnych komunikatów. Cała akcja spotkała się z życzliwym odbiorem ze strony mieszkańców, choć były też osoby, które reagowały pytaniem: „Po co pokazujecie takie okropne zdjęcia?!”. Trzeba jasno pokazywać ludziom, że aborcja jest morderstwem na niewinnej osobie, bezbronnym dziecku. Aborcja jest straszna, więc trudno żeby zdjęcia z tego morderstwa były zachwycające. W chwili obecnej zjawisko to nabiera znamion ludobójstwa. Aborcja w cywilizowanym świecie jest skandalem. Mordowanie niewinnych domaga się gwałtownego protestu i bezkompromisowego przekazu na ten temat.
Rzecznik Straży Miejskiej zwraca się za pośrednictwem „Wyborczej” do osób, które mogły się poczuć urażone czy wręcz zgorszone pikietą obrońców życia, aby zgłosiły to do straży. Okazuje się, że broniąc życia, można gorszyć, ale propagując homoseksualizm, już nie…
– Straż Miejska powinna bronić wszystkich obywateli, także tych nienarodzonych. Troska rzecznika Straży została zainspirowana przez dziennikarkę „Wyborczej”, która boleje nad zgorszeniem w miejscu publicznym. Pytam się: gdyby homoparada przeszła ulicami Radomia, to rzeczniczka też wzywałaby mieszkańców do zgłaszania zgorszenia i czy wtedy Straż interweniowałaby? Dlaczego Straż Miejska milczy w sprawie sprzedaży dopalaczy czy funkcjonowania domów publicznych? Już wielokrotnie w różnych miastach denuncjatorzy donosili na nasze wystawy antyaborcyjne i pikiety. Fundacja PRO – Prawo do Życia miała do tej pory 9 procesów o wywołanie zgorszenia w miejscu publicznym, ale wszystkie wygraliśmy. Co więcej, nawet w uzasadnieniu wyroku w Rzeszowie pani sędzia powiedziała, że wystawa ma duży wymiar edukacyjny i powinniśmy dostać nagrodę za przestrzeganie przed aborcją. „Gazeta Wyborcza” oburza się na wystawy, a gdy krytykuje się deprawację młodzieży pod nazwą „seksedukacji”, to ta sama gazeta podnosi alarm, że ogranicza się debatę publiczną.
Czego obawiają się tego typu media, szczując na obrońców życia?
– Media lewicowe, widząc, że sprawa aborcji jest przez nich przegrana, bo tylko kilka procent Polaków jest za całkowitym dostępem do aborcji, próbują uderzać w liderów lokalnych komórek pro-life. Próbują ich zastraszyć, a kiedy to nie skutkuje, wyśmiać w mediach, pokazać ich jako amatorów, którzy bronią życia dla pieniędzy albo dla sławy. Media te operują tymi samymi metodami, jakimi eliminują przeciwników politycznych. Jednak siłą obrońców życia jest Prawda i są ludzie. 95 proc. działaczy pro-life to młodzież, która aż rwie się do różnych działań. Dlatego co roku mamy w Polsce kilkaset pikiet antyaborcyjnych, kilkaset wystaw i prelekcji pro-life. My nie mamy pieniędzy, ale mamy młodych ludzi, którzy czują potrzebę działania na rzecz nienarodzonych i stanowią o naszej sile. Ostatnio założyłem szkolne koło pro-life w Liceum Sióstr Prezentek w Rzeszowie, do którego zapisało się 80 osób! To właśnie tych młodych ludzi boją się lewicowe media.
Pan jest chyba najlepszym przykładem nagonki przeciwników ochrony życia, weźmy chociażby procesy, jakie szpital Pro-Familia wytoczył Panu i Przemysławowi Syczowi. Czy oprócz tego spotyka się Pan z atakami również ze strony mediów?
– Do różnych ataków zaczynam się przyzwyczajać, choć nie wiem, czy to najlepsze słowo na określenie tego, co czuje człowiek osaczony. Najpierw w 2010 r. rozprawę sądową za zorganizowanie wystawy antyaborcyjnej wytoczył mi jeden z posłów SLD. Sprawę wygrałem. Później miałem problem z innym posłem, tym razem z Platformy Obywatelskiej, który obrażał mnie w mediach, wyzywając od ateistów i praktykujących niewierzących za mówienie, że „Komorowski popiera kompromis aborcyjny”. Obecnie mam trzy rozprawy wytoczone przez szpital Pro-Familia (dwie w sądzie karnym i jedną w sądzie cywilnym) za organizowanie pikiet antyaborcyjnych przed tym szpitalem i za mówienie, że w tym szpitalu zabijają chore dzieci. Szpital złożył do sądu także wniosek o zakazanie mi organizowania pikiet pod PRO – Familią przez okres roku oraz zakaz rozpowszechniania przeze mnie w internecie informacji, że w szpitalu Pro-Familia zabijane są chore dzieci. Sąd ten wniosek przyjął, ale to nie wszystko, bo szpital chciał iść jeszcze dalej, wnosząc także o rewizję w moim domu. Ten wniosek został jednak odrzucony przez sąd. Podczas jednej z pikiet policja na wniosek szpitala aresztowała nasze banery i do tej pory nam ich nie zwrócono. Mamy zatem powrót do czasów komuny, gdzie za wyrażanie publiczne poglądów nasyłano na ludzi milicję i ZOMO. W mediach zaś była prezentowana moja karykatura, gdzie próbowano mnie ośmieszyć, sugerując, iż podobno uważam, że dzieci bociany przynoszą. Było to przy okazji zbiórki podpisów przeciwko seksedukacji w szkołach.
Skoro dotykamy już tego aspektu, to proszę powiedzieć, jak przebiega Pana proces przed sądem?
– Cała linia ataku szpitala Pro-Familia zbudowana jest na zaprzeczaniu, że w szpitalu zabija się chore dzieci w wyniku aborcji. Szpital uważa, że aborcja to nie jest zabijanie, bo zabijanie się źle kojarzy ludziom, a oni – przynajmniej tak twierdzą – robią wszystko zgodnie z prawem. Cała kampania szpitala Pro-Familia idzie w kierunku unikania określenia aborcja i przekonywania społeczeństwa, że w placówce dokonuje się terminacji ciąży… Jednak słownik języka polskiego jasno określa, że zabić oznacza „w gwałtowny sposób pozbawić życia” lub „stać się przyczyną śmierci”. Prowadzone w szpitalu tzw. terminacje właśnie do tego prowadzą. Co więcej, również ginekolog i ordynator Pro-Familii, Jarosław Janeczko wyjaśnił w wywiadzie telewizyjnym, że jedna z tzw. terminacji dotyczyła dziecka z zespołem Edwardsa. Mówił zatem o dziecku. Następna rozprawa w sądzie karnym jest przewidziana na 9 stycznia. Będą wtedy przesłuchiwani: położna Agata Rejman i Mariusz Dzierżawski. W październiku w sądzie cywilnym zapadł haniebny wyrok skazujący, od którego złożyliśmy odwołanie. Dodam jeszcze, że naszym obrońcą jest mec. Jerzy Kwaśniewski, który broni również prof. Chazana.
Fundacja PRO – Prawo do Życia organizuje akcję pod hasłem „Świątecznych zakupów nie robię w Empiku”. Jaki jest cel tej kampanii i jak ona przebiega?
– Sieć Empik wybrała na „twarz” świątecznej kampanii promującej zakupy w sklepach tej sieci satanistę „Nergala” i aborcjonistkę Czubaszek. Jest to kpina i mówiąc kolokwialnie, próba zagrania na nosie, kpina z katolików. To paranoja, że o świętach Bożego Narodzenia, które odnoszą się do faktu narodzin Dziecięcia – Boga, w Empikach przypominają z plakatów osoby, które wyszydzają wartości, z jakimi kojarzy się Boże Narodzenie. Fundacja PRO – Prawo do Życia rozpoczęła miesiąc temu serię pikiet pod salonami Empiku, gdzie informowaliśmy ludzi na banerach, kogo wybrała dyrekcja Empiku na promotorów świątecznych zakupów. Łącznie odbyło się kilkadziesiąt pikiet w wielu miastach Polski. Podejrzewamy, że pod wpływem protestów Empik wycofał się z kampanii z Czubaszek i „Nergalem”, a przynajmniej znacząco zmniejszył jej zasięg, tyle tylko, że nie chce się do tego oficjalnie przyznać. Tak czy inaczej plakaty z Czubaszek i „Nergalem” zniknęły z tych sklepów. Hasło tej kampanii informowało, że „Empik inspiruje każdego inaczej”. I rzeczywiście mieli rację! Nas np. zainspirowało do bojkotu sieci tych sklepów…