Glik w centrum uwagi
Poniedziałek, 22 grudnia 2014 (19:47)O polskim piłkarzu znów jest bardzo głośno. Tym razem jednak w centrum uwagi nie znalazł się Robert Lewandowski czy Arkadiusz Milik, tylko Kamil Glik, obrońca Torino, jeden z bohaterów ostatniej kolejki Serie A.
A jeszcze kilka lat temu był jednym z najbardziej krytykowanych polskich piłkarzy. Kibice go wyśmiewali, dziennikarze nie zostawiali na nim suchej nitki, ale też dawał ku temu powody, popełniając sporo błędów, szczególnie w meczach klubowych, reprezentacyjnych. Na te wszystkie głosy reagował jednak najlepiej jak mógł – pracą. Ciężką pracą. Robił swoje, wylewał litry potu i wreszcie dopiął swego. Najpierw we Włoszech, gdzie został doceniony wcześniej, potem u nas. Dziś jest ostoją linii defensywnych narodowej drużyny, a w weekend w Serie A zapisał się na kartach historii.
Mało kto o tym wie, ale Glik był kiedyś zawodnikiem Realu Madryt. Nie, nie pierwszego zespołu, tego z największymi gwiazdami światowego futbolu. „Królewscy” wypatrzyli go w hiszpańskim UD Horadada, gdzie trafił z WSP Wodzisław Śląski i w styczniu 2007 roku sprowadzili do drużyny C. Kariery tam jednak nie zrobił, wyżej się nie przebił i wrócił do Polski, konkretnie Piasta Gliwice. Dwa lata później, w lipcu 2010 roku, postanowił po raz kolejny wyjechać za granicę, tym razem obierając kierunek na słoneczne Włochy. Tam początków też nie miał najlepszych. Związał się pięcioletnim kontraktem z Palermo, jednak błyskawicznie trafił na ławkę. Wydawało się, że znów będzie miał pod górkę i może dołączyć do licznego grona polskich piłkarzy, którym nie udała się próba podbicia Zachodu i ze zwieszoną głowę powrócili do rodzimej ekstraklasy. Glik się jednak nie poddał. Zakasał rękawy, a strzałem w dziesiątkę okazał się transfer do Torino. Tam odżył. Wywalczył miejsce w składzie, a w lipcu ubiegłego roku otrzymał opaskę kapitańską. To było wydarzenie bez precedensu, pokazujące, jak wielkim cieszy się uznaniem i szacunkiem u trenerów, kolegów z boiska oraz kibiców. Warto pamiętać, że w żadnej z mocnych lig europejskich nie ma Polaka kapitana.
Dobra, a nawet znakomita gra w klubie zaczęła iść w parze z coraz lepszymi występami w narodowej drużynie. Za Adama Nawałki Glik stał się filarem linii defensywnych. Pewnie, wciąż przytrafiają mu się błędy, ale już nieliczne. Poza tym nie zawodzi, prezentuje się bardzo solidnie, przed nikim nie „pęka”, tylko wychodzi na boisko i walczy. A co godne zauważenia, imponuje pod obiema bramkami, co pokazał w weekend w Serie A.
Torino grało z Genoą. Do przerwy przegrywało 0:1, ale w drugiej połowie po dwóch trafieniach Glika wygrało 2:1. Obrońca po raz pierwszy w karierze w jednym meczu strzelił dwie bramki, a jakby tego było mało, w końcówce uratował swój zespół przed utratą punktów. – Obrońcy nigdy nie jest łatwo zdobywać bramek, dlatego podwójnie cieszę się z tego, co się stało. Nie mam jednak zamiaru walczyć o koronę króla strzelców, moim priorytetem pozostanie defensywa – przyznał z uśmiechem. Ten wyczyn wywarł wielkie wrażenie na włoskich mediach, które po wszystkim nie mogły się Polaka nachwalić. Łącznie w obecnych rozgrywkach strzelił już cztery gole i to pod tym względem jego najlepszy sezon.
I jeszcze jedno: ostatnim Polakiem, który w jednym meczu Serie A trafił dwukrotnie, był Zbigniew Boniek.
Piotr Skrobisz