Funkcja alibi
Sobota, 20 grudnia 2014 (20:39)Z Wojciechem Reszczyńskim, dziennikarzem, publicystą, rozmawia Mariusz Kamieniecki
O ile działalność prezydenta Komorowskiego cieszy się wielką popularnością wśród większości mediów, to sprawa bądź co bądź ważna jaką jest przesłuchanie głowy państwa przed sądem w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa państwa, nie odbiła się większym echem w mediach. Z czego to wynika?
To kolejny przejaw czy obraz gnijącej III RP, która nawet w obliczu swojego 25-lecia nie ukrywa związków czy też tęsknoty za mrocznymi czasami PRL. Przecież to właśnie wtedy mieliśmy do czynienia z ręcznym sterowaniem mediami, zlecanymi z góry tematami, ochroną swoich, a atakowaniem ludzi obcych, to właśnie wówczas dochodziło do forowania ulubionych przez władzę dziennikarzy, których PRL też miała.
Natomiast niewygodni dziennikarze nie byli dopuszczani już nie tylko do tematów, ale w ogóle do pracy w mediach. Dzisiaj mamy Polskę pozbawioną właściwych dla demokratycznego państwa mechanizmów oceny rzeczywistości. Widoczny jest brak możliwości wypowiedzi, mamy sytuację z ograniczoną wolnością i ułomną demokracją. System, który został stworzony 25 lat temu, pozwala także obecnej władzy funkcjonować w sytuacji uprzywilejowanej.
Ćwierć wieku temu rynek medialny został podzielony według niedemokratycznych, tendencyjnych kryteriów, szczególnie rynek mediów elektronicznych, i tak ten podział trwa do dzisiaj.
Prezydent Komorowski nie potrafił wyjaśnić rozbieżności we wcześniejszych swoich zeznaniach, zasłaniał się niepamięcią. Niestety nie można było tego wszystkiego zobaczyć na żywo w telewizji, bo żadna stacja, która otrzymała akredytację nie przeprowadziła bezpośredniej transmisji. Okazało się, że zostało to ustalone wcześniej z Kancelarią Prezydenta…
To jest kolejny dowód na to, jaką rolę media te mają pełnić. W tej sytuacji media spełniały funkcję alibi dla prezydenta Komorowskiego i dla ludzi tworzących III RP. Swoją obecnością miały za zadanie udowodnić, że nie ma ograniczeń, jeśli chodzi o dostęp mediów do informacji. Inną sprawą pozostaje to, że nawet nie miały zamiaru, aby relacjonować to wydarzenie w sposób najwłaściwszy, czym w tym wypadku byłaby bezpośrednia transmisja z „sądu na wyjeździe”, ewentualnie jeśli już nie transmisja to rejestracja przesłuchania Bronisława Komorowskiego, a później obszerne odtworzenie jego zeznań.
Niestety do niczego takiego nie doszło, co świadczy, że media te miały owszem być na miejscu, wygenerować przekaz dla kraju i świata, że oto media uczestniczą w życiu publicznym, są obecne, że nikt ich nie dyskredytuje czy dyskryminuje. Natomiast prawda jest inna, widać władza z tymi mediami doskonale się porozumiewa, być może nawet bez słów – tak jak to było kiedyś.
Czy niektóre media roztoczyły parasol ochronny nad prezydentem Komorowskim?
Tak, te działania to jest parasol ochronny, natomiast to, co obserwowaliśmy jest zwyczajnie mistyfikacją. Już dzisiaj wiemy, że ten parasol ochronny będzie obowiązywał aż do przyszłorocznych wyborów prezydenckich i widać obecny prezydent może liczyć na przychylność zaprzyjaźnionych mediów i te media będą mu pomagały. Nie będzie nawet musiał specjalnie oto zabiegać, bo sztab wyborczy prezydenta znajduje się nie gdzie indziej jak właśnie w tych mediach.
Czy w innym kraju media, które śledzą poczynania rządzących, przepuściłyby taką okazję jak czynności z udziałem prezydenta przed sądem?
W kraju wolnym, w kraju demokratycznym to byłoby absolutnie niemożliwe. Tam dziennikarz nie mógłby pogodzić się z taką funkcją, jaką sprawują u nas dziennikarze w mediach tzw. mętnego nurtu. Dla dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia byłoby to zachowanie uwłaczające ich godności zawodowej i zwyczajnie ludzkiej.
Dlaczego prezydent Komorowski nie został przesłuchany wcześniej i w sądzie?
Jeżeli przesłuchanie odbyłoby się w sądzie, to z pewnością wszystkie zainteresowane media mogłyby bez problemu relacjonować przebieg wizyty prezydenta Komorowskiego i jego zeznania. I to sąd musiałby wziąć na siebie wyrażenie bądź nie zgody na udział w tym wydarzeniu zainteresowanych mediów. W tym wszystkim chyba najważniejsze jest jednak to, że to prezydent mógł zdecydować o dogodnym dla siebie terminie i miejscu tego przesłuchania, rzekomo ze względów bezpieczeństwa.
Nie sugerując niczego, przypomina mi się przykład skompromitowanego prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszarda Milewskiego, który podczas - jak się okazało - prowokacji dziennikarskiej, sądząc, że rozmawia z przedstawicielem kancelarii ówczesnego premiera Tuska, przez telefon udzielał niejawnych informacji w sprawie Amber Gold. Mało tego deklarował nawet, że może ustalić wygodny dla szefa rządu termin posiedzenia sądu, a także wydelegować sędziów, aby zapoznali go z postępami w sprawie…