Cenzuralne segregowanie mediów
Sobota, 20 grudnia 2014 (18:16)Z Elżbietą Kruk, poseł PiS, członkiem sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu i byłą przewodniczącą KRRiT, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy pani zdaniem urzędnicy Kancelarii Prezydenta RP mieli prawo stygmatyzować dziennikarzy, jednych wpuszczając na salę, gdzie był przesłuchiwany prezydent Komorowski, a innych pozbawiając tego prawa?
Cała ta sytuacja z jaką mieliśmy do czynienia jest nie do przyjęcia. Mieliśmy do czynienia ze złamaniem prawa. Kancelaria Prezydenta RP w sposób oczywisty złamała prawo i pogwałciła zapisy Konstytucji RP. To jest nic innego jak atak na zagwarantowany konstytucyjnie dostęp do informacji, zarówno, gdy chodzi o dostęp dla dziennikarza, a więc umożliwienie mu rozpowszechniania tej informacji, jak i uzyskanie tej informacji przez obywatela.
To są gwarancje konstytucyjne, na których posadowiona jest wolność słowa. Na tych gwarancjach zbudowane są podwaliny demokracji niestety – jak widzimy - lekceważone przez prezydenta Bronisława Komorowskiego i jego otoczenie. Przecież sąd zezwolił na udział mediów i na relacjonowanie przebiegu rozprawy, a więc decyzja o niewpuszczeniu operatorów Telewizji Trwam na salę, gdzie odbywało się przesłuchanie prezydenta Komorowskiego została podjęta przez urzędników jego kancelarii.
Pani zdaniem mieliśmy do czynienia ze świadomą próbą manipulacji i pozbawienia Polaków dostępu do informacji…?
Nie inaczej. To jest przykład, który pokazuje rzeczywistość, w jakiej żyjemy dzisiaj w Polsce. Po pierwsze możliwość relacjonowania tego zdarzenia otrzymały media tzw. mętnego, dominującego nurtu i jak widać nie były tym zdarzeniem zainteresowane. Chodziło więc nie o to, żeby udostępnić informację, ale żeby ją zablokować przy użyciu i wykorzystaniu prorządowych mediów, bo inaczej tych mediów określić nie można.
Mam tu na myśli zarówno media komercyjne, jak i tzw. media publiczne. To się zresztą wpisuje w pewien ciąg wydarzeń. Mamy do czynienia z segregacją dziennikarzy, gdzie z jednej strony są kary dla jednych mediów dla Telewizji Trwam, Radia Maryja, a z drugiej strony pobłażliwość dla innych środków masowego przekazu. Mamy aresztowania dziennikarzy i to też nie wszystkich, którzy relacjonowali wydarzenia w Państwowej Komisji Wyborczej, ale wybranych przez policję. Uważam, że te wszystkie wydarzenia wpisują się w pewien ciąg i świadczą o przekroczeniu granic, które stanowią o tym, czy państwo jest demokratyczne, czy nie jest. Jeżeli państwo dopuszcza się takiej manipulacji, to samo pozbawia się cech demokratycznych.
Jak nazwać to „zaniechanie” relacjonowania przesłuchania prezydenta Komorowskiego przez wybrane media?
Myślę, że jest to nic innego jak roztoczenie czegoś w rodzaju parasola ochronnego nad prezydentem Komorowskim, co zresztą obserwujemy już od jakiegoś czasu. Dlatego nie powinno nikogo dziwić to, że określam te media mianem prorządowych, czy może sprzyjających władzy, bo dotyczy to nie tylko rządu, ale także - co widać - również prezydenta Komorowskiego. Tego inaczej nie można nazwać. Mamy oto do czynienia z cenzuralnym segregowaniem mediów, ale bardzo niepokojący jest także fakt, że nie działa, bo zawalił się inny fundament demokracji, mianowicie wolne media.
Nie wiem czy wynika to ze strachu, czy może są jakieś inne powody, czy też działania obozu rządzącego skierowane przeciw mediom, których efektem jest blokowanie przed społeczeństwem informacji niewygodnych dla władzy. Mamy zatem sytuację, kiedy ważne dla państwa sprawy, które w każdym demokratycznym kraju nie zostałyby pominięte – idą w odstawkę, bo ci którym dano możliwość relacji rezygnują z tego, a ci, którzy mogli i byli gotowi przeprowadzić rzetelną relację, nie są wpuszczani na zaimprowizowaną salę rozpraw. To oznacza koniec naszej demokracji, inaczej nie można tego określić. Nie mamy wolnych mediów, a zatem państwo nie funkcjonuje jak należy. Przykre to, ale niestety prawdziwe. Takie są fakty!