Razem raźniej
Sobota, 20 grudnia 2014 (18:12)Rosja zaprosiła do Moskwy na następny rok przywódcę Korei Północnej Kim Dzong Una. Rosja i Korea Północna będą wspólnie świętować majowe uroczystości z okazji zakończenia II wojny światowej. Data fałszywa i goście fałszywi, chociaż wywołuje to powszechny niesmak, to należy postawić następujące pytanie: z KIM ma się Putin dzisiaj spotykać, jeśli nie z Kimem? Kto przyjedzie mu do Rosji? Tym samym samozwańczy car Rosji jest niczym amerykański koszykarz z amerykańskiej ligi NBA, Dennis Rodman, który także wizytuje swojego przyjaciela Kima.
Ramię w ramię z mężnym wywoływaczem wojen w Europie Wschodniej Wladimirem Putinem, Kim Dzong Un będzie świętować zakończenie… wojny. Sądzę, że trudno o większy absurd, jak to cyniczne zestawienie ze sobą dwóch zbrodniczych dyktatur. Panowie pasują do siebie jak ulał. Kim będzie się przyglądać z balkoniku paradzie wojskowej nawiązującej do sowieckiego totalitaryzmu. Zatem wszyscy będą na miejscu, gdyż - jak wiemy - parady w Korei Północnej, w stolicy Pjongjang uświetniają każde ważne święto tego państwa. Najsłynniejsza miała miejsce w połowie kwietnia 2012 roku, z okazji stulecia narodzin Kim Ir Sena, wiecznego i umiłowanego przywódcy Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Feta na milion fajerek kosztowała miliony dolarów, a głód dziesiątkował Koreańczyków.
Nie będzie się zatem Kim Dzon Un nudzić w Moskwie, gdzie Putin starym zwyczajem sowieckim spogląda jak Józef Stalin z balkonu przed paradującymi gierojami-urrra. Niektórzy z nich zostali tymczasem wysłani potajemnie na bój z Ukraińcami, gdzie zginęli jako bezimienni. Pochowani bez splendoru i bez honorów dołączyli do głębokich dołów radzieckich grobów nieznanego żołnierza, bo przecież na Ukrainie nie ma ani jednego żołnierza rosyjskiego. Ci, którzy tam są albo się zgubili, albo są przebierańcami w rosyjskich mundurach i z rosyjskim uzbrojeniem, które można kupić w każdym sklepie.
Outsiderzy poszukują sie nawzajem
Odseparowani od świata zbrodniarze, którzy niestety stoją na czele milionów ludzi, będąc zarządcami państw, trzymają się zazwyczaj razem. Ostracyzm cywilizowanego świata, ten oficjalny ostracyzm, bo jak uczy historia niejeden cywilizowany kraj prowadzi intratne interesy ze „znienawidzonymi” reżimami, zmusza dyktatorów do poszukiwania wspólników.
A co ma zrobić Putin, którego oficjalnie wszyscy ignorują? Ilustracją tego wykluczenia był słynny już lunch na szczycie G20, gdzie Putin sam się wprosił i siedział sam przy stoliku, omijany szerokim łukiem przez polityków zachodnich i dalekowschodnich mocarstw.
Szukanie sojuszników wśród niebezpiecznych morderców jest tu swoistym wyjściem z sytuacji. Można podbić stawkę i pokazać, że powolne opadanie na dno trochę jeszcze potrwa.
Do tej grupy Putina spokojnie mogliby dołączyć kolejni zbrodniarze. Nieszczęsna lista dyktatorów jest ciągle długa. Putinowi można polecić ludobójcę z Sudanu, prezydenta Omara al-Baszira, eksgenerałów z Birmy, samozwańczego kalifa Państwa Islamskiego, prezydenta Uzbekistanu, szejków, królów i ajatollahów. Z Kadyrowem pozostaje w stałym kontakcie, z Łukaszenką są na siebie zagniewani, ale to pewnie przejściowy kryzys w małżeństwie.
Wszyscy są albo wojskowymi, albo z militarnymi inklinacjami, więc paradne widowiska lubią i odnajdują się w takiej estetyce i formule. Putin na pewno żałuje, że wielu towarzyszy broni tymczasem zabrakło. Nieodżałowany pułkownik Kaddafi i Chavez nie żyją, Husajn stracony, Mubarak przegnany, Arafat umarł, Castro nie dojedzie. W tym kontekście Putin cieszy się, że przynajmniej Kim Dzon Il ma godnego zastępcę, którego wkrótce powita z należytymi honorami w Moskwie.
Dr Tomasz M. Korczyński