Ile tweetów nienawiści na minutę wypluwają z siebie fanatycy islamscy?
Sobota, 20 grudnia 2014 (09:00)Jak podało niedawno ministerstwo spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, w królestwie wahabitów odnotowuje się średnio 90 ekstremistycznych tweetów na minutę w ciągu każdej doby. Władze zamknęły już pół tysiąca kont i stron promujących fanatyzm islamski. Kanały telewizyjne, w których pojawiają się owe treści, także. Jak stwierdziło MSZ Arabii Saudyjskiej, każdego dnia wrzucanych jest do sieci blisko 130 tys. postów, które promują zabijanie w imię islamu.
Monitoring tego niepokojącego zjawiska przeprowadzony na zlecenie saudyjskiego MSZ zrealizowała organizacja Peace Campaign. Szef kampanii Abdul Moneim Al-Mushawwah, upoważniony przez władze królestwa, sporządził raport i m.in. wspomniane statystyki.
Al-Mushawwah powiedział, że osoby wspierające ekstremistów, w tym Dżabhat an-Nusra oraz Ahrar asz-Szam, są wyłapywane, ale potrzeba powołania specjalnego organu rządowego, który będzie analizować i przekazywać informacje na temat pojawiających się wiadomości promujących ekstremizm w tzw. mediach społecznościowych.
W imię walki z ekstremizmem ministerstwo kultury i informacji postanowiło zamknąć popularną religijną telewizję Al-Wesal. – Terroryzm nie ma religii, terroryści są wrogami wszystkich religii i ludzkości – przekonuje Abdul Moneim Al-Mushawwah.
Jak podają źródła związane z Arab News, grupy związane z Al-Kaidą są w tej chwili osłabione, nawet w internecie, chociaż trzeba pamiętać, że niepokoje i chaos w wielu regionach zawsze są paliwem napędzającym odradzanie się fanatyzmu. Poza tym konkurencja w postaci Państwa Islamskiego jest wyzwaniem dla różnych grup paramilitarnych, które ze sobą konkurują o dominację w świecie terroru.
Walka z terroryzmem w wydaniu saudyjskim może budzić sceptycyzm z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze, jest to kraj, który właściwie powołał do życia grupy fanatyków islamskich w walce o dominację nad Iranem. Kiedy Państwo Islamskie wymknęło się spod kontroli i uznało, że czas na niezależność (stworzyło samodzielny byt parapaństwowy na terenach okupowanych w Syrii i Iraku), wówczas wahabici, którzy pamiętali jeszcze rześki powiew tak zwanej arabskiej wiosny, poczuli się ponownie zagrożeni.
Ponadto samozwańczy kalif IS Abu Bakr al-Bagdadi wezwał świat islamu do walki z głową węża (czyli diabłem), jakim jest jego zdaniem dynastia Saudów. „Wulkany dżihadu” muszą wybuchnąć, szczególnie w Arabii Saudyjskiej, która jest ogniskiem choroby i wtedy nic nie uchroni Salula (pejoratywne określenie reżimu saudyjskiego). Pisałem o tym m.in. TUTAJ.
Po drugie, reżimy lubią mieć kontrolę nad każdą aktywnością swoich obywateli. Także w sieci. Po wydarzeniach związanych z arabską wiosną Saudowie zintensyfikowali monitoring internetu (podobnie jak inne reżimy: irański, rosyjski, turecki i chiński).
Jak pisałem na łamach „Naszego Dziennika” (zob. TUTAJ), społeczności wirtualne mają swoją moc, której nie ignorują nawet dyktatorzy. Reżimy panicznie boją się nowoczesnej technologii, więc cenzurują sieć. Przypomnę, że były premier Turcji Recep Tayyip Erdogan oznajmił, że „wyrwie Twittera z korzeniami”, a w Iranie istnieje ministerstwo, które wydaje pozwolenia swoim obywatelom na zakładanie kont na Facebooku czy Twitterze. Rewolucja w Egipcie, która wstrząsnęła posadami całego państwa i zdmuchnęła Hosniego Mubaraka, została zainicjowana przez umawianie się młodych ludzi na Facebooku, aby dotrzeć razem na plac Tahrir i wyrazić swój sprzeciw wobec władz. Dlatego przy okazji rozbijania terrorystów reżimy eliminują wszystkich swoich wrogów. Dlatego przy całym zaangażowaniu Arabii Saudyjskiej w tropienie terrorystów w internecie należy pamiętać, że jest to brutalny reżim, który na co dzień depcze prawa człowieka i ma swoje bardzo konkretne i pragmatyczne cele.
Dr Tomasz M. Korczyński