Wicepremier z pierwszej ligi
Wtorek, 9 października 2012 (06:05)Bidzina Iwaniszwili, miliarder, którego partia Gruzińskie Marzenie wygrała wybory parlamentarne, ogłosił wczoraj skład nowego rządu, w którym sam zajmie stanowisko premiera.
Zgodnie z konstytucją to prezydent Micheil Saakaszwili ma prawo do desygnowania nowego szefa rządu, ale w obecnej sytuacji nie ma wyboru: partia Iwaniszwilego uzyskała bezwzględną większość w parlamencie. Tym bardziej nie będzie też problemów z zatwierdzeniem listy ministrów przez deputowanych, którzy w nowym składzie zbiorą się 20 października.
Na stanowisko ministra obrony Iwaniszwili zaproponował Iraklego Alasanię, który był w 2004 r. wiceministrem obrony, a w latach 2006-2008 ambasadorem Gruzji w ONZ. Ma on być także wicepremierem. Zastępcą premiera zostanie też były zawodnik AC Milan Kacha Kaładze, uważany za najlepszego piłkarza w historii Gruzji. Jemu ma zostać także powierzony resort rozwoju regionalnego i infrastruktury. Jako szefową resortu spraw zagranicznych lider zwycięskiej partii wymienił Maję Pandżikidze. To była ambasador Gruzji w Niemczech, a następnie w Holandii. Ministrem spraw wewnętrznych miałby zostać Irakli Garibaszwili, który przez wiele kierował utworzoną przez Iwaniszwilego fundacją „Cartu”. Dawid Usupaszwili, lider wchodzącej do koalicji Gruzińskie Marzenie Republikańskiej Partii Gruzji, ma zostać przewodniczącym parlamentu.
Francuz, nie Gruzin
Już teraz trwają rozmowy pomiędzy administracją prezydenta Saakaszwilego i jego Zjednoczonego Ruchu Narodowego w sprawie przejęcia władzy. Obie strony zapewniają, że odbędzie się to sprawnie i pokojowo. Jeżeli proces przekazywania władzy rzeczywiście przebiegnie w miarę spokojnie, będzie to duży sukces gruzińskiej demokracji – jak dotąd od odzyskania niepodległości zmiana władzy odbywała się jedynie w wyniku przewrotów lub masowych protestów.
Według wstępnych wyników wyborów z 1 października do jednoizbowego 150-miejscowego parlamentu, Gruzińskie Marzenie otrzyma w nim 83 miejsca, a dotychczas rządzący Zjednoczony Ruch Narodowy (ZRN) – 67 miejsc. Opozycja utrzymuje, że należy się jej więcej miejsc w parlamencie, gdyż w niektórych okręgach jednomandatowych doszło do oszustw. W ocenie zagranicznych obserwatorów, w tym OBWE i UE, wybory były uczciwe i przebiegły zgodnie z demokratycznymi standardami.
Symbolicznym problemem nagłej i chyba przez nikogo niespodziewanej zmiany władzy w Gruzji jest kwestia przynależności państwowej Iwaniszwilego. Ma on obecnie obywatelstwo Francji, zrzekł się niedawno rosyjskiego, natomiast gruzińskiego pozbawiono go w ubiegłym roku, gdy rozpoczął działalność polityczną, powołując się na zakaz wielokrotnego obywatelstwa.
Formalnie może przebywać w Gruzji bez wizy 360 dni, a później musi przynajmniej na jakiś czas opuścić ojczyznę. Tylko dzięki specjalnej poprawce do ordynacji uchwalonej przez parlament mógł kandydować w wyborach. Nie mógł jednak głosować. Zainteresowany nie chce niczego w tej sprawie robić. Uważa, że pozbawienie go obywatelstwa było bezprawne i powinno zostać naprawione przez aparat administracyjny Saakaszwilego. Obiecał, że po odzyskaniu obywatelstwa swojego kraju zrzeknie się także francuskiego.
Co zrobi Saakaszwili
Chociaż zwycięstwo Gruzińskiego Marzenia oznacza głęboką zmianę w Gruzji, państwo to czekają wstrząsy i utarczki typowe dla kohabitacji. Micheil Saakaszwili jeszcze przez rok będzie głową państwa. A gdy odejdzie, gdyż konstytucja nie pozwala na trzecią kadencję, wejdą w życie poprawki do konstytucji wzmacniające uprawnienia premiera. Zmiany zaproponował sam Saakaszwili, który liczył, że to jego partia wygra wybory i podobnie jak Putin w Rosji sam będzie rządzić dalej jako premier. Nie wiadomo, czy 44-letni polityk łatwo zaakceptuje wczesną polityczną emeryturę lub rolę szefa opozycji.
Gruzińskie Marzenie deklaruje, że będzie kontynuować prozachodnią i proeuropejską politykę państwa. Z pierwszą wizytą zagraniczną Iwaniszwili zamierza udać się do USA. Z drugiej strony jednym z priorytetów jego polityki ma być naprawa stosunków z Rosją.
Moskwa i Tbilisi nie utrzymują stosunków dyplomatycznych od czasu wojny w sierpniu 2008 roku, po której gruzińskie zbuntowane obwody autonomiczne Abchazja i Osetia Południowa ogłosiły niepodległość, a Rosja te akty uznała. Kreml odmawia jakichkolwiek kontaktów z Saakaszwilim, którego obarcza odpowiedzialnością za sprowokowanie tamtego konfliktu i uważa za zbrodniarza wojennego. Nowej ekipy u steru rządów w Tbilisi to oczywiście nie dotyczy, pojawiły się nawet sygnały o możliwym powrocie Gruzji do Wspólnoty Niepodległych Państw. Przedstawiciele Iwaniszwilego uznali jednak te pomysły za „niepoważne i absurdalne”. Nowy rząd nie zmieni strategicznego celu, jakim ma być integracja z Unią Europejską.
Piotr Falkowski, PAP