• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Dziś w „Naszym Dzienniku”

W „Naszym Dzienniku” znajduję prawdę

Sobota, 20 grudnia 2014 (01:00)

Z Romanem Urbańskim, z Bąku koło Kościerzyny, prenumeratorem „Naszego Dziennika”, rozmawia Karolina Goździewska

Od dawna prenumeruje Pan „Nasz Dziennik”?

– Ponad 5 lat.

Co skłoniło Pana do prenumeraty?

– 33 lata temu byłem internowany. Nie było wolności dla mnie, i to przez rok. Łatwo zrozumieć, dlaczego prawda mnie interesuje...

Za co został Pan internowany?

– Podobno anarchizowałem województwo gdańskie jako działacz związkowy. Spędziłem rok w Strzebielinku, gdzie obok w celi więziony był Lech Kaczyński.

Mieli Panowie ze sobą kontakt?

– Aresztowano nas 13 grudnia 1981 r., a cele otworzono dopiero w marcu 1982 roku. Nie mogliśmy się do tego czasu ze sobą kontaktować. Przez pierwsze dwa tygodnie wyprowadzano nas tylko na półgodziny spacer, przez pozostały czas byliśmy pod kluczem.

Ile osób było w celi?

– 16 osób. Prycze były piętrowe, metalowe.

A gdzie Pan działał w związkach?

– Byłem przewodniczącym „Solidarności” na kolejowej stacji towarowej Zajączkowo Tczewskie, a poza tym byłem członkiem Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” w 1980 roku. Prawda mnie zawsze interesowała i „Nasz Dziennik” jest codziennym pismem, gdzie tę prawdę można spotkać. Mam poglądy narodowe, polskie. Szanuję każdy naród, ale jestem dumny, że jestem Polakiem.

Od czego zaczyna Pan lekturę „Naszego Dziennika”?

– Od spraw polskich i komentarzy do bieżących wydarzeń.

Ma Pan w „Naszym Dzienniku” swoich ulubionych autorów?

– Na pewno wiersze Lecha Makowieckiego, artykuły Piotra Szubarczyka, teksty informacyjne też mnie interesują, ale najbardziej historia. Katolickie treści też, szczególnie z chęcią czytam homilie, których nie słyszałem w Telewizji Trwam.

Formacyjne teksty katolickie też Pan czyta?

– Nie na wszystko mi czas pozwala, bo angażuję się w wiele spraw. Gdy dzieje się coś złego, zabieram głos. Na przykład kiedy Telewizja Trwam miała problem z otrzymaniem miejsca na multipleksie, dwukrotnie pisałem w tej sprawie do prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska i szefa KRRiT Jana Dworaka.

Angażuje się Pan jeszcze w działalność „Solidarności”?

– Przyjaźnię się z Andrzejem i Joanną Gwiazdami, należałem do przyjaciół Anny Walentynowicz. Ania prowadziła sympozja „W trosce o Dom Ojczysty”, na które mnie zapraszała. My wyznajemy taką zasadę, niestety, że ta „Solidarność”, która jest, to nie jest ta pierwsza, choć ta pod kierownictwem Piotra Dudy wraca do najważniejszych spraw. „Solidarność”, która została reaktywowana w 1989 r., została powołana na podstawie złamania statutu. Statut pierwszej „Solidarności” mówił, że zmiany może dokonywać zjazd krajowy. Gdyby zwołano zjazd krajowy i wtedy zmieniono statut, nie mógłbym stawiać zarzutów. Natomiast gdy nie zwołano zjazdu krajowego i jakaś grupa zebrała się i poprawiła statut, to już nie była ta „Solidarność”. Ci ludzie, którzy złamali statut, sami się postawili poza „Solidarnością”. Pierwsza „Solidarność” nie była związana z partią ani z rządzącymi, a ta druga „Solidarność” tworzyła AWS i była zależna od rządu i partii, przestała pilnować spraw związkowych. Teraz Piotr Duda zaczyna to odkręcać.

Czym zajmował się Pan po internowaniu?

– W Zajączkowie byłem inspektorem BHP, potem przeniesiono mnie do Kościerzyny, ale nie dostałem żadnego zajęcia. Przez pół roku nic nie robiłem, to było upokarzające, bo musiałem przyjeżdżać do pracy.

Płacili Panu pensję?

– Najniższą, jaką mogli. Służby interesowały się mną do 1985 roku.

Potem znalazł Pan inną pracę?

– Do lipca 1990 roku pracowałem na stacji PKP w Kościerzynie, potem przez cztery lata byłem wójtem gminy Karsin, a następnie zostałem radnym.

Udziela się Pan społecznie?

– Czasami piszę protesty przeciwko łamaniu naszych praw, m.in. protestowałem przeciwko aresztowaniu dziennikarzy w PKW. Potraktowanie ich przypomina mi czasy stanu wojennego, kiedy nasze rodziny również długo nie wiedziały, co się z nami, aresztowanymi działaczami, stało.

Dziś najbardziej boli mnie obłuda i faryzeizm w życiu publicznym. Rok 2015 będzie rokiem świętego Jana Pawła II, uchwalił to Sejm pod patronatem marszałka Sejmu. Ten sam marszałek jako szef MSZ wydał pieniądze na promocję Polski bez krzyża na Giewoncie. Jak można zapomnieć słowa Jana Pawła II, który prosił nas, byśmy bronili krzyża – również tego na Giewoncie?

Dziękuję za rozmowę.

Karolina Goździewska