• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

To prawica przyciąga młodych

Wtorek, 9 października 2012 (06:04)

Z dr. Sergiuszem Trzeciakiem, wykładowcą marketingu politycznego w Collegium Civitas, autorem książki "Marketing polityczny w Internecie", rozmawia Anna Ambroziak

W najnowszym sondażu TNS Polska Prawo i Sprawiedliwość przegoniło Platformę Obywatelską. Poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego zadeklarowało 39 procent badanych, dla PO - 33 procent.

- To, na ile jest to trwała tendencja, będzie można powiedzieć dopiero wtedy, gdy pojawią się kolejne sondaże. Wtedy będzie można stwierdzić, czy jest to wzrost jednorazowy, czy też trwała tendencja. Z pewnością jednak taki jednorazowy sondaż jest dość czytelnym sygnałem, że strategia, która polega z jednej strony na utwardzaniu twardego elektoratu, a z drugiej na wyjściu poza ten elektorat poprzez organizowanie debat czy wysuwanie kandydatury prof. Glińskiego, okazuje się jak najbardziej skuteczna. Organizowanie debat ekonomicznych jest dobrym sposobem na zainteresowanie osób, które są zaciekawione merytoryczną stroną polityki i dla których tematem priorytetowym jest gospodarka. Ale jest też zaprzeczeniem pewnej wizji lansowanej przez Platformę Obywatelską, a mianowicie tej, że Prawo i Sprawiedliwość jest tylko i wyłącznie partią skoncentrowaną na tragedii smoleńskiej. Jeżeli PiS organizuje debaty ekonomiczne, to jest to wyraźny sygnał dla wyborców - i nie tylko dla elektoratu tradycyjnego partii Jarosława Kaczyńskiego, ale też dla tzw. elektoratu miękkiego oraz wyborców innych ugrupowań politycznych - że PiS nie zajmuje się tylko i wyłącznie kwestią smoleńską, ale potrafi także zorganizować dyskusję ekonomiczną. To jest sposób na to, by dotrzeć do wyborców niezdecydowanych. Patrząc na to z punktu widzenia marketingowego, możemy sformułować następującą konkluzję: każde ugrupowanie, które chce wygrać wybory, z jednej strony stawia na polityków, którzy docierają do elektoratu tradycyjnego - w przypadku PiS są to Antoni Macierewicz czy Anna Fotyga, którzy tenże elektorat utwierdzają - z drugiej musi pamiętać, że aby wygrać wybory, trzeba wyjść poza te stałe 20 procent i zastanowić się, w jaki sposób stworzyć ofertę, która będzie akceptowana przez ponad 40 procent wyborców. Że będzie w niej coś dla tzw. twardego elektoratu i dla elektoratu fluktuacyjnego.

Wiele wskazuje na to, że PiS to się właśnie udaje.

- Tyle że żelazny elektorat nie jest dany raz na zawsze. Każde ugrupowanie musi walczyć o jego utrzymanie. W przeciwnym razie można go stracić - np. gdy pojawi się jakaś alternatywa w postaci ugrupowania bardziej radykalnego. To nie dotyczy oczywiście tylko PiS, ale każdej partii politycznej. Gdyby PiS przesunęło się teraz bardziej w kierunku centrum, zostawiłoby pole dla Solidarnej Polski. Z punktu widzenia PiS musi być zachowana strategia bardziej poszerzania elektoratu niż przesuwania się w którąkolwiek stronę.

Taką partią eklektyczną stała się poniekąd Platforma Obywatelska. Znaleźli się w niej byli politycy zarówno PiS, jak i SLD.

- Otóż to. Z jednej strony PO przyciągała ludzi kojarzonych z tzw. prawicą, np. Joannę Kluzik-Rostkowską, z drugiej - tych z lewicy. Po to, by nie stracić lewicowego elektoratu, do Platformy przeszedł m.in. Bartosz Arłukowicz. Cel: możliwie poszerzyć elektorat.

Strona rządząca wyraźnie obawia się poszerzenia wpływów PiS - stąd gremialny atak, bynajmniej nie merytoryczny, na propozycje tej partii dotyczące reform w kraju. Atak z wykorzystaniem niewybrednych chwytów typu naelektryzowane włosy uczestników debaty.

- Jak widać, media sobie tego smaczku nie odpuściły... Dla mnie jest to absolutnie zrozumiałe: gdy pojawia się taki, a nie inny sondaż, musi znaleźć się na niego odpowiedź. Jest to też pewna szansa dla PiS. Do tej pory mówiono, że partia ta co najwyżej goni Platformę w sondażach, ale nie może jej dogonić. Tymczasem okazało się, że - choć na razie w jednym sondażu - to nie tylko dogoniła, ale też przegoniła. Z drugiej strony taki sondaż mobilizuje środowiska przeciwne Prawu i Sprawiedliwości. Można się było spodziewać, że będzie na to reakcja.

I oto w tym tygodniu w Sejmie odbędzie się "drugie exposé" premiera Donalda Tuska.

- Nie spodziewałbym się reakcji tylko samego premiera. Z pewnością będą to też wystąpienia różnych polityków Platformy, którzy się zaktywizują. Ten sondaż TNS to impuls dla Platformy, że jeśli nie będzie po jej stronie pewnej mobilizacji, powstanie realne niebezpieczeństwo. Chciałbym w tym kontekście powiedzieć o czymś, o czym niestety mało się mówi. A mianowicie o symptomach politycznej zmiany pokoleniowej. Badania opinii publicznej wskazują, że bardzo obiecujące wyniki rysują się dla prawicy w przedziale wiekowym od 18 do 24 lat. Co przeczy obiegowym twierdzeniom, że to Platforma jest partią ludzi młodych. Rzeczywiście w tym przedziale od 25 do trzydziestu kilku lat ma ona mocną pozycję, ale wśród tych wyborców najmłodszych to prawica ma bardzo duże poparcie.

Prawica, czyli kto?

- Mam na myśli bardziej oscylowanie wokół pewnych wartości niż partii politycznych. Ale z tego tortu największy kawałek może zabrać z pewnością Prawo i Sprawiedliwość.

Z drugiej strony jest Ruch Palikota, na który też głosowali młodzi.

- Można to tłumaczyć tym, że młodzi ludzie mają większe skłonności do skrajnych poglądów, czy to z lewej, czy z prawej strony. Jednak w przypadku wzrostu poparcia ze strony młodych wyborców dla prawicy wskazywałbym na dużą aktywność środowisk prawicowych, przede wszystkim w internecie, który jest bardziej domeną młodego pokolenia. To jest coś, czego lewa strona raczej nie ma. Zdobyty elektorat nie jest jednak dany raz na zawsze. Młodych ludzi zagospodarują te środowiska, które nie tylko zaproponują atrakcyjną dla nich wizję, ale też wybiorą równie atrakcyjną formę komunikacji. Znacznie łatwej zdobyć wyborcę, który głosuje po raz pierwszy, i go utrzymać, niż dotrzeć do wyborcy, który stanowi elektorat innej partii, i przekonać go, by zmienił swoje preferencje polityczne.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak