• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

„Dziwne” zmiany definicji człowieka

Piątek, 19 grudnia 2014 (14:48)

Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł wczoraj: „Niezapłodniona ludzka komórka jajowa, która w drodze partenogenezy została pobudzona do podziału i rozwoju, nie stanowi »embrionu ludzkiego«”.

To stwierdzenie Trybunału prowokuje do refleksji, jako że ten sam Trybunał w 2011 roku uznał, że „niezapłodnioną ludzką komórkę jajową należy uznać za »embrion ludzki« w rozumieniu art. 6 ust. 2 lit. c) dyrektywy 98/44, o ile organizm ten może »zapoczątkować proces rozwoju jednostki ludzkiej« (wyrok Brüstle przeciwko Greenpeace EU:C:2011:66)”.

Rodzi się pytanie, co wpłynęło na zmianę stanowiska Trybunału i czy jest to zmiana uzasadniona merytorycznie.

W komentarzach prasowych informujących (na ogół entuzjastycznie) o tej zmianie stanowiska wskazuje się, że spowodowana ona była protestem niektórych uczonych, którzy uznali wówczas tę decyzję za zamach na badania medyczne w UE. 

Wskazuje się, że od pewnego czasu wiele osób pokłada nadzieję w badaniach z udziałem komórek macierzystych, widząc w nich szansę na wyleczenie wielu chorób, zwłaszcza zaś z hodowaniem tkanek czy narządów do przeszczepu.

Warto podkreślić, że konkretnym powodem do ponownego rozpatrzenia decyzji Trybunału był protest i pozew złożony przez International Stem Cell Corporation poprzez sąd patentowy Zjednoczonego Królestwa. Chodziło o odwołanie się spółki International Stem Cell Corporation od decyzji urzędu ds. własności intelektualnej Zjednoczonego Królestwa, który to urząd odmówił rejestracji dwóch krajowych patentów dotyczących partenogenezy.

Choć nie jest to podnoszone w bieżących komentarzach, warto zauważyć, że europejski Trybunał Sprawiedliwości zwrócił się o konsultacje do rządów poszczególnych państw. Rzeczpospolita Polska przedstawiła swoje stanowisko w tej sprawie poprzez Uwagi na piśmie z 9.10.2013 r. W tym bardzo interesującym dokumencie czytamy m.in.: „Zgodnie z aktualnie dostępną wiedzą niezapłodnione komórki jajowe, które zostały pobudzone na drodze partenogenezy do podziału i dalszego rozwoju, zapoczątkowują proces rozwoju jednostki ludzkiej, podobnie jak embrion powstały w wyniku zapłodnienia komórki jajowej. Komórki partenoty nie mogą różnicować się we wszystkie tkanki, są bowiem pluripotencjalne, a nie totipotencjalne. Z tego powodu na podstawie aktualnego stanu wiedzy przyjmuje się, że są one niezdolne do rozwinięcia w jednostki ludzkie. Niemniej jednak partenogenetycznie aktywowane oocyty na początku przechodzą takie same etapy rozwoju jak zapłodniona komórka jajowa” (nr 14). W kolejnym numerze eksperci konkludują: „Z biologicznego punktu widzenia niezapłodniona ludzka komórka jajowa, która została pobudzona do podziału i dalszego rozwoju w drodze partenogenezy, jest organizmem ludzkim”.

Warto zauważyć zatem, że po pierwsze, najogólniej ujmując istnieje w tej kwestii zasadniczy spór o status komórki jajowej poddanej partenogenezie. Trybunał unijny wycofał się – jak widać arbitralnie – bez szczegółowego dowodzenia z wcześniejszego stanowiska, odmawiając owej komórce jajowej statusu organizmu ludzkiego. Polskie orzeczenie, bazując na danych biologii, przyznaje taki status. Czym kieruje się Trybunał? Stwierdza: „Niezapłodniona ludzka komórka jajowa musi koniecznie mieć wrodzoną zdolność rozwinięcia się w jednostkę ludzką”. Czym jednak jest wrodzona zdolność rozwinięcia się w jednostkę ludzką? Czy takie określenie nie jest kolejną próbą wskazywania na kryterium „uczłowieczenia”, kryterium, które nie wynika z twardego opisu człowieczeństwa, ale z decyzji decydentów?

Warto jednocześnie zauważyć, że spór toczy się o dość szczególną stawkę. „Komórki partenoty nie mogą różnicować się we wszystkie tkanki, są bowiem pluripotencjalne, a nie totipotencjalne”. To oznacza, że te komórki nie są „wszystkomogące”, ale „prawie wszystkomogące”. Podobne właściwości mają komórki macierzyste pozyskiwane z krwi pępowinowej czy ze szpiku kostnego.

Dlaczego zatem ta walka? Wydaje się, że to kwestia właśnie owych patentów brytyjskiej firmy. To kwestia oczekiwanych ogromnych dochodów związanych z opatentowaniem metody. Sprawą ogólną jest to, czy w ogóle godzi się patentować to, co nie jest wynalazkiem w tradycyjnym znaczeniu, tworzenia rzeczy nowych, ale pozyskiwaniem istniejących mechanizmów biotechnologicznych. Kwestią bardziej zasadniczą jest pytanie o godziwość tej zdeterminowanej walki o patent, choć rzekomo w tym wszystkim chodzi o dobro pacjenta, nieuleczalnie chorego, cierpiącego itd.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr