• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Presja aborcjonistów zbiera żniwo

Czwartek, 18 grudnia 2014 (17:45)

Ordo Iuris zawiadamiło prokuraturę o podejrzeniu zabicia dziecka, które urodziło się żywe po przeprowadzonej aborcji. Ze względu na nadanie sprawie biegu w prokuraturze jest to sytuacja wyjątkowa. Jeżeli jednak chodzi o praktykę, to jest to tajemnica poliszynela, że w taki sposób postępuje się z dziećmi po aborcji. Do tej pory mieliśmy do czynienia z doniesieniami prasowymi, które były anonimowe. Ich autorzy powoływali się na tajemnicę dziennikarską i nie zdradzali, skąd pochodzą informacje. Teraz wiemy przynajmniej, że chodzi o szpital w określonym mieście, znany jest też czas zdarzenia. Mam nadzieję, że sprawa zostanie rzetelnie zbadana i że dobro dziecka będzie się liczyło bardziej niż utrzymanie za wszelką cenę dobrego imienia szpitala.

Aborcji nie przeprowadzają pojedynczy lekarze, robi to zespół złożony z pracowników różnego szczebla. Musieli być świadkowie tego wydarzenia. Apeluję do nich, żeby się odezwali. Warto też przypomnieć, że w 2006 r. było postępowanie zgłoszone przez Marię Binkiewicz. Prokuratura odmówiła postępowania w tej sprawie, a więc dano czytelne przyzwolenie na takie praktyki w szpitalach. Dziennikarzy „Życia Warszawy”, którzy opisali wtedy sprawę zostawiania abortowanych żywych dzieci na śmierć, zganiła Rada Etyki Mediów. Zdaniem Rady, temat był drastyczny i nie powinien być w dzienniku poruszany.

Jeśli doniesienia z Opola się potwierdzą, kolejny raz będzie dowód na to, co prolajferzy w Polsce wielokrotnie już mówili – że dokonuje się aborcji na dzieciach obciążonych wadami genetycznymi, w tym z zespołem Downa, że te aborcje przeprowadza się bardzo późno, bo w 6. miesiącu ciąży, że te dzieci potrafią przeżyć taką aborcję i że to zwykłe okrucieństwo.

Pracownicy służby zdrowia boją się mówić o tego typu przypadkach. Agata Rejman, położna ze Szpitala Pro-Familia w Rzeszowie, po tym, jak ujawniła fakt wykonywania aborcji na chorych dzieciach, była straszona przez swojego pracodawcę pozwem sądowym. Nie jest już pracownikiem Szpitala Pro-Familia, choć nie znamy szczegółów jej zwolnienia, bo te informacje nie zostały upublicznione.

Zmowa milczenia wokół aborcji eugenicznej wynika jednak także z tego, że osoby zaangażowane w ten proceder same bronią się przed prawdą o tym, co robią. Tak jest w wypadku kierownictwa Pro-Familii, które ciąga po sądach ludzi mówiących prawdę o tym, co dzieje się za murami tej placówki.

Cieszę się, że Ordo Iuris podjęło kroki, aby wyjaśnić sprawę  z Opola. To należy się opinii publicznej, ale także temu dziecku, które straciło życie przez nieludzkie prawo i presję aborcjonistów. Mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za pozostawienie małego pacjenta bez pomocy zostaną przykładnie ukarane.

Kaja Godek