Kuglarze i oszuści decydują o ochronie zdrowia
Środa, 17 grudnia 2014 (21:36)Ze Zdzisławem Szramikiem, wiceprzewodniczącym Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Od nowego roku w życie wchodzą pakiety: onkologiczny i kolejkowy, które w założeniu mają służyć pacjentom. Dlaczego środowisko lekarskie nie pozostawia na tych pomysłach suchej nitki?
– Pakiety onkologiczny i kolejkowy to kolejne ekipy rządzącej Polską oszustwo, które polega – jak zwykle – na pozorowaniu reform, pozorowaniu zmian. Natomiast prawda jest taka, że mamy do czynienia z próbą przesunięcia wąskiego gardła z jednego miejsca w drugie. Obiecuje się pacjentom gruszki na wierzbie, że będą leczeni bez kolejek, tzn. że nie będzie limitowania leczenia chorób nowotworowych, ale diagnostyka chorób de facto będzie limitowana. W tej roli sędziów czy też bramkarzy próbuje się postawić lekarzy, którzy mają odpowiadać finansowo, dyscyplinarnie za wszelkie „wykroczenia” przewidziane przez rygorystyczne przepisy. To powoduje, że de facto nie są to żadne zmiany. Jeżeli zakłada się normę wykrycia 1 nowotworu na 15 badań, to jest to zwykła przewrotność i złośliwość. Za urzędniczego biurka świat wygląda inaczej niż jest w rzeczywistości. Dlatego propozycje rządu uważamy za nieuczciwe, które w założeniu kolejny raz mają skierować na lekarzy całe odium nienawiści pacjentów za zły, niewydolny system ochrony zdrowia.
Chce Pan powiedzieć, że pakiety w rzeczywistości zagrażają bezpieczeństwu pacjentów?
– Cały system ochrony zdrowia w Polsce jest świadectwem nieudolności tego rządu i zagraża pacjentom, bo jest niewydolny. Natomiast to, co w tej chwili się robi, jest jedną wielką mistyfikacją. Usiłuje się zawoalować faktyczne przyczyny katastrofalnej sytuacji i scedować całą odpowiedzialność za ten stan rzeczy na lekarzy. To jest nieuczciwość, która jest wbudowana w ten system praktycznie od zawsze, a polega na tym, żeby tylko znaleźć innego winnego i na nim skupić uwagę społeczeństwa. Tak było w socjalizmie, kiedy wmawiano, że system jest dobry, tylko zawinił człowiek. Tu jest podobna zasada, a niekiedy także i ludzie, którzy w tamtym systemie pracowali i zdobywali doświadczenia sięgające swoimi korzeniami jeszcze do CzK albo SB i dziś ci sami ludzie bądź ich wychowankowie, pracując, przygotowują takie, a nie inne strategie. To ma na celu ukrycie prawdziwych niedoborów.
Cała onkologia sprowadza się do tego, żeby wykryć nowotwór, kiedy jest on jeszcze we wczesnej fazie, bo wtedy leczenie może być skuteczne. Jeżeli nowotwór jest we wczesnym stadium, to nie daje on typowych, oczywistych objawów, ale jest skąpoobjawowy albo wręcz bezobjawowy. Żeby znaleźć nowotwór w takim stadium, należy przesiać dużo ludzi nawet z niewielkim podejrzeniem choroby. Natomiast 1 na 15, jak ustala resort zdrowia, to nie jest norma dla medycyny. Owszem, to może być norma dla fabryki zabawek przy taśmie, a nie w odniesieniu do życia i zdrowia człowieka. Jeżeli tak będziemy podchodzić do sprawy, to lekarze nie będą mieli szans na realizację swojej misji. Jednak z drugiej strony jest to dla tego chorego systemu powód do obarczania lekarzy odpowiedzialnością, i o to tu chodzi.
Wraz z pakietem onkologicznym wprowadzony ma być pakiet kolejkowy…
– System ma obejmować całość świadczeń, gdzie poszczególne elementy mają ze sobą współdziałać. W tym wypadku kolejki spod gabinetów specjalistycznych przeniosą się pod gabinety lekarzy rodzinnych. „Słynna” zielona karta ma 7 stron do wypełnienia, czy wyobraża pan sobie, że lekarz, który pod drzwiami ma oczekujących w kolejce 50-60 osób, będzie ją wypełniał nawet pół godziny…? Przecież to wywoła niezadowolenie pacjentów. Do tego dochodzi presja na lekarza, bo pacjent może się buntować, bo niby dlaczego ktoś dostał taką kartę, a on nie. Na porządku będą pytania typu: panie doktorze, czy pan mi zagwarantuje, że ja nie mam nowotworu…? To jeszcze bardziej pogorszy relacje na linii pacjent – lekarz. Natomiast prawdziwi sprawcy tego całego zamieszania będą się cieszyć i zacierać tłuste łapki z radości, że kolejny raz udało im się skłócić pacjentów z lekarzami i przynajmniej na jakiś czas oddalić zainteresowanie od siebie.
W przyszłym roku zgodnie z zapowiedzią ministra Arłukowicza ma być więcej pieniędzy o ok. 800 milionów złotych na ochronę zdrowia?
– Problem jest w tym, że podaje się kwoty, które mają się nijak do rzeczywistości. Jeżeli mowa jest np. o podwyżce o 40 złotych na pacjenta, to większość ludzi zrozumie to, że jest to kwota miesięczna, tymczasem jest to kwota roczna, co daje niewiele ponad 3 złote miesięcznie. O jakiej zatem kwocie mówimy… Niezmiennie stoję na stanowisko, że Bartosz Arłukowicz to kuglarz i oszust, podobnie jak jego poprzedniczka i tutaj nic się nie zmieniło. Od lat mamy cały czas te same metody, może z jedną zmianą – większa jest tuba propagandowa. To wszystko sprawia, że ten pakietowy manewr się nie uda, bo udać się nie może, podobnie jak wszystkie poprzednie tricki typu wyciąganie królika z kapelusza, w czym Ministerstwo Zdrowia specjalizuje się od lat. Nie ma natomiast sensownych, rzetelnych reform, konkretnych działań, które ułatwiłyby czy poprawiłyby dostęp Polaków do świadczeń medycznych. Mamy za to ciągłe mieszanie tej samej herbaty, w której nie ma cukru.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zaapelował do premier Ewy Kopacz i ministra Bartosza Arłukowicza o wstrzymanie tzw. pakietu onkologicznego. Czy był jakiś odzew?
– Niestety nie. Przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Zresztą, prawdę mówiąc, nie spodziewam się żadnej merytorycznej odpowiedzi, bo rząd, a Ministerstwo Zdrowia w szczególności robią wszystko, żeby unikać konkretów. Dlatego w ramach tuby propagandowej mamy mnóstwo deklaracji, pustych słów i nic więcej. To wszystko przypomina balon pustych obietnic, który obawiam się, bardzo szybko pęknie.
Lekarze POZ mają czas do końca roku, by podpisać nowe umowy z NFZ, ale zapowiadają, że tego nie uczynią. Czy od 1 stycznia czeka nas paraliż w służbie zdrowia?
– Myślę, że aż tak źle nie będzie, bo nawet jeśli lekarze nie podpiszą umów, to gabinety będą czynne, natomiast lekarze będą wystawiać rachunki. Skończy się tak, że pacjenci będą musieli iść do Narodowego Funduszu Zdrowia po zwrot pieniędzy.
To może być niemały problem, czy jest jednak szansa na kompromis?
– Nie będę owijał w bawełnę i powiem uczciwie, że bardzo chciałbym, aby tego kompromisu nie było. Tych kompromisów mieliśmy już wiele i za każdym razem do niczego one nie prowadziły. Może już czas skończyć z tym wielkim oszustwem, może już czas, żeby skończyć z kuglarstwem, marnowaniem czasu i ludzkiego zdrowia. Może w końcu zróbmy coś dobrego. Polacy zasługują na to, aby w europejskim kraju, który mieni się krajem demokratycznym, był uczciwy, wydolny i dobry system ochrony zdrowia gwarantujący bezpieczeństwo zdrowotne obywatelom, a nie system oparty na oszustwie, kuglarstwie, gdzie wszystko działa na zasadzie: ratuj się kto może! Mam poważne obawy, że ewentualny kompromis byłby kolejną grą na czas, co ten rząd uprawia z lubością.
Czemu ma służyć ta gra na czas?
– W systemie ochrony zdrowia w Polsce brakuje, lekko licząc, ponad 20 miliardów złotych. Jeżeli sumę tę podzielimy przez 365 dni w roku, to otrzymamy kwotę pięćdziesięciu kilku milionów złotych dziennie. Zatem każdy dzień to czysta żywa gotówka, która poprzez gierki i uniki zostaje w kasie państwa, które w Konstytucji gwarantuje każdemu obywatelowi dostęp do świadczeń medycznych. Tymczasem mamy oszczędzanie kosztem życia i zdrowia pacjentów, którzy nic nie mogą poradzić, że żyją w tak rządzonym kraju. Takie działania mogą podejmować tylko ludzie całkowicie wyzuci z sumienia. Myślę, że to jest najważniejszy, a być może jedyny powód, dla którego w Polsce nie ma i przy takim podejściu jeszcze długo nie będzie dobrego systemu opieki zdrowotnej. Nie ma innego powodu, dla którego w centrum Europy funkcjonuje coś tak nielogicznego, niewydolnego i złego, na co wszyscy psioczą, a wydaje im się, że tak musi być. To tak jak za socjalizmu, gdzie musiała być przyjaźń polsko-radziecka, a dlaczego…?, bo tak… Proszę mi wierzyć, taka ocena nie wypływa z żadnej złośliwości z mojej strony, ale naprawdę nie widzę innego wytłumaczenia tych szkodliwych społecznie działań rządzących.
Wraz z początkiem nowego roku pacjentów czeka kolejna niespodzianka, żeby dostać się do okulisty czy dermatologa, konieczne będzie skierowanie. Jak ocenia Pan ten pomysł?
– Bez wątpienia wydłuży to kolejki pod drzwiami lekarzy rodzinnych. Oni już są na granicy wydolności, dlatego że ilość pacjentów, wobec których wykonują świadczenia, jest większa niż w krajach zachodnich. W Polsce lekarz rodzinny ma pod opieką 2,5 tysiąca, w wyjątkowych przypadkach 2 tysiące pacjentów, bo takie są wymogi NFZ. Natomiast na Zachodzie lekarze mają o połowę mniej pacjentów niż w Polsce. Jeżeli w życie wprowadzi się jeszcze skierowania do dermatologa czy okulisty plus zielone karty onkologiczne, to lekarze rodzinni będą mówiąc kolokwialnie, tak zawaleni pracą, że pozostanie im tylko biurokracja, a dla pacjenta nie będzie już czasu. To najlepiej świadczy, że obecna władza nie ma żadnego pomysłu, a jedynie gra na zwłokę, bo każdy dzień przynosi im profity.