Nasze dzieci, nasza decyzja
Środa, 17 grudnia 2014 (11:29)Z Piotrem Sarlejem, koordynatorem zbierania podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą „Rodzice chcą mieć wybór” w Tarnowie, rozmawia Marta Milczarska
Wielkim sukcesem możemy nazwać zebranie ponad 280 tys. podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą „Rodzice chcą mieć wybór”. Skąd – Pana zdaniem – taki efekt?
– Od tego młodego pokolenia zależy przyszłość Narodu, dlatego też w trosce o tę przyszłość musimy chronić najmłodsze dzieci i dbać o nie. Dzieci, szczególnie te najmłodsze, powinny mieć zagwarantowany jak najlepszy start związany z rozpoczęciem nauki w szkole. Ten doskonały wynik i blisko 300 tys. podpisów pod inicjatywą to wyraz ogromnej troski i podkreślenia, że rodzice powinni decydować o swoich dzieciach. To fundamentalna sprawa.
To już nie pierwsza akcja rodziców przeciwko reformie MEN wymuszającej na dzieciach sześcioletnich obowiązek szkolny...
– System oświaty wciąż doświadcza kolejnych zmian i reform. Niestety nie służą one dobru dzieci i młodzieży. Wszyscy widzimy, jakie skutki te reformy niosą. System edukacji dzieci i młodzieży powinien być stabilny, sprawdzony, a nie poddawany ciągłym politycznym decyzjom.
Przypomnę, że reforma mająca na celu objęcie obowiązkiem szkolnym sześciolatków była argumentowana przez Michała Boniego, ówczesnego ministra, tym, że dzieci muszą iść wcześniej do szkoły, aby wcześniej zaczęły pracę i odkładanie składek na nas, emerytów. To jest prawdziwy cel posłania tych małych dzieci do szkół? Dlaczego w takim razie na sztandarach ministerstwa widnieją piękne hasła dobra dzieci? Tak reforma nie ma nic wspólnego z dobrem dziecka.
MEN w swojej argumentacji wskazywało także na inne państwa, gdzie naukę w szkołach rozpoczynają coraz to młodsze dzieci?
– Może w innych krajach szkoły są przygotowane infrastrukturalnie na przyjęcie młodszych dzieci, niestety w Polsce szkoły są zupełnie na to niegotowe. Nasz projekt „Rodzice chcą mieć wybór” podejmuje także kwestię podniesienia standardów w szkołach, m.in. zapewnienia odpowiedniego transportu tych dzieci do szkoły. Co więcej, dlaczego mamy właśnie w tej kwestii brać przykład z krajów zachodnich, skoro nasz kraj, nasze dzieci nie są na takie zmiany przygotowane? Może lepiej wypracować własny system, niż bezmyślnie „ściągać” pomysły z innych krajów. To nie tylko szkodliwe dla tych dzieci, ale dla całego systemu oświaty.
Kto się pod tym projektem podpisywał? Z jakimi reakcjami się Pan spotkał?
– Śmiało mogę powiedzieć, że podpisywali się wszyscy. Zarówno przyszli rodzice, rodzice dzieci, które będą tą zmianą objęte, ale też rodzice dzieci starszych oraz dziadkowie. Nie spotkałem się z osobą, która pozytywnie oceniłaby działania MEN.
Wszyscy podkreślali jedno: rodzice muszą sami, bez jakiejkolwiek presji zdecydować, czy ich dziecko jest gotowe iść do szkoły. To rodzice muszą mieć najważniejszy głos w sprawie swoich dzieci. Do tej pory każde dziecko mogło wcześniej iść do szkoły, jeśli tak zdecydowali rodzice i my tej możliwości nie chcemy nikomu odebrać, ale tylko to rodzice muszą o tym zdecydować.