• Czwartek, 5 marca 2026

    imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

"CR7" nie do zdarcia

Poniedziałek, 8 października 2012 (12:23)

Miniony weekend był nie lada gratką dla kibiców sportowych. Każdy mógł bowiem znaleźć coś dla siebie, zaglądając na areny sportowe w Polsce, Europie czy w innych zakątkach świata.

Z całą pewnością do najważniejszych wydarzeń należało kolejne Gran Derbi w piłce nożnej, czyli spotkanie największych drużyn Hiszpanii FC Barcelony i Realu Madryt. Pomimo że mecz zakończył się remisem, piłkarze obu drużyn stworzyli wspaniałe widowisko. Na wyżyny swoich umiejętności wzniosły się największe gwiazdy obu drużyn, czyli Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Obaj strzelili po dwie bramki, zaś Portugalczyk zaskarbił sobie sympatię kibiców, niemal połowę drugiej części spotkania grając ze zwichniętym barkiem. Słynny „CR7” mimo tak ciężkiego urazu nie poprosił o zmianę, a do tego uratował jeszcze remis dla swojego klubu.

W czasie weekendu bardzo głośno było także o ewentualnym transferze zawodnika Realu do francuskiego PSG, które pod wodzą arabskich szejków skupuje największe gwiazdy niemal hurtowo. Ronaldo udowodnił jednak, że nawet jeśli coś jest na rzeczy, obecnie jest zawodnikiem grającym dla Madrytu i zostawia całe serce na boisku, aby wspomóc swoją drużynę.

Groźnej kontuzji doznała także podpora innej drużyny. Nie tak sławny jak Ronaldo, ale równie ważny dla swojej reprezentacji, czyli w tym wypadku dla Polski – Jakub Błaszczykowski. Kuba urazu doznał w 37. minucie spotkania jego Borussi Dortmund z Hannoverem. Pomocnik pechowo stanął na śliskiej murawie. Chwilę później złapał się za kostkę, a następnie opuścił boisko. Obecnie wiemy, że nasz kapitan nie będzie mógł zagrać ani w towarzyskim meczu z RPA, ani w arcyważnym spotkaniu eliminacji mistrzostw świata z Anglią. Błaszczykowski będzie pauzował 4-6 tygodni. Z całą pewnością jest to duża strata dla naszej piłkarskiej kadry.

Jeśli jesteśmy przy naszych reprezentacjach, to wypada w tym miejscu zauważyć, że udało nam się wziąć rewanż za Euro na Czechach. Pokonaliśmy bowiem naszych południowych sąsiadów aż 29 do 3, i to na ich terenie. Czy wspomniałem, że było to w rugby? Ach nie… W takim razie wspominam – w rugby.

Na krajowym podwórku rywalizację na najwyższym światowym poziomie mogą oglądać od soboty kibice siatkówki. Ruszyła bowiem Plus Liga. Stwierdzenia „poziom światowy” używam tu bez żadnej przesady czy przekory, ponieważ już od kilku lat drużyny z polskiej ligi nie tylko dostają się do międzynarodowych rozgrywek na najwyższym szczeblu, ale niejednokrotnie wiodą w nich prym. Zaś poziom nazwisk siatkarzy na co dzień zmagających się na naszych parkietach jest tylko niewiele gorszy od poziomu polskiej ligi żużlowej. Pierwsza kolejka Plus Ligi nie przyniosła niespodzianek. Faworyci wygrywali swoje mecze. Wszystko wskazuje na to, że Skra, Resovia i Jastrzębski Węgiel znów będą grały pierwsze skrzypce. Zobaczymy, komu uda się pokrzyżować ich plany.

Sporo emocji w miniony weekend przeżywali także fani sportów motorowych. Odbyło się bowiem Grand Prix Japonii Formuły 1 na torze Suzuka. Była to jednak rozrywka zarezerwowana jedynie dla rannych ptaszków, ze względu na różnicę czasową. Na japońskim torze królował obecny mistrz świata Sebastian Vettel. Niemiec był bezkonkurencyjny przez cały weekend. Bezproblemowo wygrał kwalifikacje i nie miał sobie równych w całym wyścigu. Było to drugie z rzędu zwycięstwo Vettela, po zakończonym dwa tygodnie temu GP Singapuru. Podium uzupełnili: Brazylijczyk Felipe Massa (po raz pierwszy od dwóch lat znalazł się w tym gronie) oraz Japończyk Kamui Kobayashi. Było to jego pierwsze podium w karierze, ale tym bardziej cenne, iż odniesione przed własną publicznością.

W padoku F1 cały czas huczy także od plotek transferowych. Po przenosinach Lewisa Hamiltona do Mercedesa oraz Sergio Pereza na miejsce Brytyjczyka do Mclarena wciąż pozostaje kilka miejsc w innych zespołach do obsadzenia. W tym kontekście wciąż wymienia się także Roberta Kubicę. Polak w tym samym czasie uczestniczył w kolejnym swoim rajdzie. Tym razem wziął udział w małym włoskim rajdzie Ronde dell`alta Val Tidone. Kubica jechał jednak z numerem 0 i nie był klasyfikowany. Był więc to kolejny szczebel na drodze w rehabilitacji polskiego kierowcy. Tym razem był to jednak spory skok do przodu, ponieważ poprowadził on renault clio S1600, w którym drążek zmiany biegów umiejscowiony jest klasycznie. Czy Robert zdąży przywrócić sprawność łokcia pozwalającą mu na poprowadzenie bolidu F1? Wciąż czekamy.

Łukasz Sianożęcki