• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Motywy terrorysty z Sydney

Poniedziałek, 15 grudnia 2014 (19:47)

„Gazeta Wyborcza” nie wie, jakimi motywami kierował się islamski terrorysta, który zaatakował cywilów w Sydney. Nie dowie się już, ponieważ został zabity podczas akcji uwalniania zakładników.

Cóż, dociekliwość „Gazety Wyborczej” kończy się tam, gdzie trzeba skrytykować islam, a rozwija do granic absurdu, gdy trzeba uderzyć w Kościół katolicki. Wówczas obiektywni i w pełni niezależni (a jakże) reporterzy śledczy „Wyborczej” popadają w twórczą płodność, bazując na swoich fantasmagoriach, projekcjach, lękach, uprzedzeniach i fobiach.

Oto obwieszonemu ładunkami wybuchowymi terroryście w kawiarni w Sydney, nakazującemu zakładnikom pod groźbą śmierci trzymanie islamskich flag przy oknach lokalu, „Wyborcza” nie jest w stanie przypisać jakichkolwiek motywów.

Tytuł na gazeta.pl cały dzień elektryzował czytelników: „Nie wiadomo jakie są jego motywy”.

Nie po raz pierwszy „Wyborcza” wykazuje się bezradnym profesjonalizmem dziennikarskim. Spieszę poinformować dzielną redakcję na Czerskiej, jakie to bodźce sprawiły, że doszło w Sydney do takiego wydarzenia.

Motywy są następujące: bandyta jest islamistą, a religijna ideologia, w którą wierzy, nakazuje mu zabijać w imię Allaha, terroryzować, zastraszać i wywoływać panikę wśród bezbronnych ofiar. Niezależnie od tego czy działa w Iraku, Syrii, Nigerii, Kenii, Australii czy Wielkiej Brytanii.

I jeśli po długich dekadach rozwijania się islamskiego terroryzmu, redakcja na Czerskiej nie ma pojęcia ani o tym zjawisku, ani o toczącej się wojnie na świecie, to albo nie wyszła jeszcze z redakcyjnych pieluch, albo odgrywa pożytecznego idiotę. W to, że socjalliberalni dziennikarze nie wiedzą, jakie motywy kierują zamachowcem z Sydney oczywiście nie wierzę. Podobnie, jak w dobre serce i troskę o los mniejszości religijnych w Iraku.

„Wyborcza” poświęciła ostatnio artykuł na temat prześladowań jazydów w Iraku. Po 11 latach, czyli od momentu okupacji Iraku przez Stany Zjednoczone w celu eksploracji i eksploatacji ropy naftowej (czytaj: w celu niesienia demokracji uciskanym Irakijczykom), dotarło do niej, że istnieje problem prześladowań i łamania praw człowieka w tym kraju.

Nie interesował jej do tej pory los 1,4 mln chrześcijan z Babilonii, którzy musieli opuścić swoje domy, będąc po drodze eksterminowani, masakrowani, gwałceni, ograbiani, wypędzani, porywani, okaleczani, bombardowani, rozstrzeliwani. Czy „Wyborcza” poświęciła jeden (chociaż jeden) artykuł od 2003 roku na temat zamordowanych i porwanych biskupów katolickich, umęczonych kapłanów katolickich w Iraku? Nie. Z chrześcijańskiej populacji, która żyła tam przed islamem pozostało dziś zaledwie 100 tys. wyznawców Chrystusa. Dopiero tragedia małej wspólnota jazydów została dostrzeżona przez bystrych reporterów „Wyborczej”. Nie bagatelizuję traumy jazydów, ale domagam się prawdy i sprawiedliwości (chociaż w tym konkretnym przypadku to akurat głos wołającego na puszczy).

Zanim ich kobiety (i dzieci) stały się niewolnicami seksualnymi dżihadystów, ten los spotkał najpierw chrześcijan. O tym „Wyborcza” nie wspomniała przez 11 lat ani razu.

Teraz do tego wszystkiego odgrywa zadziwionych kosmitów, którzy przybyli pierwszy raz na ziemię i zastanawiają się nad motywami dżihadysty, chociaż o zagrożeniu terrorystycznym atakiem w Australii jest głośno od dawna.

Poprawność polityczna, nienawiść do chrześcijaństwa i chrześcijan ze strony lewaków i libertynów kneblują usta prawdzie. Dlatego mainstream nadal będzie milczał, gdy fanatycy islamscy będą zabijać chrześcijan.

Dr Tomasz M. Korczyński