Kowalczyk odpocznie od Pucharu
Poniedziałek, 15 grudnia 2014 (17:08)
Justyna Kowalczyk w tym roku w biegach zaliczanych do klasyfikacji Pucharu Świata już nie wystartuje, a czy powinniśmy się obawiać o jej formę i przyszłość? Troszkę najwyżej.
Rozpoczęty przed kilku tygodniami sezon nie jest dla naszej mistrzyni udany. Nie jest, choć aż trzykrotnie stawała na starcie swej koronnej konkurencji, czyli 10 km stylem klasycznym. W minionych latach była jej absolutną władczynią, dominatorką, która na tym dystansie wygrywała, z kim chciała i jak chciała. Teraz jednak nie dość, że ani razu nie zwyciężyła, to jeszcze ani razu nie udało się jej wskoczyć na podium. Dla zawodniczki tej klasy i z takimi ambicjami z pewnością było to ogromne rozczarowanie. W innych biegach było jeszcze gorzej, a dwa sprinty łyżwą, w których odpadła już w eliminacjach, pozostawiły ogromny niesmak. Zgadza się, to nie jest jej konkurencja, Kowalczyk jej nie lubi, ale miejsca na początku... szóstej dziesiątki nie przystoiły. Powód do niepokoju?
Tak i nie, na razie z przewagą „nie”. Pamiętajmy, co sama mówiła przed sezonem: że szczególnie na początku nie spodziewa się niczego rewelacyjnego, siły szykując na mistrzostwa świata. A konkretnie dwa biegi techniką klasyczną, na których będzie chciała powalczyć o medal. To jej główne cele, obecnie chyba jedyne, bo trudno się spodziewać, by wystrzeliła z formą na Tour de Ski (choć kto wie?). Przygotowania do sezonu rozpoczęła późno, borykała się z różnymi problemami, sportowymi i życiowymi, stąd - patrząc po ludzku - ma prawo do słabości. Przeżywała je każda biegaczka, każdą w jakimś momencie dopadał kryzys. Marit Bjoergen też nie zawsze wygrywała, też były czasy, gdy plasowała się na dalszych pozycjach. Problem, a raczej „problem” Kowalczyk polega na tym, że przyzwyczaiła do bycia na szczycie. Odkąd dołączyła do światowej czołówki, nie zeszła poniżej pewnego poziomu. Wygrywała, zdobywała Kryształowe Kule, sięgała po medale olimpijskie i mistrzostw globu. Nawet wtedy, gdy musiała rywalizować ze złamaną stopą. Teraz wreszcie dobra passa się skończyła, panią Justynę dopadł kryzys. Jest wyraźnie słabsza niż w ostatnich latach. „Jeszcze długa droga przede mną. Nic się nie stało. Umarłam po prostu. Dalej umieram. Nartki ok, trasa ok. Nogi tylko nie podają” – napisała na Facebooku po sobotnim biegu na 10 km klasykiem w Davos. To wtedy podjęła decyzję, że w tym roku w Pucharze Świata już nie wystartuje. 20 i 21 grudnia, ponownie w tym samym miejscu, odbędą się dwa biegi techniką dowolną – na 10 km i sprint. Polka, słusznie, uznała, że nie ma co się męczyć i frustrować. W tym czasie będzie w Hochfilzen, gdzie wystąpi w mniej prestiżowych zawodach Alpen Cup; kolejno techniką klasyczną w sprincie i na 10 km oraz na 10 km „łyżwą”. Czemu wybrała w ten sposób, a nie np. spokojne treningi? Bo dla niej najlepszym treningiem zawsze były starty. Do PŚ powróci na Tour de Ski. Czy silniejsza? Zobaczymy. Z takim kryzysem jak teraz nie borykała się nigdy, ale Kowalczyk jest sportowcem, który w swym życiu upadał już kilka razy i zawsze podnosił mocniejszy. Lepszy.
Piotr Skrobisz