• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Nietrafione wsparcie

Piątek, 12 grudnia 2014 (13:43)

Po 12 miesiącach realizacji programu Mieszkanie dla Młodych (MdM) można stwierdzić, że nie spełnia on funkcji, do których go powołano. W zamyśle miał on bowiem wspierać osoby do 35. roku życia w zakupie ich pierwszego mieszkania lub domu. Idea pomocy państwa w usamodzielnianiu się młodych ludzi jest niewątpliwie słuszna, jednak ustalone limity cenowe są niewspółmierne z rzeczywistością.

Do tej pory z programu MdM skorzystało ok. 12 tysięcy Polaków. Na jego realizację w bieżącym roku przewidziano 600 mln zł, jednak wykorzystano zaledwie 38 proc. kwoty. Już samo to wskazuje, że inicjatywa ta wymaga niezwłocznych zmian, aby stać się bardziej przystępną dla przeciętnego obywatela, a środki zaplanowane na ten cel mogły zostać w pełni wykorzystane.

Zbyt niskie limity cenowe zmuszają młodych ludzi do szukania mieszkań na peryferiach miast, gdzie koszty zakupu mieszkań pozwalają na skorzystanie z dofinansowania w ramach rządowego MdM. W konsekwencji przedmieścia wielkich miast puchną, natomiast ich centra pustoszeją. Odbija się to negatywnie na samorządach, które muszą ponosić dodatkowe wydatki związane chociażby z transportem, wywozem śmieci i doprowadzaniem sieci wodociągowych czy kanalizacyjnych.

Kolejnym minusem tego programu jest zakaz nabywania mieszkań na rynku wtórnym. Optowaliśmy za tym, żeby pozostawić dofinansowanie lokali z drugiego obiegu, tak jak to było w programie PiS. Wówczas mieszkania byłyby tańsze, mieściłyby się w obecnych limitach, a młodzi mieliby większe szanse na znalezienie dogodnej nieruchomości w centrum miasta. Niestety, ten pomysł nie uzyskał akceptacji większości parlamentarnej.

Proces „wypychania” młodych na peryferia jest zdecydowanie niekorzystny, dlatego jak najszybciej należy dokonać rewizji i nowelizacji programu MdM. W zupełności zgadzam się z deweloperami, którzy postulują podwyższenie limitów cenowych. Być może powinniśmy też wprowadzić dodatkowe formy wsparcia, np. kasy oszczędnościowo-mieszkaniowe, które są popularne na Węgrzech i w Czechach. 

Gabriela Masłowska