Za kilka lat pacjenci mogą zostać bez opieki
Środa, 10 grudnia 2014 (21:01)Z Lucyną Dargiewicz, przewodniczącą Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych podjął uchwałę o rozpoczęciu przygotowań do wszczęcia sporów zbiorowych w całym kraju. Skąd taka decyzja?
– Problemy dotyczące naszej grupy zawodowej nabrzmiewają od lat. Normy zatrudnienia i płace są problemem ciągłym. Kolejne pisma, z jakimi zwracamy się do Ministerstwa Zdrowia, pozostają bez odpowiedzi. Dzisiaj w Polsce pielęgniarka zarabia 2 tysiące złotych na rękę, a bywa, że i mniej, np. 1600 złotych. To sprawia, że młode dziewczyny nie są zainteresowane podjęciem zawodu pielęgniarki czy położnej. Część naszych koleżanek, które przepracowały już lata w ochronie zdrowia, w poszukiwaniu godnych zarobków wyjeżdża do pracy zagranicę. Znam osoby, które po 30 latach przepracowanych w Polsce uczą się języków z zamiarem wyjazdu do innych krajów, bo jak mówią, tam za tę samą pracę zarobią co najmniej trzy razy tyle co w Polsce, gdzie będą w stanie utrzymać swoje rodziny, spłacić kredyty czy wykształcić dzieci. Problemy, dyskryminowanie naszej grupy zawodowej nabrzmiały do tego stopnia, że przybierają taki, a nie inny obrót.
Przed nami strajk pielęgniarek?
– Nie jest to wykluczone. Zarząd Krajowy OZZPiP podjął uchwałę o wejściu w spory zbiorowe z pracodawcami na terenie całego kraju. Został powołany siedmioosobowy zespół, który ma wypracować nasze propozycje oraz przygotować ewentualne formy protestu. Na dzień dzisiejszy nie umiem powiedzieć, czy i jak to będzie wyglądało. Wszystko zależeć będzie także od okoliczności, bo w tej chwili jesteśmy w sytuacji, że poszczególne zakładowe i międzyzakładowe organizacje związkowe wchodzą w spory zbiorowe z dyrekcjami swoich zakładów. Przyczyną tych sporów od strony związku są płace i warunki pracy. W Polsce mamy dzisiaj sytuację, kiedy jednej pielęgniarce powierza się 20-30 chorych. W takiej sytuacji jest niemożliwe, żeby pielęgniarka, która posiada wiedzę i doświadczenie, mogła je wykorzystać w sposób zadowalający dla pacjentów. W szpitalach nie leżą zdrowi ludzie, ale chorzy, którzy potrzebują pomocy. Jak w tej sytuacji ma się zachować pielęgniarka, jak ma wybrać, którego pacjenta obsłużyć pierwszego i w ogóle dlaczego musi takie decyzje podejmować? Państwo ma obowiązek zagwarantować pomoc każdemu pacjentowi, do tego potrzebni są ludzie, w tym wypadku pielęgniarki, których brakuje.
Istnieje ryzyko, że pacjenci pozostaną bez opieki?
– Przybywa nam zadań, natomiast nasze zarobki stoją w miejscu. W systemie ochrony zdrowia w Polsce zatrudnionych jest 2 proc. osób w wieku 21-25 lat, w związku z czym za kilka lat pielęgniarstwo w naszym kraju upadnie. Nasze starsze koleżanki odejdą na emerytury, bo średnia wieku w środowisku pielęgniarskim jest wysoka. Proszę pamiętać, że w systemie ochrony zdrowia pracują pielęgniarki, które są w wieku blisko 50 lat, po 50. roku życia, przed 60, a nawet takie, których wiek przekracza 60 lat. Te osoby wkrótce odejdą z zawodu i na dobrą sprawę nie ma komu przekazać pałeczki w tej pokoleniowej sztafecie, bo młode dziewczyny nie są zainteresowane pracą pielęgniarki. System kształcenia pielęgniarek obejmuje studia wyższe, kursy kwalifikacyjne, specjalizacje i tak wykształcone dziewczyny zarabiają 1600 złotych. Czy to normalne…? Nic zatem dziwnego, że emigrują. Szpitale w Wielkiej Brytanii są gotowe zatrudnić polskie pielęgniarki nawet bez znajomości języka, bo rodowite Angielki wyjechały do Stanów Zjednoczonych. Zainteresowanie ze strony naszych dziewczyn jest duże z uwagi na niskie płace w Polsce.
Jaka jest reakcja ze strony resortu zdrowia?
– Odkąd piastuję funkcję przewodniczącej, prosiłam ministra Bartosza Arłukowicza o rozmowę w celu wyjaśnienia tych spraw, ale ze strony resortu i ministra nie ma zainteresowania tym problemem. Ministerstwo Zdrowia widać wie lepiej, co jest bardziej korzystne dla pacjentów i realizuje swoje własne pomysły typu Pakiet onkologiczny czy chociażby plan nadania pielęgniarkom uprawnień do wypisywania recept. Przy czym chcę zaznaczyć, że jeżeli chodzi o recepty, to nie jesteśmy temu przeciwne, bo np. w Stanach Zjednoczonych pielęgniarki wypisują recepty z tym, że trzeba tam mieć odpowiednie do tego kwalifikacje, z czym wiąże się również odpowiednia gratyfikacja. W Skandynawii, gdzie na tysiąc mieszańców przypada 16 pielęgniarek, można z tej grupy wydzielić osoby, które będą wypisywać recepty, bo mają na to więcej czasu. Natomiast w Polsce, gdzie na tysiąc mieszkańców przypada 5,4 pielęgniarki, a są także dane mówiące, że nawet 3,8. W tej sytuacji powstaje pytanie, kiedy polska pielęgniarka ma wypisywać te recepty. Dodajmy też, że wypisywanie recept wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Lekarze w Podstawowej Opiece Zdrowotnej za nieprawidłowo czy błędnie wypisaną receptę płacą kary, a przecież wiedzą, jak się to robi, tyle tylko, że lista leków refundowanych jest tak płynna, że ciężko nadążyć za zmianami zwłaszcza przy dużej ilości pacjentów. Pytanie brzmi: jak przy natłoku zajęć mają sobie z tym poradzić pielęgniarki? Przy takim obciążeniu obowiązkami pielęgniarki boją się iść do pracy i chcę dodać, że dotyczy to także osób doświadczonych. Wczoraj byłam w Rabce na spotkaniu z pielęgniarkami pracującymi w uzdrowiskach, a są to osoby doskonale przygotowane do pracy, wykształcone, z długim stażem pracy i one także obawiają się o swoją przyszłość. Zatem już niedługo może być tak, że nie będzie się miał, kto opiekować i pielęgnować chorych. Dopóki będą pielęgniarki, to jako pacjenci możemy się czuć w miarę bezpiecznie. Kiedy ich zabraknie, będzie kłopot, bo cóż z tego, że np. chirurg będzie specjalistą światowej klasy i zoperuje człowieka, kiedy nie będzie miał kto poprowadzić jego pielęgnacji, która jest tak samo istotna jak ręce specjalisty.
Założenia ustawy zgodnie, z którą od 2016 r. pielęgniarki mają uczestniczyć w wypisywaniu recept, były konsultowane ze środowiskiem...
– Założenia tej ustawy zostały negatywnie ocenione przez związki zawodowe. Ta ocena nie wynika z tego, że uchylamy się od wypisywania recept, ale dlatego, że jest za mało pielęgniarek i dokładanie nam dodatkowych zadań bez rekompensaty finansowej jest nie w porządku. Przecież to wszystko wiąże się z dodatkowymi szkoleniami, tymczasem nie przewidziano żadnych środków na ten cel. Dochodzą do nas głosy, że pielęgniarki w zakresie wypisywania recept mają być szkolone przez lekarzy rodzinnych. W takim układzie proszę mi wskazać czas, który poza udzielaniem porad pacjentom ma jeszcze znaleźć lekarz rodzinny na takie szkolenia. No chyba że będzie to taka sama fikcja jak chociażby przy szkoleniach lekarzy w przypadku pacjentów onkologicznych, gdzie po godzinie ma on być gotowy do rozpoznania określonych stanów chorobowych. Z tego wynika kolejny problem dotyczący odpowiedzialności pielęgniarki, której do obowiązków obok pielęgnacji pacjentów dojdą jeszcze recepty. Inna sprawa, że za tą odpowiedzialnością nie idzie żadna gratyfikacja finansowa.
Lekarze poprzez strajki wywalczyli sobie podwyżki. A pielęgniarki, mimo iż też protestowały, niestety nie. Z czego to wynika? Środowisku pielęgniarek brak konsekwencji?
– Dajemy się ogrywać przez rząd, ale wszystko do czasu. Weźmy też pod uwagę, że lekarze to w większości mężczyźni, ludzie twardzi, którzy potrafią być zdecydowani. Postawili się i otrzymali to, co chcieli, a więc zarobki na poziomie europejskim. Natomiast pielęgniarki to w większości kobiety, które są nastawione i kształcone pod kątem opieki nad pacjentami. Ogrywane są, bo są wrażliwe, często też kierują się sercem i współczuciem. W wielu wypadkach dyrektorzy wykorzystują to, argumentując, że podwyżki dla naszej grupy zawodowej doprowadzą do upadku szpitala. Wtedy roszczenia odchodzą na dalszy plan, do głosu dochodzi rozsądek, zwycięża troska o innych. Jednak wszystko ma swoje granice, wszystko do czasu. Przychodzi taki moment, że człowiek ma już dość. Jeżeli pielęgniarka w wieku 50 lat jest na tyle zdesperowana, że uczy się języka, żeby wyjechać za chlebem zagranicę, to oznacza, że sięgnęliśmy dna. Myślę, że dłużej nie będzie już tolerancji dla działań tego rządu.