Radwańska: Wszystko dla szlema
Wtorek, 9 grudnia 2014 (16:25)Nawiązanie przez Agnieszkę Radwańską współpracy z Martiną Navratilovą jest obecnie tematem numer jeden w tenisowym świecie. Mówią o niej i komentują ją duże nazwiska tego sportu, a sama Polka liczy, że z Amerykanką czeskiego pochodzenia w sztabie szkoleniowym wygra turniej Wielkiego Szlema.
O tym, że do Radwańskiej dołączy jakaś sława tenisa, mówiło się od kilkunastu dni. Najczęściej padało w tym kontekście nazwisko Szwajcarki Martiny Hingis, spekulowano także o Belgijce Justine Henin czy Szwedzie Matsie Wilanderze. Polka chciała zmian, bo chciała coś w swojej grze i swoim podejściu do sportu skorygować. Nie dało się bowiem nie zauważyć, że w ostatnim czasie osiągnęła pewną stagnację, czyli zatrzymała się w miejscu. Z jednej strony było to korzystne, bo utrzymała pozycję w ścisłej czołówce światowego rankingu, z drugiej nie robiła widocznych postępów, a co gorsze notowała na swym koncie zastraszająco dużo porażek z teoretycznie o wiele słabszymi rywalkami. Sama dostrzegła zatem, że jeśli coś nie drgnie, z jej karierą mogą zacząć dziać się rzeczy nieciekawe. Stąd pomysł z trenerem-doradcą. Doradcą, bo krakowianka nie miała zamiaru zmieniać obecnego kształtu sztabu szkoleniowego, a co za tym idzie „szefa”, Tomasza Wiktorowskiego, ani pozostałych jego członków.
Po kilku dniach niepewności ogłosiła, że podejmie współpracę z Navratilovą. W tenisowym świecie zawrzało, bo to legenda tego sportu. Urodzona w Czechosłowacji, posiadająca amerykański paszport i od pewnego czasu reprezentująca ten kraj była zawodniczka jest bowiem jedną z najbardziej utytułowanych tenisistek w historii. Wygrała 167 turniejów singlowych, w tym 18 zaliczanych do Wielkiego Szlema. Do tego trzeba dodać liczne sukcesy w deblu i mikście. Karierę zakończyła w wieku 50 lat, a choć grała tak długo, to wcale nie odcinała kuponów od sławy. Przez 332 tygodnie była liderką światowego rankingu. To cyfry imponujące. Radwańska wierzy, że doświadczenie i wiedza Navratilovej pomogą jej spełnić marzenie o zwycięstwie w imprezie wielkoszlemowej.
– Pochodzimy z tej samej części świata i mamy podobne podejście do tenisa i życia, co na pewno pozytywnie wpłynie na naszą relację. Moim celem jest triumf w Wielkim Szlemie i wierzę, że posiadanie w sztabie kogoś takiego jak Martina uczyni to bardziej realnym – powiedziała Radwańska.
Entuzjastycznie do pomysłu podeszła również Navratilova. – Jestem bardzo podekscytowana pracą z Agnieszką i jej teamem. Powinna być z tego dobra zabawa – przyznała.
Na czym będzie polegała ta współpraca? Pierwszym trenerem Radwańskiej pozostanie Wiktorowski, tu się nic nie zmieni. Pod jego okiem krakowianka już rozpoczęła zresztą przygotowania do nowego sezonu, na razie w rodzinnym mieście. Navratilova ma jej towarzyszyć przez kilkanaście tygodni w roku, podczas większych turniejów, a na pewno wszystkich wielkoszlemowych. Amerykanka czeskiego pochodzenia będzie pełniła rolę autorytetu i doradcy, kogoś, z kim Radwańska będzie konsultowała zagadnienia techniczno-taktyczne, a nawet kalendarz startów, choć akurat w tej materii zawodniczki za wiele do powiedzenia nie mają, bo spełniają odgórne zalecenia federacji.
Nie wiadomo, jak będą wyglądały finansowe aspekty współpracy. Na pewno Radwańska będzie opłacać Navratilovej hotele i przeloty, ale czy panie umówią się na odgórne wynagrodzenie, czy premię od wyników, być może pozostanie ich tajemnicą. Trudno się spodziewać, by Navratilova swe usługi wyceniała „promocyjnie”, jednak Radwańską stać na zatrudnienie drogiego trenera. W minionym sezonie na korcie zarobiła przeszło 2,7 miliona dolarów, a do tego doszły lukratywne kontrakty sponsorskie.
Gwarancji, że z Navratilovą w sztabie Agnieszka odniesie oczekiwane sukcesy, nie ma, ale w historii tenisa jest wiele przykładów owocnej współpracy aktualnych z byłymi sławami tego sportu. Nie szukając daleko, słynny Czech Ivan Lendl wygrał French Open pod okiem Wojciecha Fibaka. Teraz, jako jeden z pierwszych, dobrego wyboru Radwańskiej pogratulował Andy Murray. Szkot, gdy przestało mu się na korcie wieść tak, jakby tego chciał, rozpoczął treningi z Francuzką Amelie Mauresmo.
Piotr Skrobisz