Grunt to dobra zabawa
Wtorek, 9 grudnia 2014 (14:08)Druga co do ważności osoba w państwie polskim, marszałek Sejmu RP Radosław Sikorski udał się na zimową wyprawę do Finlandii, aby wyprosić prezenty dla swoich zacnych kolegów z partii i rządu, czyli tych, którzy na prezenty od św. Mikołaja zasłużyli godną i zacną postawą patriotyczną w budowie lepszego kraju, pełnego pomyślności i szczęśliwości. Mikołaj z Finlandii był dla władz III RP hojny, prawie tak hojny jak swego czasu dziadek mróz dla prominentnych działaczy PRL.
Kiedy Sikorski stwierdził: – Chciałbym poprosić św. Mikołaja o bogate prezenty dla wszystkich tych, którzy na to zasłużyli, zapewne pomyślał w pierwszej chwili o sobie. Jest w końcu tą osobą, która na prezenty zasłużyła najbardziej.
Długie wyjazdy, drogie wina, kąsanie przekąsek po tajnych restauracjach z podsłuchami były najprawdopodobniej rozłożonymi na raty prezentami przedświątecznymi. Mikołaj zapewnił go, że „to da się zrobić” i od razu wykazał, kto na prezenty nie zasłużył. Pan Tadeusz Iwiński z SLD nie otrzymał nawet krzesełka, żeby móc przysiąść się do wspólnej fotografii delegacji polskiej z Mikołajem. Stał z tyłu. Nieświęty Nikolaus z lewicowo-liberalnej Finlandii uznał, że SLD nie zasłużył w tym roku nawet na zydel. Czyżby wynik złego wyniku wyborczego?
Wracając do Sikorskiego. Ta nonszalancja i dobry humor marszałkowski mogą być tylko zasłoną dymną. Przyzwyczajony do dalekich wojaży zagranicznych i krajowych marszałek Sikorski został przyłapany przez jeden z tygodników na rozpasaniu (który to już raz?) i teraz gromadzą się nad nim czarne chmury. Marszałek miał pobrać 80 tys. zł zwrotu kosztów przejazdów samochodem prywatnym w celach służbowych. Dotyczy to okresu, gdy Sikorski pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych. Rzeczniczka Sikorskiego podsumowała te doniesienia jako insynuację, sam zaś Sikorski dzielnie bronił się w Finlandii, mówiąc, że wykorzystywał jedną trzecią limitu kilometrowego przysługującego mu na podróże krajowe. Cokolwiek to znaczy, jest niewinny.
Akurat ta wpadka jest może najmniej istotnym problemem. Skandali z jego udziałem znalazłoby się więcej. Niemniej, im więcej kompromitacji z nim związanych, tym krótsze dni Sikorskiego w PO. Sztab ludzi od wizerunku już dawno przeprowadził szereg badań opinii publicznej, żeby sprawdzić, czy samodzielny i niezależny Sikorski jest w stanie być poważną konkurencją na rynku politycznym, szczególnie w wyścigu o fotel prezydenta. Wyszło, że nie jest groźny.
Przeciwników i konkurentów w PO jest sporo. Jego pozycja po ucieczce Tuska do Brukseli jest jeszcze gorsza. Protektor daleko, a przy tym zdrada Tuska, który nie wywalczył dla niego funkcji MSZ w Unii Europejskiej wzniosła między nimi mur, raczej nie do przeskoczenia.
Jego pozycja słabnie więc z tygodnia na tydzień, a jego wizerunek jest już na tyle skompromitowany, że zaczyna być dla PO poważnym balastem. Odsunięcie go na boczny tor prawie już się powiodło. Jako marszałek nie radzi sobie na tej funkcji, za ciasno mu tu, nie może brylować, i przy tym niewiele ma realnej władzy, cóż mu więc pozostaje?
Robienie z siebie dalej cyrku objazdowego, tym razem w Finlandii, głupkowate uśmieszki przed kamerami, przybieranie dobrej miny do naprawdę złej gry i czekanie na zatonięcie i koniec, ostateczny koniec kariery politycznej.
Myślę, że Sikorski się z tym liczy. Na biednego nie trafiło. Doskonale sobie poradzi na emeryturze politycznej. Media mainstreamowe już tak mają, że nawet jeśli ktoś z dawien dawna nie piastuje funkcji państwowych, to i tak dociera do studia na Wiertniczej, pod warunkiem że będzie krytykować opozycję, a chwalić władzę. Jak ktoś ma parcie na szkło, to jest w stanie się dostosować do tych prostych reguł.
Szereg wyblakłych gwiazd reżimu ciągle straszy Polaków z telewizorów i odbiorników radiowych (patrz: Urban).
Nie tylko. Ostatnio postraszył nas nawet skompromitowany Sienkiewicz, a Giertych i Marcinkiewicz to stałe gwiazdy show. Dla Sikorskiego jako komentatora też się znajdzie miejsce w tym worku bez dna, ale powiedzmy to sobie szczerze, worka położonego na samym dnie upadku.
Dr Tomasz M. Korczyński