• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Kowalczyk u... źródeł

Niedziela, 7 grudnia 2014 (17:46)

Dzisiejszy start w biegu na 10 km stylem klasycznym Justyna Kowalczyk określiła mianem „powrotu do źródeł”. Miejsce dziesiąte humoru jej nie popsuło, wręcz przeciwnie, raczej dodało energii przed kolejnymi występami.

Dziwne? Dla wielu pewnie tak, bo Kowalczyk jest absolutną mistrzynią stylu klasycznego, a na dystansie 10 km przez lata wygrywała z rywalkami, jak chciała i za każdym razem. W tym sezonie w Kuusamo już jednak przegrała, plasując się na czwartej pozycji, a dziś w Lillehammer wypadła jeszcze słabiej. Trzeba jednak pamiętać, że niedzielny bieg kończył odbywający się w tym norweskim mieście minicykl, a zawodniczki ruszały do niego z zachowaniem różnic czasowych wypracowanych w dwóch wcześniejszych startach, Kowalczyk, która z wielu powodów nie znajduje się w optymalnej formie, do czołówki traciła wiele, było zatem jasne, że o najwyższe lokaty nie powalczy. Byliśmy jednak ciekawi, jak się spisze, a to, co pokazała, mogło napełnić optymizmem.

Krótko mówiąc: Polka wystartowała z 30. miejsca. Do pierwszej, reprezentantki gospodarzy Marit Bjoergen traciła przeszło półtorej minuty. Pobiegła dobrze, a nawet bardzo dobrze. Co chwilę mijała kolejne rywalki, by ostatecznie uplasować się na 10. pozycji. Mogła być ciut wyżej, gdyby w końcówce nie zabrakło jej sił. Łącznie uzyskała czwarty czas, gorszy o 1,20 min od najszybszej, Norweżki Therese Johaug. Co to znaczy? Na razie nic, nic niepokojącego, o czym może świadczyć dobry humor naszej biegaczki. Swój występ na jednym z portali społeczościowych skomentowała tak: – Dzisiaj mały powrót do źródeł. Już zapomniałam, jak to jest startować z tak dalekim numerem. Był i salon gigant pod górę i napalstwo w czystej postaci. Zapomniałam też, jak wiele takie harce energii kosztują. Lubię taką Justynę, nawet jak na końcówce zdycha – przyznała.

Kowalczyk nie jest obecnie w specjalnie wysokiej formie, ale nie miała być. Rzadko sezon zaczynała z wysokiego „c”, a teraz wszystko, co najlepsze, szykuje na mistrzostwa świata w Falun. To impreza, której chce się poświęcić w całości. Nawet po sobotnim biegu na 5 km „łyżwą”, kiedy to okazała się słabsza od m.in. Sylwii Jaśkowiec i Eweliny Marcisz, podkreśliła, iż jest pewna, że do najważniejszych zawodów sezonu się wyrobi.

Na razie zatem nie ma co się niepokoić, można tylko podziwiać Norweżki, które z Pucharu Świata uczyniły mistrzostwa swego kraju. W piątek, sobotę i niedzielę zajmowały wszystkie miejsca na podium, a dziś w czołowej siódemce znalazło się ich sześć. W zasadzie na powrót Kowalczyk do wielkiej formy czekamy nie tylko my, bo i reszta narciarskiego świata, widząc w Polce jedyną, która może powstrzymać norweskie dominatorki.

Piotr Skrobisz