• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Spotykamy się, by dawać świadectwo

Niedziela, 7 grudnia 2014 (17:23)

Wypowiedzi uczestników Stowarzyszenia Międzynarodowy Rajd Katyński, którzy brali udział w opłatku w Warszawie-Aninie. 

 

Tomasz Ostrowski z Warszawy: Spotkania opłatkowe to nasza rajdowa tradycja. Co roku przed świętami Bożego Narodzenia spotykamy się na opłatku. Składamy sobie życzenia, ale rozmawiamy też o planach na przyszły rok, wspólnie śpiewamy kolędy. To jest rodzaj rodzinnego spotkania. Nawet jeżeli któregoś roku ktoś na Rajd nie pojedzie, to jednak zawsze znajduje czas, aby spotkać się na opłatku. Czasami spotykamy się właśnie tylko na opłatku, bo w ciągu roku nie ma okazji, jesteśmy przecież z całej Polski. Przyjeżdżamy także na rozpoczęcia sezonu motocyklowego. Staram się dzieciom przekazywać te wartości, które z żoną zdobywamy na spotkaniach rajdowców i które pielęgnujemy. Przyjechałem na opłatek wraz żoną i dwojgiem dzieci. Wyjeżdżaliśmy z żoną na rajdy jeszcze jako narzeczeni.

 

Anna Ostrowska z Warszawy: Jeszcze gdy byliśmy narzeczeństwem, mąż wciągnął mnie w Rajd Katyński aż do tego stopnia, że zostałam członkiem zarządu Rajdu. Zanim urodziły się dzieci, jeździłam na Rajdy, obecnie mam dwoje małych dzieci, ale staramy się przynajmniej odprowadzić i przyprowadzić Rajd Katyński na fragmencie trasy. Teraz jest czas, aby bardziej skupić się na rodzinie. Mamy małżeństwa rajdowe, przybywa też dzieci, więc idea Rajdu Katyńskiego będzie wiecznie młoda, ale istotne dla niej z tego względu są takie spotkania jak to opłatkowe.

 

Dominika Gardzińska z Warszawy: Miałam taki warunek z mężem, że jeśli chce mnie zabrać na Rajd, to musi się oświadczyć. I w końcu na Rajdzie odbyła się nasza podróż poślubna. Do ślubu jechaliśmy motocyklem, którym później mój mąż jechał w Rajdzie. Jestem też kierowcą. Byliśmy razem w Kazachstanie, w Armenii, w Gruzji, na beatyfikacji Jana Pawła II, wszystko na motocyklach. Na opłatkowym spotkaniu możemy podzielić się naszymi przeżyciami z wypraw i wejść w atmosferę świąt Bożego Narodzenia.

Pragnę podziękować „Naszemu Dziennikowi”, który ogłaszał przed Rajdem Katyńskim, że zbieramy dary dla Kresowian. Byłam w tym roku odpowiedzialna za zbieranie darów dla Polaków na Wschodzie. Odzew Czytelników „Naszego Dziennika” był wielki. Dziękujemy bardzo.

 

Elżbieta Waliś z Julianowa pod Warszawą: W ubiegłym roku przejechałam Rajd Katyński jako pasażer motocykla, walcząc z własną słabością. Jechałam w intencji mojej przyjaciółki, która walczyła z ciężką chorobą, aby przełamała swój strach i podjęła walkę. Dziękuję zawsze Panu Bogu, że pozwolił mi spotkać ludzi z Rajdu Katyńskiego. Ponieważ zafascynowała mnie cała idea Rajdu Katyńskiego, to zgodziłam się, aby mąż zrobił prawo jazdy na motocykl i razem z nim przejechałam całą trasę Rajdu.

Mąż stwierdził, że podziwia moją wytrwałość, bo podobno trudniej jest być pasażerem niż kierowcą motocykla. Żeby jechać jako pasażer, trzeba lubić się z tym, kto motocykl prowadzi, trzeba też mieć o czym myśleć na trasie. Większość czasu spędziłam na motocyklu, odmawiając i rozważając Różaniec. Modliłam się, aby Pan Bóg otulił wszystkich cierpiących. Od trzech lat jesteśmy z mężem bardzo blisko związani z Rajdem i pomagamy, na ile to możliwe. Jestem szczęśliwa, że mogłam spotkać tak wspaniałych ludzi na trasie.

Były to ogromne rekolekcje życia dzięki ludziom, których spotkałam na Kresach, szczególnie dzięki pani Helenie z Bogdanowa, która prowadzi sierociniec, a właściwie rodzinny dom dziecka i całe życie poświęciła dzieciom. Opiekuje się też staruszkami ze wsi, prowadzi wśród ludzi katechezę oraz scholę. Mówi, że wiara pomaga zmagać się jej z codziennymi trudnościami. Wszyscy podziwiają panią Helenę za jej oddanie, a ona odpowiada: „Przecież na moim miejscu zrobilibyście to samo”. Panią Helenę stać na to, żeby poświęcić siebie dla drugiego człowieka. Dlatego wyjazd na Rajd był dla mnie rekolekcjami.

Zaowocował tym, że postanowiliśmy z mężem i z przyjaciółmi zorganizować zbiórkę darów i pojechać do Heleny w grudniu na spotkanie opłatkowe. Helena i dzieci zawsze na nas czekają. W ubiegłym roku byliśmy u Heleny postawić jej płot, a w planie jest pobudowanie dla niej kurnika, aby mogła hodować kury, żeby łatwiej jej było utrzymać gromadkę dzieci. Te wzorce, które nam przekazuje Helena, motywują nas do tego, aby o nią zawalczyć oraz o byt tych sierot, którymi się opiekuje. My i tak musimy włożyć mniejszy wysiłek w pomoc niż Helena, która na co dzień boryka się z różnymi problemami.

W 2012 roku miałam dramatyczny wypadek samochodowy. Wiedziałam, że zginę, gdyż stał przede mną samochód ciężarowy, a TIR nas nie widział, jechał rozpędzony i wiedziałam, że mnie „rozprasuje” na ciężarówce. Zdążyłam powiedzieć z serca: „Panie Boże, dziękuję Ci za każdą minutę swojego życia”. Samochodu po wypadku nie było, a ja wyszłam ze swojego fotela, który został, sama o własnych siłach. Lekarze z pogotowia, gdy zobaczyli z daleka samochód, to wyjęli z karetki czarny worek, bo byli przekonani, że pasażerowie ponieśli śmierć. Wiem, że po ludzku nie miałam prawa wyjść cało z tego wypadku. Poczułam nagle spokój, błogość i szczęście, bo czułam wszędzie obecność Boga. Poczułam, że nie należy się bać śmierci. Poczułam też, że darowane mi zostało po raz drugi życie, bo Pan Bóg czegoś ode mnie chce. Dlatego pragnę w Rajdzie Katyńskim nieść ludziom Pana Boga i radość. W ten sposób „zadośćuczyniam” za dar życia. Nie mogłabym więc opuścić rajdowego opłatka. 

Leszek Rysak z Warszawy: Co czuję, gdy widzę, że tak gromadnie zbieramy się na opłatku jako motocykliści Rajdu Katyńskiego z rodzinami oraz przyjaciółmi? Czuję radość ze spotkania, bo to jest tak, że mamy motocyklistów, którzy razem spędzają trochę czasu nie tylko na Rajdzie. W czasie wyprawy nasza więź jest naznaczona zaufaniem, zaufanie jest czymś bardzo głębokim, bo to jest zawierzenie komuś życia i zdrowia. Gdy jeździmy w grupie, to każdy błąd może się źle skończyć. Z drugiej strony, jeżeli cokolwiek się dzieje, to trzeba sobie pomóc. Na tym między innymi polega nie „przejechanie” Rajdu Katyńskiego, tylko „doświadczenie” Rajdu Katyńskiego. Nasz opłatek to nie jest tylko spotkanie towarzyskie, ono jest naznaczone świadectwem. Z drugiej strony dobrze jest mieć świadomość, że w momencie, gdy rzuci się jakąś iskrę, to ona płonie. Wśród rajdowców jest pewna inspiracja do spotkania się i przyniesienia swego serca, przyniesienia siebie dla innych.

Każdy daje siebie, bo dla każdego jest tu miejsce, więc nie ma problemu z tym, że ktoś czuje się wyobcowany. Spotykamy się też na Mszy Świętej za Ojczyznę w każdą pierwszą niedzielę miesiąca poza sezonem. To jest więź, czasami ktoś stara się nam „przykleić łatki” polityczne sympatii czy antypatii, natomiast my działamy zgodnie z mottem, które nosimy w sercach, które pokazujemy światu na naszych kamizelkach motocyklowych, kiedy mówimy „Kocham Polskę” i zachęcamy i zapraszamy do tego grona kochających Ojczyznę. Mamy zawsze spotkanie opłatkowe wczesne, bo tak to wynika z kalendarza przygotowań do świąt i uwzględniania obowiązków rodzinnych, natomiast jest to też nasze pogłębienie Adwentu.

Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz