Gdy prokurator pokpiwa z rodzin
Sobota, 6 października 2012 (06:13)Chodzi mi o ujawnienie dokumentów z okazania ciała mojej babci, tak żeby prawnicy mogli je ocenić. Ja je już widziałem - zaznacza Piotr Walentynowicz, wnuk legendy "Solidarności". W ten sposób odniósł się do słów prokuratora generalnego, który zapowiedział udostępnienie mu tego protokołu.
- Zabiegałem o to, żeby prokurator generalny odtajnił tę dokumentację, skoro i tak z nią biegał po Sejmie, tak aby każdy prawnik, który ma potrzebę i powody, mógł się z nią zapoznać - stwierdza Piotr Walentynowicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
- Skoro prokuratura nie widzi powodu do wszczynania śledztwa w sprawie zamiany ciał, być może inni prawnicy znajdą to, czego prokuratura nie dostrzega - dodaje.
Prokurator generalny Andrzej Seremet powiedział wczoraj, że prokuratorzy udostępnią wnukowi Anny Walentynowicz protokół okazania ciała jego babci.
- Jeżeli Piotr Walentynowicz wezwał mnie publicznie do tego, bym udostępnił protokół okazania ciała jego babki, to ja spełnię to w ten sposób, że prokuratorzy, którzy nałożyli klauzulę "zastrzeżone" na ten protokół, udostępnią go Piotrowi Walentynowiczowi. Chodzi o protokół okazania ciała, którego dokonywał Janusz Walentynowicz. Ciekawość pana Piotra zostanie zaspokojona - powiedział Seremet w Radiu Zet.
W ocenie prokuratora generalnego, gdy Piotr Walentynowicz "obejrzy ten protokół, zapozna się z innymi materiałami, będzie mógł zrewidować swoje stanowisko".
- To pokazuje, że pan Seremet nie jest zorientowany w sprawie, ponieważ ja dokumenty te widziałem, razem z moim ojcem i z mec. Stefanem Hamburą byliśmy w prokuraturze i zapoznaliśmy się z nimi - zaznacza Walentynowicz.
- W prokuraturze jest mój podpis, który to poświadcza, więc wypowiedź prokuratora dowodzi tylko, że pan Seremet nie wie, o czym mówi. Albo oni mają dokumenty, których nam nie raczyli udostępnić? Może mówimy o jakichś innych dokumentach? - zastanawia się Walentynowicz. Podkreśla przy tym, że chętnie zapozna się z dokumentacją.
- Ale ja bardzo chętnie się zapoznam ze wszystkimi dokumentami, które mi pan Seremet przedstawi, pod warunkiem że będzie to w obecności mojego ojca i pełnomocnika Hambury - zastrzega Walentynowicz.
Seremet powtórzył swoje wcześniejsze stwierdzenia, jakoby to rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej, które zostały ostatnio ekshumowane, były odpowiedzialne za błędną identyfikację ciał w Moskwie. - Rozpoznanie było nietrafne i nie mogło być trafne. Osoba, której okazano ciało, stwierdziła, że to jest jego matka, bo rozpoznaje ją po wyglądzie podbródka, nosa i innych cechach twarzy. Badanie DNA (...) wskazywało, że ciało jego matki takich cech nie zawierało, bo ich nie mogło zawierać - mówił Seremet.
- Ten dokument nie został w pełni sporządzony rzetelnie - twierdzi Walentynowicz, który nie zgadza się z obarczaniem jego ojca za błędną identyfikację. Jak podkreśla, "nie może być tu mowy o błędzie". - Blizny pooperacyjne, które wskazał mój ojciec, świadczą, że o pomyłce nie ma mowy, ponieważ pani Teresa Walewska-Przyjałkowska nie posiadała tych blizn - wskazuje.
W połowie września prokuratura przeprowadziła w Gdańsku i Warszawie ekshumacje dwóch ofiar katastrofy smoleńskiej. Jedną z nich była Anna Walentynowicz, drugą - Teresa Walewska-Przyjałkowska. Powodem ekshumacji były wątpliwości, czy ciała te nie zostały ze sobą zamienione. Badania genetyczne jednoznacznie potwierdziły, że do tego doszło.
Zenon Baranowski