Spiskowa teoria Putina
Piątek, 5 grudnia 2014 (02:10)Rosja ma się bronić przed spiskiem swoich odwiecznych wrogów – to kluczowe przesłanie dorocznego orędzia prezydenta Władimira Putina.
Rosja ma się bronić przed spiskiem swoich odwiecznych wrogów – to kluczowe przesłanie dorocznego orędzia prezydenta Władimira Putina.
Głowy państwa słuchało na Kremlu około tysiąca osób: członkowie rządu, parlamentarzyści, najważniejsi urzędnicy i prezesi sądów, przedstawiciele regionów, wyznań religijnych oraz organizacji społecznych i mediów.
Putin zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji Rosji, a wręcz uczynił z tego przewodni temat wystąpienia. Rok akcji Krymu (czyli „zjednoczenia Krymu z ojczyzną”) był – zdaniem prezydenta – „decydujący” dla przyszłego losu Rosji. Kraj spotkały „doświadczenia, które może wziąć na ramiona tylko naród dojrzały, zwarty, z naprawdę suwerennym i silnym państwem”, lecz „Rosja udowodniła, że jest w stanie chronić rodaków i bronić prawdy i sprawiedliwości”.
Zagraniczny obserwator, nieprzyzwyczajony do propagandowej narracji Rosjan, może być zszokowany taką frazeologią przywódcy państwa, które dokonało agresji na swojego sąsiada. On już dawno wie, że na Ukrainie dokonał się krwawy przewrót inspirowany przez zły Zachód, głównie Stany Zjednoczone, w Kijowie rządzi faszystowski reżim, a rosyjskojęzyczni mieszkańcy „wschodu i południa” kraju są prześladowani, gdyż nie zgadzają się na poniżenie i bezprawie.
Rosjanie mają już dawno za sobą także lekcję o „w pełni praworządnym” powrocie Krymu do macierzy w drodze demokratycznego referendum i decyzji parlamentu. Putin mógł więc skrócić wywody prawnicze na rzecz wizji historycznej. Krym to zatem nie tylko „terytorium strategicznie ważne”, ale przede wszystkim „duchowe źródło formowania różnorodnej, ale jednolitej ruskiej nacji i zcentralizowanego rosyjskiego państwa”, gdyż to na Krymie miał miejsce wiekopomny chrzest świętego księcia Włodzimierza (w988r.), „a przez to całej Rusi”.
„Racja Rosji”
Dużo miejsca w przemówieniu zajęła oczywiście Ukraina. Zdaniem Putina, państwo to źle wyszło na „przewrocie” – jest wojna i kryzys, a Zachód wcale Ukraińcom nie pomaga, „a i sam rząd w Kijowie nie spieszy się, żeby rozwiązywać problemy obywateli”. Putin stwierdził wręcz, że to Rosja najbardziej pomaga Ukrainie (przez kredyty, inwestycje w sektor bankowy). Rosja podobno wcale nie przeciwstawia się integracji Ukrainy z UE, ale błędem Unii było to, że nikt w Brukseli nie chciał słuchać argumentów Rosji dotyczących warunków stowarzyszenia. Rzecz w tym, że właśnie w wyniku trójstronnych (unijno-ukraińsko-rosyjskich) uzgodnień zdecydowano o odłożeniu wejścia w życie części postanowień układu o rok, co zresztą Putin sam przyznał, ale jako argument na rzecz tego, że „Rosja miała od początku całkowicie rację”.
Przyczyna tej sytuacji, zdaniem rosyjskiego przywódcy, leży w braku suwerenności państw europejskich, w tym sąsiadów Rosji (można łatwo zgadnąć, o jakie chodzi). – Nie wiadomo już, z kim lepiej rozmawiać, czy z rządami pewnych państw, czy bezpośrednio z ich amerykańskimi patronami i sponsorami – ironizował gospodarz Kremla. Różnych antyamerykańskich akcentów było więcej. USA są winne wyścigowi zbrojeń, a teraz niszczą światowy ład, budując tarczę antyrakietową.
– Jeżeli dla szeregu państw europejskich narodowa duma jest dawno zapomnianym pojęciem, a suwerenność uznają za zbyt wielką przyjemność, to dla Rosji realna suwerenność państwowa jest absolutnie koniecznym warunkiem istnienia – zapewnił. I na tę suwerenność niech nikt nie śmie nastawać: – Powinny to zrozumieć inne mocarstwa. Wszyscy uczestnicy życia międzynarodowego powinni to zrozumieć – grzmiał Putin. I przypieczętował to zapewnieniem, że „zpozycji siły z Rosją rozmawiać jest bez sensu”.
Prawo jest po naszej stronie
Jakby przewrotnie to nie brzmiało, w przemówieniu znalazły się wezwania do przestrzegania prawa międzynarodowego, rozwiązania problemów na drodze dialogu, a nie przemocy i działań wojskowych. –Trzeba z szacunkiem odnosić się do zgodnych z prawem interesów wszystkich członków międzynarodowej społeczności. I wtedy nie trzeba będzie nikogo straszyć ani rzekomą izolacją, ani sankcjami, które są oczywiście szkodliwe, ale szkodliwe dla wszystkich, w tym dla tych, którzy je zainicjowali –oznajmił rosyjski prezydent.
Putin stwierdził, że przyczyną sankcji nie jest wcale „różnica poglądów w sprawie Ukrainy”, gdyż i bez tego „USA i ich sojusznicy znaleźliby jakiś powód, żeby zatrzymać wzrost możliwości Rosji, wpływać na nie, a jeszcze lepiej wykorzystywać do swoich celów”. Jest polityka „zaplanowana nie od wczoraj, od dziesięcioleci, jeśli nie stuleci”. Zawsze gdy „ktoś uzna, że Rosja staje się zbyt silna i samodzielna, to te narzędzia są włączane”.
Odpowiedzią na wrogą kampanię Zachodu ma być także analogiczna odpowiedź propagandowa, „mówienie światu prawdy” i prostowanie „fałszywego obrazu Rosji”. Państwo ma się tak obronić przez „samoizolacją, ksenofobią, podejrzliwością i szukaniem wrogów”…
Oczywiście program obrony kraju zakłada też jego wzmocnienie we wszystkich sferach. Po pierwsze, następuje konsolidacja: od nowego roku Unia Celna z Białorusią, Kazachstanem i Armenią staje się związkiem polityczno-gospodarczym o nazwie Unia Euroazjatycka wzorowana na Unii Europejskiej.
Sama rosyjska gospodarka ma być reformowana według zasad dość liberalnych. Putin, przynajmniej werbalnie, stawia na ograniczenie kontroli i regulacji, ułatwienia dla biznesu, obniżkę podatków, zapowiada specjalne zachęty ułatwiające rozwój gospodarczy Krymu.
Na odpływ zagranicznych inwestycji i ucieczkę kapitału odpowiedzią ma być finansowa amnestia. Państwo nie będzie pytać o pochodzenie majątku, który Rosjanie przywiozą z zagranicy, czyli nawet jeśli został zdobyty wcześniej w Rosji na drodze przestępczej lub z ominięciem opodatkowania. Celem reform gospodarczych ma być wzrost niezależności ekonomicznej Rosji, uniezależnienie od zagranicznych technologii i produktów. Bankowi centralnemu zaś poleca dalszą walkę ze spekulantami, którzy są rzekomo winni spadkowi wartości rubla. Putin nie wspomniał nawet o spadku cen ropy naftowej, co jest głównym źródłem problemów budżetowych, ani o problematyce energetycznej, gdyż chyba w tych kwestiach, po wymuszonej przez UE rezygnacji z projektu South Stream, nie miał czym się pochwalić.
Piotr Falkowski