Kowalczyk w Lillehammer
Czwartek, 4 grudnia 2014 (18:17)Justyna Kowalczyk od kilku dni jest już w Lillehammer, gdzie jutro rozpocznie rywalizację w minicyklu, na który złożą się trzy starty zaliczane do Pucharu Świata w biegach narciarskich. Ma o co walczyć, bo może zdobyć bardzo dużo punktów do klasyfikacji generalnej cyklu.
Sezon rozpoczął się w miniony weekend w Kuusamo. W inauguracyjnym sprincie Kowalczyk zajęła siódme miejsce, choć gdyby nie nieszczęśliwy upadek w półfinale, mogła nawet zwyciężyć, bo tak dobrze się prezentowała. Dzień później była czwarta w swej koronnej i ulubionej konkurencji, biegu na 10 km techniką klasyczną. Do tego dnia mogła pochwalić się wspaniałą serią dziesięciu wygranych na tym dystansie, jednak kolejnej nie dołożyła. Wielką klasą pokazała natomiast Therese Johaug.
Norweżka nie tylko zwyciężyła, ale uczyniła to w stylu absolutnie genialnym, wręcz nokautując rywalki. W jej ojczyźnie ten sukces wywołał prawdziwą euforię, sama zawodniczka przyznała, że to był „bieg życia”, ale niemal wszyscy byli zgodni, że pokazała w nim absolutne maksimum – czyli lepiej już nie pobiegnie, przynajmniej w najbliższej przyszłości.
Teraz pucharowa kawalkada przeniosła się do Lillehammer, gdzie Johaug i jej rodaczka Marit Bjoergen czują się jak w domu. Norweżki będą oczywiście faworytkami rywalizacji przed własną publicznością i nawet nie wyobrażają sobie, aby mogły dopuścić kogoś innego do tortu, który chcą podzielić między sobą. Jutro w tym miejscu odbędzie się sprint techniką dowolną, w sobotę bieg na 5 km „łyżwą”, a w niedzielę kolejny w sezonie bieg na 10 km stylem klasycznym. Czyli ta ulubiona konkurencja Kowalczyk, w której wyzwanie rzuciła jej Johaug. Wszystkie te trzy biegi złożą się na minicykl, za który będzie można otrzymać bardzo wiele punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Zwycięstwa w poszczególnych startach będą nagradzane 50 „oczkami”, a triumf w całej imprezie dodatkowymi 200. Jest zatem o co walczyć i o co się bić, bo wygrany może zdecydowanie odskoczyć konkurencji, i to już na samym początku sezonu.
Jakie szanse ma Kowalczyk? Polka, z wyjątkiem poprzedniego, nigdy nie rozpoczynała sezonu z wysokiego „c”. Teraz ma być podobnie, czyli po spokojnym początku forma ma wzrastać z każdym tygodniem, aż do apogeum na mistrzostwach świata. Sama zawodniczka jest jednak zadowolona z tego, co prezentuje obecnie. – Myślałam, że przepaść będzie większa. Wyniszczone ciało to wyniszczone ciało. Nie da się przeskoczyć. Bolało, ale to dobra pozycja startowa – przyznała po zawodach w Kuusamo. Lillehammer lubi, bardzo ceni tamtejszych kibiców, których określa mianem specjalistów od biegów. Jutro i w sobotę na pewno nie będzie faworytką, styl dowolny nie jest jej ulubionym, a poza tym biegając na nim, cały czas odczuwa uciążliwe bóle piszczeli. Lepiej może i powinno być w niedzielę, ale trzeba pamiętać, że na trasę biegu na 10 km „klasykiem” zawodniczki ruszą z zaliczeniem różnic czasowych po dwóch wcześniejszych startach. Polkę prawdopodobnie czeka zatem ostry pościg, ale w tym pościgu nie stoi na straconej pozycji.
Warto też pamiętać, że właśnie w Lillehammer Kowalczyk odniosła jedno ze swych dwóch zwycięstw w Norwegii. W grudniu ubiegłego roku triumfowała na swym koronnym dystansie. Wcześniej w marcu w Drammen wygrała sprint, także stylem klasycznym.
Piotr Skrobisz