• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Dyżurni ruchu staną przed sądem

Czwartek, 4 grudnia 2014 (14:43)

Częstochowska prokuratura przesłała do sądu akt oskarżenia w sprawie katastrofy kolejowej pod Szczekocinami. W marcu 2012 r. w wyniku czołowego zderzenia dwóch pociągów zginęło tam 16 osób.

Za nieumyślne spowodowanie katastrofy odpowie dwoje dyżurnych ruchu z posterunków kolejowych Starzyny i Sprowa – Andrzej N. i Jolanta S., którzy według prokuratury doprowadzili do zderzenia pociągów, kierując je na ten sam tor. Grozi im kara do ośmiu lat więzienia.

– Akt oskarżenia został przesłany do Sądu Okręgowego w Częstochowie – poinformował rzecznik częstochowskiej prokuratury Tomasz Ozimek.

Do wypadku doszło 3 marca 2012 r. we wsi Chałupki pod Szczekocinami niedaleko Zawiercia – na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w kierunku Krakowa. Zderzyły się czołowo pociągi TLK „Brzechwa” z Przemyśla do Warszawy i Interregio „Jan Matejko” relacji Warszawa – Kraków. Pociąg Warszawa – Kraków wjechał na tor, po którym z naprzeciwka jechał pociąg Przemyśl – Warszawa.

Z kompleksowej opinii specjalistów z zakresu kolejnictwa wynika, że zawinili nie tylko dyżurni ruchu, ale też maszyniści obu pociągów, którzy zginęli w katastrofie. Postępowanie w tym zakresie zostało umorzone. W chwili zderzenia pociąg relacji Przemyśl – Warszawa jechał z prędkością 98 km/h, a pociąg Warszawa – Kraków z prędkością 40 km/h. Pierwszy ze składów rozpoczął hamowanie z prędkości 118 km/h w odległości 250 metrów od miejsca zderzenia, a pociąg relacji Warszawa – Kraków z prędkości 100 km/h w odległości 400 metrów od miejsca katastrofy.

W wyniku zderzenia pociągów śmierć poniosło 16 osób, w tym maszyniści pociągów, pomocnik maszynisty pociągu relacji Przemyśl – Warszawa i kierownik pociągu relacji Warszawa – Kraków. Ciężkie obrażenia ciała odniosło 7 pasażerów, a średni uszczerbek na zdrowiu 74 osoby. 76 pasażerów odniosło obrażenia, które zakwalifikowano jako lekkie.

Prokuratura ustaliła, że katastrofa skutkowała stratami materialnymi w wysokości ponad 19 mln zł. Na taką kwotę wyceniono wartość zniszczonych lokomotyw i wagonów, uszkodzonej nawierzchni torowej i sieci trakcyjnej.

Za nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, którego następstwem jest śmierć człowieka, dyżurnym grozi kara do 8 lat więzienia. Oboje odpowiedzą też za poświadczenie nieprawdy w dziennikach ruchu posterunków kolejowych. Wpisali w nich, że o 21.20 zostały zamknięte tory. Opierając się na analizie nagrań rozmów pomiędzy dyżurnymi, prokuratura przyjęła, że faktyczne zamknięcie torów nastąpiło dopiero o godz. 22.38. Jednocześnie Andrzej N. dokonał w dokumentacji kolejowej nieprawdziwego wpisu dotyczącego braku kontroli rozjazdu, uszkodzenia rozjazdu po przejeździe pociągu i sprawdzenia stanu rozjazdu „na gruncie”.

Przesłuchani w charakterze podejrzanego Andrzej N. i Jolanta S. nie przyznali się do zarzucanych im przestępstw i odmówili złożenia wyjaśnień. N. po katastrofie na kilka miesięcy trafił do szpitala psychiatrycznego. Stan jego zdrowia długo nie pozwalał na przesłuchanie. Według opinii zespołu biegłych psychiatrów i psychologa, dyżurny w chwili katastrofy był poczytalny. Oznacza to, że może odpowiadać karnie.

Na podstawie opinii biegłych ds. transportu szynowego ustalono, że stan techniczny lokomotyw i wagonów, jak również infrastruktury kolejowej, nie miał wpływu na zaistnienie i przebieg katastrofy.

RS, PAP