• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Nowe jednostki NATO w 2015 r.

Środa, 3 grudnia 2014 (18:41)

Państwa członkowskie NATO podjęły decyzję o utworzeniu tymczasowych sił natychmiastowego reagowania, tzw. szpicy. Rozpocznie ona funkcjonowanie w 2015 roku. Według założeń nowa jednostka ma w krótkim czasie być gotowa do podjęcia działań w dowolnym miejscu na świecie. 

Jednostki wchodzące w skład tzw. szpicy mają liczyć 4–5 tys. żołnierzy. Mają być utrzymywane w ciągłej gotowości. Konieczne więc będzie rozbudowanie infrastruktury, w tym także bazy sprzętu. Powstałe siły reagowania mają głównie tworzyć żołnierze Niemiec, Norwegii i Holandii.

W ocenie gen. Romana Polki, byłego dowódcy GROM i zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN), istnienie tego typu jednostek w ramach Sojuszu jest kluczowe dla zagwarantowania bezpieczeństwa i ładu międzynarodowego. Jednakże problem stanowi słaby poziom uzbrojenia poszczególnych armii Sojuszu.

– Takie siły są potrzebne, ale konieczne są też inne komponenty, a tych komponentów się nie zbuduje, jeżeli nie będzie woli politycznej poszczególnych państw. Problem polega na tym, że jedyny wiarygodny sojusznik w NATO to są Stany Zjednoczone, a pozostałe państwa w Sojuszu, szczególnie europejskie, od wielu lat się rozbrajają, podczas gdy Rosja od 2008 r. szczególnie mocno się zbroi – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl gen. Roman Polko.

Jak zauważa generał, za dotychczas stosowaną strategią „rozbrojenia” krajów NATO odpowiedzialne jest błędne zanalizowanie sytuacji międzynarodowej. – Za ograniczeniem potencjału militarnego NATO stała jakaś naiwna wiara w to, że nastała już epoka pokoju. To decydenci politycznie ograniczyli budżety i doprowadzili do zbiurokratyzowania struktur Sojuszu – stwierdził gen. Polko.

Tymczasem jak podaje jeden z dzienników, nowe jednostki NATO nie będą imponować liczebnością właśnie w związku z brakiem funduszy na odpowiednim poziomie. Europejskie państwa przez ostatnie 10 lat zredukowały wydatki na zbrojenia o blisko 45 mld dolarów rocznie. Jak uważa gen. Polko, problem finansów da się szybko rozwiązać. Kluczowe dla powodzenia budowy nowej jednostki jest wypracowanie wspólnego stanowiska wobec zagrożeń i kwestii obronnych Sojuszu.

– Jeżeli jest wola polityczna, to pieniędzy potrzebnych do utworzenia szpicy nie można nazwać ogromnymi. Mamy problem, bo część naszych partnerów w Sojuszu, na których najbardziej chcielibyśmy polegać, czyli Węgrzy czy chociażby Czesi, uważa, że to, co się dzieje za wschodnią granicą, to właściwie tam się nic nie dzieje i Putin jest w dalszym ciągu wiarygodnym partnerem i naszemu bezpieczeństwu nic nie zagraża. Na tak odrębnych stanowiskach nie da się budować spoistości Sojuszu. Stąd się właśnie biorą problemy z budową szpicy, bo wszyscy twierdzą, że to nie jest ich problem. A to jest problem nas wszystkich – zauważa nasz rozmówca.

Minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna poinformował, że polski wkład w siły szpicy będzie stanowił batalion czołgów.

– Jeżeli chodzi o nasz polski komponent, to trudno mieć tu jakiekolwiek zastrzeżenia. Batalion czołgów chociaż liczebnością nie imponuje, to jednak potencjał bojowy ma duży i to ma znaczenie. Jeżeli chodzi o Polskę, to warto to za każdym razem podkreślać – mamy siły specjalne, które już niedługo przejmą dowodzenie komponentem sił specjalnych NATO, i to jest nasz duży atut, bo one są najlepszą odpowiedzią na „zielone ludziki”, które Rosjanie lubią wysyłać – stwierdził gen. Polko.

Tymczasowa szpica ma funkcjonować do czasu stworzenia pełnych i stałych sił natychmiastowego reagowania. Będą one wchodziły w skład  Sił Odpowiedzi NATO. Ich powstanie zaplanowano na rok 2016. Decyzję o ich utworzeniu podjęto na wrześniowym szczycie Sojuszu w Newport w Walii.

Rafał Stefaniuk