I po wyborach
Wtorek, 2 grudnia 2014 (18:33)Wybory samorządowe przeminęły i chciałoby się przejść wobec nich ze wstydliwym milczeniem, ale nie można. Takiego skandalu po 1989 roku jeszcze nie było. Jego konsekwencją była niska frekwencja wyborcza w drugiej turze, która wynika bezpośrednio z braku zaufania do państwa jego obywateli. Na cynizm członków PKW, którzy ze zdziwieniem przyjmowali zmasowaną krytykę pod swoim adresem, można spuścić zasłonę tylko dlatego, że nie będziemy już musieli tego gremium oglądać i słuchać. Zobaczymy, kto przyjdzie w ich miejsce.
Niestety, będziemy musieli nadal oglądać innych prowodyrów tej wyborczej aberracji, która jest zgniłym owocem rządów centrolewu Donalda Tuska i psucia przez niego państwa. Dalszego jego psucia ochoczo podjęła się Ewa Kopacz ze swoją świtą karierowiczów.
Politolodzy i socjolodzy nie mają zanadto ochoty komentować wyników wyborów, co akurat mnie nie dziwi, bo bałagan, chaos, zafałszowanie rzeczywistości wyborczej spowodowały uzasadnione wątpliwości co do ich wiarygodności i sensu.
Chociaż PiS zwyciężyło ostatnie wybory procentowo, to i tak układ polityczny PO - PSL zapewnił sobie władzę w sejmikach w 15 województwach. Może to zapowiadać sytuację po wyborach w 2015 roku. Nawet jeżeli PiS wygrałoby wybory, układ zamknięty będzie dążyć do przejęcia władzy, stosując bojkot koalicyjny i zmuszając PiS do powołania rządu mniejszościowego, co zazwyczaj źle się kończy. Dla największej partii opozycyjnej ważnym sygnałem jest przeniesienie sympatii politycznych ludzi młodych z Kongresu Nowej Prawicy na PiS, co może profitować w następnym roku, czyli podczas wyborów prezydenckich i parlamentarnych, ale młodzi są jak żywioł, więc trudno o tym przesądzać.
Pycha kroczy przed upadkiem
Niewątpliwie największym przegranym ostatnich wyborów samorządowych jest z punktu widzenia politycznego SLD na czele z Leszkiem Millerem i jego świtą. Myślę, że w ramach struktur postkomunistycznych już dawno zapadł wyrok na Millera, ale brakuje chętnych do przejęcia konduktu. Bycie „lokomotywą” umierającej organizacji to jak polityczne harakiri. Tak właśnie kończy byt nieformalna koalicja PO - PSL plus SLD, która stała się początkiem końca Sojuszu.
Sojusz Lewicy Demokratycznej za szybko się cieszył i dzielił skórę na niedźwiedziu, marzył sobie, co też dla siebie ugra z tej wspólnoty na piasku pisanej. Partie rządzące bezwzględnie wykorzystały sojusznika i pozwoliły mu skonać. Koncepcja odbiła się czkawką jej twórcom i dziś statek tonie, Miller pewnie wytrwa do samego końca u sterów, bo - jak wspomniałem - nie ma go komu oddać. Młoda lewica woli PO, SLD stał się przystawką centrolewu PO - PSL, a media mainstreamowe wraz ze spełnieniem swoich nadziei w postaci koalicji PO - PSL, która forsuje lewicowe i lewackie paranoje ideologiczne, pozwoliły na dobicie SLD, czego symbolicznym zwieńczeniem była awantura w rodzinie, czyli kłótnia Millera z Moniką Olejnik i wypowiedź na temat byłego premiera i SLD byłej członkini PZPR, red. Janiny Paradowskiej w radiu TOK FM, która podsumowała Millera, że „kończy bez honoru”. Zresztą, zwróćmy uwagę, że łaszenie się Palikota i jego grupki politykierów do PO też się na nim zemściło. Zgon Twojego Ruchu stał się faktem, jeszcze zanim zaczęli od niego odpływać kolejni karierowicze.
Wybory samorządowe 2014 roku mamy za sobą. Oby nigdy więcej nie doszło do takiej kompromitacji państwa polskiego, kompromitacji nie tylko w oczach Polaków, którym niewiele potrzeba, aby w ogóle nie chodzić na wybory, lecz i na zewnątrz.
Dr Tomasz M. Korczyński