Romney zdeklasował Obamę
Czwartek, 4 października 2012 (21:49)Mitt Romney, kandydat Republikanów na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, zdecydowanie lepiej zaprezentował się podczas pierwszej przedwyborczej debaty telewizyjnej. Analitycy oceniają, że jego rywal – ubiegający się o reelekcję Barack Obama – poniósł wyraźną porażkę.
Według CNN, aż 67 proc. Amerykanów po debacie lepiej oceniło Romneya, tymczasem zaledwie 25 proc. respondentów wskazało na kandydata Demokratów. Zdaniem ekspertów, wczorajszą debatę kandydatów na prezydenta USA oglądało ok. 60 mln Amerykanów.
Dariusz Sobków, były ambasador tytularny RP przy Unii Europejskiej, stwierdził w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl, że Romney wygrał dzięki dobrze przygotowanym i zaprezentowanym argumentom ekonomicznym, z którymi nie radził sobie Obama.
Jak podkreślił nasz rozmówca, kandydat Republikanów zwyciężył przede wszystkim dzięki obronie klasy średniej.
– Wyniki sondaży pokazują, że Amerykanie wyraźnie oczekują, że ich prezydent zajmie się przede wszystkim gospodarką, a nie kwestiami ideologicznymi i społecznymi, które proponował Obama. Te miażdżące obecnego prezydenta analizy wskazują także, że kandydat Republikanów był lepiej przygotowany od rywala. Widać, że społeczeństwo amerykańskie chce zmian, o których mówił Romney, czyli m.in. obniżenia podatków i tworzenia nowych miejsc pracy – podkreślił Sobków.
Jednocześnie zaznaczył, że wyraźnie w czasie debaty uwidoczniło się to, że Obama staje w obronie swojego paktu socjalnego, zaś jego rywal chce chronić klasę średnią, która jest najważniejszą w systemie społecznym i politycznym USA.
Kilka tygodni temu w mediach umieszczono nagranie z zamkniętego spotkania Romneya ze sponsorami jego kampanii, podczas którego kandydat do Białego Domu stwierdził, że 47 proc. Amerykanów oczekuje na zasiłki i pomoc ze strony państwa, a nie myśli o samopomocy.
Nagranie to wykorzystał sztab jego wyborczego rywala, który natychmiast podawał do informacji, że Obama będzie prezydentem wszystkich obywateli, nikogo nie dyskryminując.
– Okazuje się, że te kalkulacje Romneya były błędne i mniej niż 47 proc. Amerykanów oczekuje na zasiłki. Dlaczego? Ponieważ gdyby była to prawda, to bez względu na wystąpienie podczas debaty kandydata Republikanów oceniono by lepiej Obamę, który chce rozrostu sektora socjalnego – wyjaśnił były ambasador RP przy Unii Europejskiej.
Wskazał jednocześnie, że hasło „Radź sobie sam” jest o wiele bardziej popularne w Stanach Zjednoczonych niż oczekiwanie na pomoc ze strony państwa.
Wczorajsza debata Romney – Obama pokazała także, że kandydat Demokratów zdecydowanie lepiej wypada w spotkaniach bezpośrednich z wyborcami, wówczas gdy działa według scenariusza. Komentatorzy zauważają, że Barack Obama nie radzi sobie w rozmowie z kontrkandydatem, kiedy nie ma przygotowanych odpowiedzi na prompterze.
– Wczorajsza debata podważyła dotychczasowy mit „niezwyciężonego Obamy” i pokazała, że jeszcze nie można przewidzieć, który z kandydatów zdobędzie prezydenturę – powiedział Sobków. Dodał, że kampania trwa i wchodzi w ostatnie etapy.
- Do tej pory w sondażach zdecydowanie zwyciężał Barack Obama. W chwili obecnej wydaje się, że szanse są wyrównane. Na wynik wyborów mogą mieć wpływ kolejne dwie debaty – stwierdził nasz rozmówca.
W czasie pojedynku, który odbył się w Denver w stanie Kolorado, republikański kandydat bezustannie atakował dorobek rządów Obamy, obwiniając go m.in. o podwojenie deficytu budżetowego, powolny wzrost ekonomiczny po recesji i niepotrzebne dotowanie firm „zielonej” gospodarki, które zbankrutowały. Prezydent Obama – przypomniał Sobków – wprowadził wiele regulacji dla banków, pod pretekstem, że będzie w stanie kontrolować wielkie banki w Nowym Jorku. Natomiast Romney w czasie wczorajszej debaty opowiedział się za deregulacją gospodarki i banków. Zwrócił uwagę, że duże banki same dadzą sobie radę z kryzysem, a pomoc należy nieść klasie średniej.
Warto zwrócić uwagę, że Obama utożsamiany jest głównie z programem wyborczym opartym na postulatach dotyczących związków jednopłciowych oraz legalizacji aborcji. Zarówno Kościół katolicki w USA, jak i organizacje pro-life zdecydowanie krytykują ubiegającego się o reelekcję Obamę. Podczas tegorocznej kampanii wyborczej wyraźnie widać ukłon obecnego prezydenta w stronę lobby aborcyjnego i homoseksualnego.
Urzędujący prezydent przyznał się kilkakrotnie do swych proaborcyjnych poglądów. Co więcej, obiecał dalsze wspieranie przemysłu aborcyjnego, w co „wciągnął” swoje córki. Będąc na spotkaniu w Portland w stanie Oregon, skrytykował pomysł Romneya, który zapowiedział po objęciu przez niego prezydenckiego urzędu wstrzymanie dotowania z budżetu państwa dla Planned Parenthood – największej organizacji aborcyjnej na świecie.
– Myślę, że to zły pomysł. Mam dwie córki i chciałbym, żeby mogły kontrolować swoje wybory zdrowotne. Nie cofniemy się w tej sprawie. Idziemy do przodu – mówił Obama.
Natomiast Mitt Romney, który krytykuje wolne związki zawodowe, jest mormonem i podczas kampanii prezentuje się jako obrońca tradycyjnych wartości, co jest wyraźnym ukłonem w kierunku coraz większej liczby wyborców o poglądach konserwatywnych. W czasie przemówienia kończącego konwencję swojej partii oświadczył, że „będzie chronił świętość życia i honorował instytucję małżeństwa”. Romney obiecał, że po objęciu urzędu odwoła reformę ochrony zdrowia uchwaloną z inicjatywy jego rywala, tzw. Obamacare, co ma zmniejszyć obciążenie drobnego biznesu kosztami ubezpieczeń pracowników.
Izabela Kozłowska