Będą mówić prawdę
Piątek, 28 listopada 2014 (21:07)Z Mariuszem Dzierżawskim, prezesem Fundacji PRO - Prawo do Życia, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jutro w Rzeszowie odbędzie się kolejna pikieta przeciw zabijaniu nienarodzonych dzieci, ale będzie to także forma wsparcia dla skazanych przez sąd Jacka Kotuli i Przemysława Sycza, którym sąd zakazał wypowiadania się…
- Sąd Okręgowy w Rzeszowie, wydając wyrok skazujący za rzekome naruszenie dobrego imienia Specjalistycznego Szpitala Pro-Familia w Rzeszowie, zakazał naszym kolegom organizowania pikiet i zakneblował im usta, zabraniając mówić, że w szpitalu tym zabijane są chore, nienarodzone dzieci. Na szczęście w całej Polsce, również w Rzeszowie, jest jeszcze wielu innych działaczy Fundacji PRO – Prawo do Życia, którzy nie zamierzają milczeć.
Każda aborcja jest zabijaniem dziecka i nie ma znaczenia, czy dokonuje się jej w Rzeszowie, Warszawie czy w każdym innym miejscu na świecie. I żaden wyrok sądu, choćby najbardziej dotkliwy, nie zamknie ust prawdzie. Postawienie sprawy jasno jest zatem ważne także dla życia, które zamiast być chronione jest atakowane, a ci, którzy stają w obronie nienarodzonych, są ciągani po sądach i skazywani. Mamy do czynienia z pomieszaniem porządków, gdzie kat zaczyna być ofiarą, a obrońca życia staje się skazanym i ponosi karę za swą postawę. Niewinne dzieci, którym odbiera się prawo do życia, nie mają możliwości, żeby same się bronić, ale my jesteśmy po to, aby mówić w ich imieniu.
Pan również wybiera się na pikietę antyaborcyjną do Rzeszowa?
- Tak, będę jutro w Rzeszowie, po pierwsze dlatego, żeby udzielić wsparcia przyjaciołom, a po drugie żeby zwrócić uwagę na sprawę, która jak już wspomniałem, ma znaczenie dla całej Polski i jeszcze szerzej. Zarówno w Rzeszowie, ale także w innych miejscach, wszędzie tam, gdzie to będzie potrzebne, będziemy manifestować swoje poparcie dla życia, walczyć o prawo dla życia nienarodzonych dzieci oraz wyrażać swą dezaprobatę dla cywilizacji śmierci.
Chcemy być także ustami naszych kolegów Jacka i Przemka, którzy stali się więźniami sumienia, którym sąd zakazał głoszenia prawdy. Dlatego nasz protest to także forma walki o wolność słowa, które to prawo w Polsce niestety jest zagrożone. Decyzja sądu zakazująca naszym kolegom wypowiedzi przypomina czasy PRL, kiedy sądy wyrażając, czy też wykonując wolę partii, decydowały o tym, co wolno mówić, a czego nie wolno.
Kilka dni temu sąd wydał pisemne uzasadnienie wyroku wobec Jacka Kotuli i Przemysława Sycza, niestety utajnione. O czym to świadczy?
- Wiemy, co sąd orzekł, ale nie wiemy dlaczego. Mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją, kiedy zapada wyrok skazujący, a opinia publiczna oprócz wskazania „winowajców” nie ma możliwości zapoznania się z argumentacją takiej decyzji. Przecież nie chodzi tu o ujawnienie tajemnicy, której ujawnienie byłoby zagrożeniem czy też godziłoby w bezpieczeństwo państwa. Skoro tak, to nasuwa się porównanie z sądami kapturowymi. To jakiś absurd, z którym nie sposób się pogodzić. Dotyczy to nie tylko działaczy pro-life, ale wszystkich ludzi, którym zależy, aby wolność słowa w Polsce nie była łamana. Bez wolności słowa demokracja jest fikcją. W tym wypadku mamy do czynienia z sytuacją, która wymaga zdecydowanej reakcji.
Liczymy, że wielu ludzi sumienia wypowie się w tej sprawie, stanie w obronie przestrzegania prawa do wypowiedzi i wolności słowa. Jeśli społeczeństwo przemilczy całą tę sprawę, to tym wyrokiem może zostać otwarta furtka do kolejnych nadużyć, a ci, którzy teraz zakazują nazywać aborcję zabijaniem dziecka, mogą posunąć się jeszcze dalej.
Przypomnę tylko, że św. Jan Paweł II – największy z rodu Polaków – w encyklice „Evangelium vitae” napisał wprost, że aborcja jest zabójstwem istoty ludzkiej, a Ojciec Święty Franciszek we wtorek w Parlamencie Europejskim w Strasburgu mówił krytycznie o zabijaniu dzieci przed narodzeniem, tymczasem w Rzeszowie nie można nazywać aborcji zabijaniem dzieci. To skandaliczna sytuacja… Nawet w Parlamencie Europejskim, gdzie większość tego gremium stanowią ludzie, którzy popierają aborcję, można mówić prawdę, i ci ludzie są w stanie przyjąć prawdę, a w Polsce, która w ogromnej większości mieni się katolicką, sąd w Rzeszowie nie jest w stanie przyjąć czy też opowiedzieć się za prawdą… to niepojęte!
Usta obrońców życia nienarodzonych zostały tym wyrokiem zamknięte?
- Myślę, że tak do końca nie jest. Uważam, że nasze działania i bezkompromisowa postawa Jacka Kotuli i Przemka Sycza ocaliły wiele istnień ludzkich. Niewykluczone, że gdyby nie ich stanowczość oraz odważna postawa położnej Agaty Rejman, która mimo groźby utraty pracy nie zawahała się upublicznić prawdy, to dziś zabiegi aborcji – zabijania dzieci nie tylko w tym, ale w wielu innych szpitalach byłyby na porządku dziennym.
Owszem, cywilizacyjna walka o życie trwa i zarówno lekarze, jak i położne są pod naciskiem aborcjonistów, ale akcje, które prowadzimy, uwrażliwiają opinię publiczną i z pewnością pozwolą ocalić niejedno życie.
Do kogo adresowana jest jutrzejsza pikieta w Rzeszowie?
- Pikieta odbędzie się o godz. 12.00 na placu Śreniawitów w Rzeszowie, tuż obok siedziby sądu okręgowego. Do udziału w tym naszym proteście zapraszamy wszystkich, nie tylko tych, którym na sercu leży obrona nienarodzonych, bezbronnych dzieci i fundamentalnego prawa do życia, ale także tych, którzy mają co do tego wątpliwości, ale są przywiązani do wolności. Tak więc zapraszamy także liberałów, tych, którzy nie zgadzają się z nami w pewnych kwestiach, ale nie chcą dopuścić, żeby wolność w Polsce została odebrana. Zapraszamy w obronie wolności słowa, która również jest zagrożona.