• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Ruskij mir

Niedziela, 23 listopada 2014 (18:39)

Wkrótce nie tylko Putin będzie osamotnionym dryfującym w przestrzeni publicznej. Samotność przy stoliku może być standardem dla liderów rosyjskich na szerszą skalę. Co gorsza, grozi to nie tylko Putinowi, ale także Kościołowi moskiewskiemu, coraz silniej uwikłanemu w politykę imperialną samozwańczego cara XXI wieku. Patriarcha Cyryl, który ramię w ramię z dyktatorem przywołuje na myśl słynną w historii jedność cara z Patriarchatem, zapowiedział, że Rosja nie może dać się złamać żadnej presji zewnętrznej.

Patriarcha Cyryl wystąpił ze swoim orędziem proputinowskim na Światowym Kongresie Narodu Rosyjskiego w Moskwie. Eksperci już wyrazili swoje obawy co do możliwości dalszej kontynuacji ekumenicznego procesu katolicko-prawosławnego.

Na kongresie Kościół prawosławny ostro i jednoznacznie poparł zapobieżenie uzależnienia rosyjskiej gospodarki od Zachodu i zaapelował o ściślejszą współpracę Rosji z państwami islamu oraz Chinami. Ci, którzy się postrzegają jako zwycięzcy zimnej wojny, chcą teraz dyktować drogę dla ludzkości, ich jedynym celem jest kreowanie państwa konsumpcyjnego. Rosja nie powinna się poddawać presji sił zewnętrznych, dodawał zdenerwowany patriarcha Cyryl. Myślę, że nawet największy antyklerykał w Polsce nie jest sobie w stanie wyobrazić takiej deklaracji ze strony nie tylko Episkopatu, ale i któregokolwiek z duchownych.

Rosja dochodzi do punktu granicznego, w którym przestrzeń sacrum i profanum stają się jednym i tym samym pod przewodnictwem „zesłanego” z nieba cara. Na kongresie kontrowersyjny przewodniczący synodalnego Wydziału Stosunków Wzajemnych Kościoła i Społeczeństwa Patriarchatu Moskiewskiego ks. Wsiewołod Czaplin mocno krytykował „globalne centra wrogiego wpływu” ponoszące pełną odpowiedzialność za rosnący dług Rosji i dewaluację rubla w stosunku do dolara. Totalnej krytyce poddano wszystkich Rosjan współpracujących gospodarczo z wrogimi w końcu państwami UE i USA i zachęcano do bardziej zdecydowanej postawy.

Konsekwencje wojny rosyjsko-ukraińskiej mogą się niebezpiecznie rozlać nie tylko militarnie na inne państwa regionu, w tym na Polskę, ale także przynieść spustoszenia w sferze ekumenicznej. Ideolodzy nowej koncepcji Rosji mogą poważnie zahamować rozwój stosunków religijnych pomiędzy Kościołem katolickim a patriarchatem moskiewskim, które i tak, przyznajmy to głośno, nigdy nie układały się najlepiej.

Na Krymie przykładowo księża katoliccy są legitymowani, nękani, „proszeni” o wyjazd. Nieprawosławni kapłani w regionie Donbasu muszą się liczyć z atakami i wypędzeniem. Jeden z polskich kapłanów, z którym rozmawiałem w ostatnim czasie, a który z obawy przed separatystami chce pozostać anonimowy, opowiadał mi o presji, jaką przeżywają dziś na Ukrainie polscy kapłani. „Jesteśmy w cenie. Jesteśmy narażeni na porwania, a mimo zagrożenia chcemy być nadal z wiernymi. Jeżeli nie będę pilnować kościoła, jaki dam przykład wiernym, jakim będę świadkiem?”.

Odważne słowa biskupa Stanisława Szyrokoradiuka

Rzymskokatolicki biskup, ks. Stanisław Szyrokoradiuk OFM z diecezji charkowsko-zaporoskiej, którą ogarnęła rebelia rosyjska, oskarżył niedawno Patriarchat moskiewski o wspieranie separatystów. Ks. bp Szyrokoradiuk zarzucił także rebeliantom dyskryminację mniejszościowych Kościołów. Wielu katolickich kapłanów musiało opuścić swoje parafie z obawy przed realnym niebezpieczeństwem. Niektórzy z nich zostali aresztowani przez separatystów i dopiero po wielu trwających tygodniami staraniach wypuszczono ich na wolność. Biskup wyznał nawet, że zostali po prostu wykupieni. Również znaczna liczba wiernych uciekła na zachód Ukrainy. Za „agresywną okupację” wschodnich terenów Ukrainy odpowiedzialny jest, zdaniem księdza biskupa, rosyjski prezydent Władimir Putin. Ponadto Szyrokoradiuk skrytykował moskiewskiego patriarchę, który podąża za Putinem jak „niewolnik”. To sprawia, że niektórzy duchowni prawosławni błogosławili prorosyjskich bojowników i z tym błogosławieństwem wysyłali ich na bój, za co przepraszał niedawno rzecznik Kościoła prawosławnego na Ukrainie, który podkreślił, że biskup Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego Onufry w każdym swoim kazaniu głosi konieczność poszukiwania dróg pokoju, bez szukania winnych, ale sposobów na wyjście z tego okropnego kryzysu. To zaangażowanie Kościoła prawosławnego w rosyjskie sprawy polityczne jest ważnym wskaźnikiem zachodzącego procesu odbudowywania przez reżim putinowski nowej unii sowieckiej.

Wielka Rosja Putina

Putin ma coraz mniejszą szansę na wymknięcie się z pułapki, w którą sam wpadł. Dalej musi grać mocarza, a wiemy, że jest to tylko farsa, bo ten kolos na glinianych nogach się chwieje. Co z tego, jeżeli w swojej zaciętej determinacji zacznie stosować chwyty w pełni niedozwolone? Przesuwanie granic nie może trwać i postępować w nieskończoność. Do tego dochodzi budowa nowej rzeczywistości opartej na bazie mitu „Ruskij mir”, czyli unii tronu z kukolem, otoczenia opieką diaspory rosyjskiej i prawosławnej rozproszonej po świecie, obrona wartości „czysto” rosyjskich, wspólnoty języka i mitów bazujących na odległej historii.

Te wielkie hasła, slogany, które opanowały nagle Rosję i nabierają mocy sprawczej, są zacofanym pomrukiem imperializmu nazistowskiego. Wydawać by się mogło dawno przebrzmiałego, ostatecznie skompromitowanego, a tu nagle odświeżonego, wyciąganego z lamusa, tylko tym razem w ujęciu rosyjskim. Co gorsza, naładowuje się ten imperializm tandetną ideologią postsowiecką, ze wszystkimi prymitywnymi teoriami panslawistycznymi i szowinistycznymi. Za kilka dekad za tę aktualną współpracę państwa z Kościołem duchowni prawosławni będą się rumienić ze wstydu, przepraszać, podobnie jak dziś Kościół protestancki za swoją współpracę z niemieckimi nazistami.

Im szybciej zdamy sobie sprawę z tego, że oto za naszą wschodnią granicą rodzi się nowy totalitaryzm, co gorsza z podbudową i uzasadnieniem czynników religijnych, tym lepiej będziemy przygotowani na atak ideologii tego reżimu. Dziś reagujemy ze śmiechem i politowaniem, ale musimy dostrzec, że „Wielka Rosja” kroczy w awangardowym marszu postępu ludzkości pod hasłem: jedna kultura, jedna religia, jeden naród (ewentualnie lud słowiański – jeżeli poszerzy się tę ideologię o imperialistyczne zakusy Putina na inne państwa Europy Wschodniej).

Dr Tomasz M. Korczyński