Hamilton z wygraną i tytułem
Niedziela, 23 listopada 2014 (18:38)Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał dziś Grand Prix Abu Zabi, ostatnią w sezonie eliminację mistrzostw Formuły 1, dzięki czemu po raz drugi w karierze sięgnął po tytuł najlepszego kierowcy świata, przynajmniej w tej serii wyścigowej. Zasłużenie.
Przed dzisiejszą eliminacją, kończącą zmagania, jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Wszystko w tym sensie, iż Hamilton mógł stracić palmę pierwszeństwa na rzecz kolegi z zespołu, Niemca Nico Rosberga. Obaj zdominowali tegoroczną rywalizację w sposób absolutny, od początku do końca jeżdżąc w innej lidze niż rywale. Na czele byli oni, a za nimi długo, długo nikt. Pod koniec sezonu do poziomu prezentowanego przez Mercedesa zbliżył się Williams i w tym swą nadzieję upatrywał Rosberg. Chcąc zostać mistrzem – a chciał – musiał bowiem nie tylko wygrać w Abu Zabi, ale i liczyć na to, że Hamilton nie zajmie miejsce wyższego niż trzecie. Już jakiś czas temu przyznał nawet, że liczy w tej materii na pomoc Felipe Massy. Brazylijczyk odpowiedział dość wstrzemięźliwie, niczego nie obiecując. Emocje było jednak ogromne, dodatkowo podgrzewane przez kiepskie stosunki łączące, a może raczej dzielące, dwójkę najlepszych obecnie kierowców. Hamilton z Rosbergiem się nie lubią, a od czasu Grand Prix Belgii, kiedy to według Brytyjczyka Niemiec celowo wjechał w jego bolid i go uszkodził, te relacje są lodowate i co najwyżej oficjalne.
Rosberg do dzisiejszego wyścigu przystępował z pierwszej linii. Wygrał sobotnie kwalifikacje, zdobywając jedenaste pole position w sezonie. Liczba to imponująca, ale za nią punktów się nie przyznaje. Liczy się to, co na mecie w niedzielę. A przed dzisiejszą rywalizacją dużo lepszy w tej kwestii był Hamilton, który w 2014 roku wygrał aż dziesięć wyścigów.
Tytułu nie był pewny, bo Grand Prix Abu Zabi było punktowane podwójnie. Tymczasem już po starcie stało się jasne, że jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego i nieplanowanego, to mistrzem zostanie Brytyjczyk. Hamilton wystrzelił bowiem do przodu niczym z katapulty, błyskawicznie wyprzedzając najgroźniejszego rywala. A kiedy już usadowił się na pozycji lidera, za nic w świecie nie miał zamiaru jej oddać. I nie oddał. Przejechał wyborny wyścig. Był szybki i bezbłędny. Prowadzenie tracił tylko na moment, gdy zjeżdżał do alei serwisowej, by wymienić opony. Gdy wracał na tor, to od razu na pierwsze miejsce, tak wyraźną wypracował sobie przewagę. W okolicach dwudziestego okrążenia ostatecznie padły nadzieje Rosberga. W bolidzie Niemca zaczęło źle się dziać. Stracił on moc, zwolnił, a załamany kierowca bezradnie pytał inżyniera, co się dzieje, prosząc o pomoc. Ta nie nadeszła, bo nie mogła. Rosberg nie był w stanie ścigać Hamiltona, nie mógł też bronić swej pozycji. Rywale, jeden po drugim, go wyprzedzali. Wydawało się nawet, że będzie musiał przedwcześnie zjechać do boksu i zakończyć zawody. Postanowił jednak się nie poddawać. Walczył, ale z tej walki wynikła tylko 14. pozycja. W pewnym momencie Hamilton go zdublował, co dla sportowca z ambicjami było bolesnym policzkiem.
Brytyjczyk oczywiście wygrał, dzięki czemu po raz drugi w karierze został mistrzem świata. Poprzednio świętował w 2008 roku, tuż przez nadejściem ery innego Niemca, Sebastiana Vettela z Red Bulla. Dziś skład podium uzupełnili kierowcy Williamsa. Drugie miejsce zajął Massa, a trzecie Fin Valtteri Bottas.
W klasyfikacji generalnej mistrzostw Hamilton wyprzedził Rosberga oraz Australijczyka Daniela Ricciardo z Red Bulla.
Piotr Skrobisz