Walczyła o prawdę o Katyniu
Środa, 3 października 2012 (06:00)Na Starych Powązkach w Warszawie odbył się wczoraj powtórny pogrzeb Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, wiceprezes Fundacji Golgota Wschodu, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Podczas homilii żałobnicy usłyszeli, że państwo zawiodło na całej linii.
Uroczystości żałobne, na które przybył Batalion Reprezentacyjny Wojska Polskiego, rozpoczęły się w kościele św. Karola Boromeusza Mszą Świętą pod przewodnictwem ks. prałata Marka Gałęziowskiego.
- Odeszła po należną jej nagrodę do wieczności, my dziś chcemy jej oddać ostatnią posługę, aby mogła spocząć w rodzinnym grobie na Starych Powązkach - powiedział na początku ceremonii główny celebrans. W homilii o. Aleksander Jacyniak, rektor kościoła Ojców Jezuitów pw. Matki Bożej Łaskawej w Warszawie, stwierdził, że dopiero gromadząc się po raz drugi wokół trumny zmarłej, możemy mieć wreszcie pewność, że to jej pogrzeb.
Władze zawiodły
- Pamiętam tamte chwile w przeddzień wigilii uroczystości Bożego Miłosierdzia, dzień 9 kwietnia 2010 roku, gdy jeszcze wieczorem śp. Teresa Walewska-Przyjałkowska dzwoniła do ówczesnego proboszcza parafii św. Andrzeja Boboli na Rakowieckiej w Warszawie, mówiąc: "Proszę ojca, tak bardzo się boję. Nie wiem, dlaczego, ale tak bardzo się boję". Odpowiedział jej: "Pani Tereso, czemu się pani obawia, przecież leci pani najbardziej bezpiecznym samolotem, jaki w ogóle istnieje w Polsce". Okazało się zupełnie inaczej - relacjonował o. Jacyniak.
Duchowny przypomniał, że ciało zmarłej, gdy zostało przywiezione z Moskwy, miało pierwotnie spocząć pod prezbiterium narodowego sanktuarium św. Andrzeja Boboli, którego tak bardzo czciła.
- Tam przez kilka dni to ciało spoczywało, wierzyliśmy, że było to ciało śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Okazało się, że modliliśmy się przy trumnie skrywającej doczesne szczątki wielkiej legendy "Solidarności" śp. Anny Walentynowicz - dodał jezuita. Duchowny stwierdził jednocześnie, że ten stan rzeczy obnaża słabość naszego państwa, a władze polskie, które powinny zadbać o to, by do tego nie doszło, zawiodły na całej linii.
Silna wiarą i wiedzą
- To była wyjątkowa osoba, wielka patriotka. Bardzo dużo pomagała wielu ludziom, studentom. Mogę powiedzieć o niej tylko to, co najlepsze, a znałam ją ponad dwadzieścia lat. Mieszkałyśmy po sąsiedzku na Mokotowie i często się widywałyśmy - mówi s. Angela ze Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek. Jak zaznacza, często spotykały się również u ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego, kapelana Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie.
- Zaprzyjaźniłyśmy się. Dzwoniła do mnie bardzo często. Boleśnie przeżyłam tę sprawę z zamianą ciał. Jestem bardzo przejęta tym wszystkim, co się stało, bo tak nagle odeszła. Jeszcze dzień przed tragedią zadzwoniła do mnie późnym wieczorem, żebym do niej przyszła. Zmówiłyśmy razem "Anioł Pański" i "Pod Twoją obronę" o szczęśliwą podróż. Miałam się z nią spotkać w niedzielę, wtedy miała mi pokazać film, który planowała nagrać w Katyniu - wspomina s. Angela. We Mszy Świętej pogrzebowej uczestniczyli poza najbliższą rodziną przedstawiciele rodzin smoleńskich, wśród nich: Janusz Walentynowicz, Magdalena Merta i Andrzej Melak.
Teresa Walewska-Przyjałkowska urodziła się 10 września 1937 r. w Warszawie. Na początku lat 90. założyła Stowarzyszenie Krzewienia Kultu Świętego Andrzeja Boboli - Patrona Polski. Przez wiele lat pełniła funkcję wiceprezesa Fundacji Golgota Wschodu, założonej w 1999 r. przez księdza prałata Zdzisława Peszkowskiego. Głównym celem fundacji jest upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej. Walewska-Przyjałkowska organizowała liczne spotkania i konferencje naukowe poświęcone zbrodni katyńskiej, była inicjatorką powołania komitetu starającego się o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla ks. Peszkowskiemu. Z jej inicjatywy w 2002 r. w sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie dokonano intronizacji obrazu Matki Bożej Kozielskiej, który rok później poświęcił Ojciec Święty Jan Paweł II.
Czyj błąd?
Angażowała się z wielkim zapałem także w sprawy naukowo-dydaktyczne jej macierzystej uczelni - Politechniki Warszawskiej, na której wykładała do emerytury jako doktor inżynier nauk technicznych.
Wylot do Katynia z parą prezydencką Marią i Lechem Kaczyńskimi oraz związanym z Fundacją Golgota Wschodu prezydentem Ryszardem Kaczorowskim, traktowała jako wielki zaszczyt i wyróżnienie. Zabrała ze sobą stułę katyńską zmarłego w 2007 r. kapelana Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie, którą podczas Liturgii w Katyniu miał przywdziać ks. bp Tadeusz Płoski. Razem z całą polską delegacją udającą się na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej straciła życie 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej.
Ciało Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej zostało we wrześniu br. ekshumowane z grobu Anny Walentynowicz na gdańskim Srebrzysku.
Jak się okazało, w Moskwie pomylono trumny legendy "Solidarności" i wiceprezes Golgoty Wschodu. Obydwie rodziny zmarłych definitywnie zaprzeczyły wypowiedziom prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, jakoby to one winne były skandalu z zamianą ciał.
Janusz Walentynowicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" stwierdził, że bez problemu rozpoznał ciało matki w Moskwie. Podobnie rodzina Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej oznajmiła, że nie miała kłopotów z identyfikacją swojej krewnej.
Piotr Czartoryski-Sziler