Awantura w PKW
Sobota, 22 listopada 2014 (02:00)Próba okupacji PKW zakończyła się fiaskiem. Obóz władzy zyskał dzięki niej pretekst do ataku na opozycję.
Po czwartkowej demonstracji przed Państwową Komisją Wyborczą grupa demonstrantów wdarła się do jej siedziby. W ten sposób miała zacząć się okupacja budynku z żądaniem dymisji członków Komisji i unieważnienia wyborów. Akcja zakończyła się interwencją policji. Dała też obozowi władzy pretekst do atakowania partii opozycyjnych za wprowadzanie histerii i chaosu wokół wyborów.
Zamiast tłumaczyć się z tego, co dzieje się po niedzielnym głosowaniu, dostała prezent w postaci absurdalnej awantury w urzędzie państwowym. Wśród zatrzymanych przez policję są m.in. Ewa Stankiewicz, Hanna Dobrowolska, Witold Zieliński, Grzegorz Braun.
Nazajutrz zatrzymanym uniemożliwiono kontakt z rodzinami i pełnomocnikiem procesowym. Nie było również wiadomo, na jakim komisariacie są przetrzymywani.
Najpierw przed południem przed siedzibą PKW zorganizowano protest pod hasłem „Stop manipulacjom wyborczym” z udziałem m.in. działaczy Ruchu Narodowego, Kongresu Nowej Prawicy i stowarzyszenia Solidarni 2010. Był to protest przeciw nieprawidłowościom przy niedzielnych wyborach samorządowych.
– Większość ludzi nie zdaje sobie spawy ze zjawiska, którego jesteśmy świadkiem. Jest to uderzenie w podstawę systemu. Każdy może sobie zajrzeć do encyklopedii, czym są wybory dla systemu demokratycznego – mówiła Ewa Stankiewicz. W jej ocenie, wybory zostały sfałszowane i w wyniku manipulacji doszło również do wyboru Bronisława Komorowskiego na prezydenta. – Ten człowiek mówi o odmętach szaleństwa, gdy tymczasem to on osłabia państwo polskie, a licealiści włamali się do systemu wyborczego, wstawiając fikcyjnego kandydata na prezydenta Szczecina – dodała. Przypomniała również o ogromnej liczbie głosów nieważnych, które padły nie tylko w poprzednich wyborach samorządowych, ale również w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdy oddano 223 tys. nieważnych głosów, gdy PiS przegrało z PO stosunkiem 17 tys. głosów.
Po oficjalnym proteście część demonstrantów weszła do budynku, do sali konferencyjnej PKW, gdzie postanowiono rozpocząć okupację urzędu.
PiS negatywnie o blokadzie
Natychmiast od blokady PKW odcięli się politycy PiS, którzy w oficjalnym oświadczeniu napisali, że ich partia zdecydowanie negatywnie ocenia wydarzenia pod siedzibą PKW. „Wtargnięcie do instytucji państwa i jej okupacja nie są rozwiązaniem problemu i mogą tylko pogłębić chaos, który jest związany z przedłużającym się procesem podania wyników wyborów samorządowych” – napisał w oświadczeniu przesłanym mediom rzecznik partii Marcin Mastalerek. Podkreślił, że „nawet dobre intencje i słuszne obywatelskie niezadowolenie nie mogą być powodem tego rodzaju działań”, a „niepokój obywateli, w sytuacji kiedy w uzasadniony sposób została podważona wiarygodność procesu wyborczego, powinien być wyrażany w ramach przedsięwzięć, które przewiduje system demokratyczny”.
Przed północą administrator budynku złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa naruszenia miru domowego. Jak mówiła kom. Anna Kędzierzawska z zespołu prasowego KSP, administrator kilkakrotnie zwrócił się do protestujących o opuszczenie budynku. Po tej prośbie niektórzy opuścili dobrowolnie budynek, ale część osób pozostała. Po tym administrator poprosił policję o podjęcie interwencji. Funkcjonariusze jeszcze raz poprosili o opuszczenie budynku, a gdy to nie poskutkowało, wyprowadzili te osoby z budynku i przewieźli na komisariat policji przy ul. Wilczej.
Zatrzymano 12 osób, a kolejne 8 dostało wezwania do stawiennictwa w jednostkach policji na przesłuchanie w charakterze świadka. Kodeks karny ma paragraf dla tych, którzy „przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem przeszkadzają m.in. w głosowaniu lub obliczaniu głosów albo sporządzaniu protokołów lub innych dokumentów wyborczych”. Może on mieć zastosowanie wobec osób, które wtargnęły w czwartek wieczorem do budynku PKW i tym samym przerwały pracę Komisji. Jeśli zostanie przyjęta taka kwalifikacja, groziłoby im do pięciu lat więzienia.
Od wczoraj wejścia do siedziby PKW pilnuje policja. Wprowadzono akredytacje dla przedstawicieli prasy, którzy chcą obsługiwać prace Komisji. Do tej pory, żeby wejść do budynku Kancelarii Prezydenta przy ul. Wiejskiej, gdzie mieści się Krajowe Biuro Wyborcze, wystarczała legitymacja prasowa. W czwartkowej uchwale o przerwaniu prac PKW poinformowano, że decyzja taka zapadła w związku z zagrożeniem dla bezpieczeństwa prac komisji i dokumentacji wyborczej.
„W związku z wtargnięciem dużej grupy osób do pomieszczeń Kancelarii Prezydenta RP – zajmowanych na potrzeby Państwowej Komisji Wyborczej związane z ustaleniem wyników wyborów – stwarzającym zagrożenie dla bezpieczeństwa pracy PKW, pracowników KBW i dokumentacji wyborczej, Państwowa Komisja Wyborcza postanawia przerwać pracę do czasu usunięcia tego zagrożenia” – podano w uchwale podpisanej przez przewodniczącego PKW Stefana Jaworskiego.
Maciej Walaszczyk