Pułapka książeczek wyborczych
Piątek, 21 listopada 2014 (21:33)Z napływających wyników z wojewódzkich komisji wyborczych wynika, że największym zwycięzcą wyborów samorządowych jest Polskie Stronnictwo Ludowe. Partia Janusza Piechocińskiego uzyskała na tyle korzystny wynik, że w każdym województwie będzie uczestniczyła w sprawowaniu władzy.
Według podawanych informacji ludowcy w województwie świętokrzyskim będą rządzić samodzielnie. Uzyskali tam 17 z 30 mandatów. Na Warmii i Mazurach zdobyli 14 mandatów w 30-osobowym sejmiku województwa. W małopolskim sejmiku znajdzie się 8 posłów z PSL. Tym wynikiem ludowcy podwoili liczbę swoich przedstawicieli w sejmiku w porównaniu z wyborami w 2010 roku. Największym zwycięzcą w Opolskiem jest – tu niespodzianka – także PSL, który zamiast trzech dotychczasowych radnych w sejmiku będzie miał ich ośmiu.
Największe poparcie na Lubelszczyźnie miało… PSL – 32,43 procent. Jednakże w wyniku tak, a nie inaczej skonstruowanej ordynacji wyborczej będzie miało 12 mandatów – o jeden mniej niż drugie w procentowym poparciu PiS. Jak podała WKW, taka sytuacja jest spowodowana tym, że mandaty są przyznawane w poszczególnych okręgach.
Wyniki wyborów muszą cieszyć ludowców. Według wyborczego sondażu zrealizowanego przez Ipsos przypadło im 17 procent. Z napływających informacji z wojewódzkich komisji wyborczych wynika, że ludowcy wypadli znacznie lepiej.
W ocenie politologa Andrzeja Maciejewskiego, „ojcem” sukcesu PSL nie jest Janusz Piechociński czy chwytliwy program wyborczy, lecz... paradoksalnie wzór karty do głosowania.
– PSL nic nie zrobił, PSL nic nie osiągnął. Nie zrobiono nic, co mogłoby spowodować tak rewelacyjny wynik. Programowo nie dokonano żadnego cudu. Po prostu ludzie wpadli w pułapkę książeczek wyborczych, a PSL miał to szczęście bycia na pierwszej stronie. To była głównie zasada rozpędu. Wyborcy brali książeczkę, skreślali PSL, a potem uświadamiali sobie, że mają tylko jeden głos do sejmiku. Przecież nikt dobrze ich nie instruował, jak oddać ważny głos – powiedział w rozmowie z NszymDziennikiem.pl Andrzej Maciejewski.
Na podział mandatów duży wpływ miały też głosy nieważne. W województwie opolskim oddano ich 18,2 proc., w świętokrzyskim 16,72 proc., z kolei w Małopolsce – ok. 20 procent.
– Wielka ilość głosów nieważnych jest największą porażką, a zarazem największym zwycięstwem tych wyborów. Przypomnijmy sobie referendum odwołania prezydent Waltz i te słynne zachowanie Platformy pod hasłem „Idziemy na grzyby, haratamy w gałę”. To jest podobna zasada. Ktoś stworzył nam nową tradycję „głosu nieważnego”. Może się okazać przy wyborach prezydenckich i parlamentarnych, że frekwencja nie będzie wynosiła już 47 proc., a 10 proc. albo 15. procent. Ktoś pomyśli: „Po co mam iść, skoro i tak mnie oszukują? Oni już nie tylko oszukują w programach, ale i jak liczą głosy” – stwierdza Andrzej Maciejewski.
Termin ogłoszenia oficjalnych wyników wyborów przez Państwową Komisję Wyborczą był wielokrotnie przesuwany. Dalej nie wiadomo, kiedy je poznamy. Każdego dnia docierają do nas informacje o ogromnej skali nieprawidłowości, które pojawiają się przy liczeniu głosów, a także przy funkcjonowaniu systemu informatycznego PKW.
– Im bardziej przyglądam się temu, co się dzieje, tym bardziej zastanawiam się, czy to nie jest próba generalna społeczeństwa przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi. Czy ktoś nie chciał wysondować, jak społeczeństwo zareaguje na takie dziwne wyniki i wydarzenia, które z jednej strony są pokazywane i udowadniane, a z drugiej strony mówi się, że nic się nie stało i jest OK – stwierdza nasz rozmówca.
Posłowie opozycji domagają się powtórzenia wyborów samorządowych. Szczególnymi zwolennikami tej idei są Jarosław Kaczyński i Leszek Miller. Premier Ewa Kopacz kategorycznie odrzuciła możliwość rozpisania nowych wyborów, gdyż – jak twierdzi – unieważnienie wyborów i rozpisanie nowych pozostaje w gestii sądów, a nie polityków.
Rafał Stefaniuk